Najnowsze wpisy

środa, marca 29, 2017

Peeling kamieniem?

Myślę o tym jak wiele dziwnych rzeczy, czy raczej nieoczekiwanych odkryłam przez tych kilka lat blogowania. Tak jest i z tymi kamieniami.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam kamienie Pierre de Plaisir pomyślałam sobie, że to jakieś kolejne dziwactwo do wyciągnięcia kasy.  Każdy kto lubi bajery w pielęgnacji będzie chciał je sobie zakupić. Tylko, że potem okazało się, że w zasadzie taki kamień wystarcza na baaaardzo, baaaardzo długo i poniekąd to producent robi sobie kuku przez tą ich trwałość.

Kamień jest wyrabiany ręcznie, z czystej gliny. Jest praktycznie niezniszczalny. Jeżeli straci swoje właściwości peelingujące, sami sobie możemy go odświeżyć podgrzewając go w piekarniku w 250st przez ok.30 minut. Idealnie wpisuje się kosmetyczny minimalizm. Nie musicie kupować kolejnych peelingów. Wystarcza ów kamień i  środek myjący w płynie o dobrym składzie.

Są dwie możliwości użycia kamienia z naszym płynem do mycia. Pierwsza taka, że zalewamy kamień  naszym płynem w jakimś naczyniu i zostawiam go na około 8 godzin. Po tym czasie kamień powinien wchłonąć płyn. Wtedy pozostaje nam tylko każdorazowo zwilżyć kamień i rozpocząć peeling. Ponownie nasączyć kamień należy wówczas kiedy przestaje się on pienić podczas peelingu. Jeżeli użyjemy płynu, który słabo, albo wcale się nie pieni  wówczas kamień należy nasączyć kiedy nie wyczuwamy już płynu podczas peelingu.
Druga opcja jest taka, że zwilżamy kamie polewamy go płynem do mycia i peelingujemy ciało.

Peeling kamieniami wygląda jak każdy inny czyli okrężnymi ruchami pocieramy skórę. Efekt, dokładnie taki sam jak po każdym innym peelingu.  Czyli gładka skóra. Choć w przeciwieństwie do peelingów na bazie olejów czy maseł skóra nie jest pokryta tłustą warstwą i bardziej wchłania składniki z balsamu jakiego użyjemy po zabiegu.Świetna rzecz.

Jak na zdjęciu widzicie kamie są w dwóch rozmiarach. Jeden do ciała drugi do twarzy. O tym do ciała mogę powiedzieć, że jest świetny. Kiedy mam ochotę na użycie maski na całe ciało taki kamień jest w sam raz. Jak pisałam nie pozostawia na skórze żadnej warstwy, więc wykonanie peelingu tym kamienieniem przed maską jest rozwiązaniem idealnym. Kamienia do twarzy nie używałam. Od dawna stosuję głównie peelingi enzymatyczne na skórę twarzy więc tym razem nie robiłam żadnych prób, bo i nawet nie bardzo mogłabym porównać działanie.

Idealna rzecz dla kosmetycznych minimalistów, wystarczy wszak tylko ten kamień i to na wiele lat!

Kamienie możecie kupić na stronie producenta czyli TUTAJ
 

Teraz zaś niespodzianka dla Was. Możecie stać się posiadaczem takiego kamienia do peelingu ciała. Pierre de Plaisir obdaruje trzy osoby. Co trzeba zrobić, żeby dostać taki kamień?

1. W komentarzu pod tym postem napisać jaki jest Wasz ulubiony peeling

2. Polubić na Fb stronę  Pierre de Plaisir.

Zabawa trwa od dziś do 5.04. 2017r. Wyniki zostaną ogłoszone w tym poście 6.04.2017.

wtorek, marca 28, 2017

DIY: Maść nagietkowa

Po poście o tym jak radzę sobie z suchymi plackami na nogach Rycerza wiele z Was pytało czy mogę polecić jakąś maść nagietkową, czego ja używam.
Maść nagietkową robię sama. I uważam, że to banalnie proste.

Przepis podstawowy wygląda tak

Potrzebujemy
1 szklankę oleju. U mnie jest to najczęściej olej słonecznikowy, lub z pestek winogron. Ale może to być dowolny olej nadający się do podgrzewania. Najtaniej wyjdzie rafinowany.
1/4 szklanki wosku pszczelego.  Możecie zastąpić go woskiem roślinnym.
Kwiaty nagietka i tu problem z ilością. Suszonych dodaje tyle, żeby olej całkowicie je przykrywał i wystawał ponad nie może jakiś centymetr. Ze świeżych nigdy nie robiłam.

W kąpieli wodnej podgrzewam olej.
Dodaję wosk pszczeli.
Mieszając czekam aż wosk się roztopi i połączy z olejem.
Dodaje kwiaty nagietka.
Na najmniejszym ogniu grzeję to około 6-8 godzin. Trzeba sprawdzić poziom wody w drugim garnku i regularnie ją dolewać. Niedawno wpadłam na pomysł robienia tego w podgrzewaczu do butelek.
Po 6-8 godzinach jak całość ostygnie przelewam do słoika przez gęstą gazę.
Po stężeniu maść jest gotowa do użycia.

Przepis ten możecie modyfikować, zastępując część oleju masłem,  dodając olejków eterycznych, czy też dodają substancji aktywnych rozpuszczalnych w olejach.

poniedziałek, marca 27, 2017

Analiza: Oilatum Baby


Oilatum Baby, krem od 1 dnia życia


Emolient zawarty w kremie Oilatum Baby tworzy cienką warstwę na skórze dziecka, która chroni ją przed wysuszeniem i zapobiega podrażnieniom z zewnątrz. Krem szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Prosta oparta na niewielkiej liczbie składników formuła minimalizuje ryzyko uczuleń i umożliwia stosowanie kremu już od 1. dnia życia dziecka.

Skład: Aqua, Petrolatum, Cetearyl Alcohol, Paraffinum Liquidum, Glycerin, PEG-20 Stearate, PVP, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Citric Acid.

SROCZE WNIOSKI:
To co mi się nie podoba zaznaczyłam tradycyjnie na czerwono. Jeszcze jednak słowo wyjaśnienia.  Jeżeli potrzebujecie produktu działającego na zasadzie okluzji nie odżywania  możecie zastanowić się nad zakupem.

Oilatum Baby, Łagodna Ochrona, balsam do ciała


Zawiera olej mineralny, który chroni delikatną skórę dziecka. Pomaga uniknąć przesuszenia młodej skóry wzmacniając jej naturalna barierę ochronna.


Skład: Aqua, Petrolatum, Glycerin, Butyrospermum Parkii Butter, Cetearyl Alcohol, Paraffinum Liquidum, PEG 20 Stearate, PVP, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Citric Acid, Parfum.



SROCZE WNIOSKI:
Jeżeli, jeżeli potrzebowalibyście użyć olejów mineralnych można rozważyć ten balsam. Jeżeli jednak AZS nie jest szaleńczo nasilone lepiej poszukać czego bez olejów mineralnych, a z olejami naturalnymi w składzie.

Oilatum Baby, Łagodna Ochrona, płyn do kąpieli


OILATUM BABY Łagodna Ochrona, płyn do kąpieli dla dzieci i niemowląt do codziennej pielęgnacji delikatnej skóry skłonnej do atopii i podrażnień.

Skład: Aqua, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Glycereth-2 Cocoate, Decyl Glucoside, PEG-90 Glyceryl Isostearate, Coco-Glucoside, Glycerin, Laureth-2, GlycerylOleate, Citric Acid, PEG-200 Hydrogenated Glyceryl Palmate, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Carbomer, Parfum, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Styrene/Acrylates Copolymer, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Sodium Hydroxide.

SROCZE WNIOSKI:
Stanowczo za dużo PEG w tym składzie i Phenoxyethanol jeszcze dołożony

Oilatum Baby, Łagodna Ochrona, żel do mycia głowy i ciała


OILATUM BABY Łagodna Ochrona Żel do mycia głowy i ciała dla dzieci i niemowląt, do codziennej pielęgnacji delikatnej skóry skłonnej do atopii i podrażnień.

Skład: Aqua, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Glycereth-2 Cocoate, Decyl Glucoside, PEG-90 Glyceryl Isostearate, Coco-Glucoside, Glycerin, Glyceryl Oleate, Laureth-2, PEG-200 Hydrogenated Glyceryl Palmate, Sodium Benzoate, Citric Acid, Phenoxyethanol, Carbomer, Parfum, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Styrene / Acrylates Sopolymer, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Polyquaternium 10, Sodium Hydroxide.
SROCZE WNIOSKI:
Jak wyżej

Oilatum Baby, Łagodna Ochrona, szampon


Oilatum Baby Łagodna Ochrona, szampon dla dzieci i niemowląt do codziennej pielęgnacji delikatnej skóry skłonnej do atopii i podrażnień.

Skład: Aqua, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Glycereth-2 Cocoate, Decyl Glucoside, Coco-Glucoside, PEG-90 Glyceryl Isostearate, Glycerin, Glyceryl Oleate, PEG-200 Hydrogenated Glyceryl Palmate, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Laureth-2, Citric Acid, Parfum, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Polyquaternium 10, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate.
SROCZE WNIOSKI:
I ponownie jak wyżej

Oilatum Bab, Emulsja do kąpieli




Emulsja do kąpieli to 2 w 1 jednocześnie myje i chroni skórę pozostawiając ją nawilżoną oraz gładką w dotyku, bez potrzeby dodatkowego stosowania balsamów.


Skład: Paraffinum Liquidum, Isopropyl Palmitate, PEG-8 Dilaurate, Cetyl Acetae, PEG-40 Sorbitan PEtrolate, Stearyl Acetate, Oleyl Acetate, Acetylated Lanolin Alcohol.


SROCZE WNIOSKI:
O tym, że nie widzę potrzeby wlewania do kąpieli olejów mineralnych pisałam nie raz i nie dwa.

Oilatum Baby, mydło


OILATUM BABY mydło dla dzieci od 1 dnia życia.


Skład: Sodium Palmate, Sodium Palm Kernelate, Aqua, Paraffinum Liquidum, Parfum, Sodium Chloride, Glycerin, Tetrasodium EDTA, Trisodium HEDTA, Geraniol, Sól tetrasodowa kwasu etidronowego, CI 15985, CI 14720.




SROCZE WNIOSKI:
Mydło z olejem mineralnym :(

sobota, marca 25, 2017

Kosmetyki naturalne DIY

Czasami pytacie jak zacząć robić swoje kosmetyki. Nie wiecie co kupić na początek, jak widzicie jakieś przepisy w internecie to w zasadzie nie umiecie się odnaleźć. Oto idealna książka na sam początek.
Proste i nieskomplikowane przepisy z niewielkiej ilości składników. Czasami wszystko co potrzebne do zrobienia kosmetyku macie w dom.
Spora ilość przepisów opiera się na proporcjach więc nie będziecie potrzebować nawet wagi.
Nie ma w niej co prawda większego zagłębiania się w składniki. Pokrótce opisane zostały podstawowe i najczęściej używane oleje, olejki, masła czy zioła. Na początek moim zdaniem wystarczy. Jeżeli wciągniecie się w robienie własnych kosmetyków sami będziecie poszukiwać informacji o składnikach.
No i na koniec samo opracowanie graficzne. Piękna szata graficzna i piękne zdjęcia, aż chce się robić samemu.

Autor: Lena Sokolovska, Jovita Vyšniauskienė, Miglė Tylaitė
Wydawnictwo: Vivante

Książkę możecie nabyć TUTAJ

 Książkę do recenzji dostarczyło 
http://www.nieprzeczytane.pl/

piątek, marca 24, 2017

Creamy czyli kosmetyki, które sama zaprojektujesz

Ile razy zdarzyło się Wam, że chciałyście coś zmienić w kremie, że jedne składnik Wam nie pasował, że gdyby nie on byłoby super? Ba, koleżanka poleciłam Wam krem, ma super konsystencję, użytkowanie itp... ale nie spełnia wszystkich Waszych oczekiwań, bo nie jest do końca stworzony pod Wasze potrzeby.  Ile razy chciałyście same zrobić sobie krem, ale ... no właśnie to kupowanie składników, do dobieranie składników, to mieszanie różnych faz itp... najzwyczajniej w świecie Was przerażało.
Teraz możecie zaprojektować własny kosmetyk z świetnych naturalnych surowców. Same zdecydować co znajdzie się kremie, co będzie jego bazą, a co składnikami aktywnymi, ba macie możliwość wyboru zapachu Waszego kremu. Takie coś oferuje marka Creamy.

Kiedy do mnie napisali nie miałam specjalnych wymagań. Chciałam w zasadzie tylko olej moringa bo nigdy wcześniej nie miałam z nim do czynienia. Mieszam go z maseczkami do włosów, z maskami do twarzy, dodaję kroplami do kremów itp... ale przede wszystkim bawię się w tworzenie własnych perfum olejowych.  Jest świetny.  Bardzo podbija nawilżanie kremów, wspomaga gojenie i powiedziałabym, że lekko rozświetla cerę.
Ten olej to moja najnowsza wielka miłość.

Po drugie tonik nawilżający z białych kwiatów. Delikatny tonik, dobrze nawilżający, świetnie się u mnie sprawdził. Robił dokładnie to co tonik ma robić.

Po trzecie lekki balsam do ciała kokos-sezam. Balsam którego się trochę obawiałam. Nie przepadam za zapachem kokosu, nie lubię się specjalnie z olejem kokosowy, ale ten balsam jest świetny. Nie czuć praktycznie kokosu - co dla mnie istotne jest wielce. Poza tym balsam bardzo wygładza skórę, sprawia że jest bardzo miękka i elastyczna i bardzo przyjemna w dotyku. Tym właśnie działaniem bardzo przypomina mi silikony w bazach do makijażu. Do tego wszystkiego bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze.

Na koniec balsam do ust moringa. Bardzo natłuszczający, a przy tym lekki kosmetyk do ust. Po posmarowaniu wieczorem, rano nadal czuć tą przyjemną miękkość i natłuszczenie. Ten balsam bardzo pomógł mi kiedy przez katar miałam spierzchniętą górną wargę.

Nie podlinkuję Wam tych "moich" kosmetyków, ponieważ nie widzę ich w ofercie sklepu. Przypuszczam jednak, że kiedy napiszecie do nich maila zaradzą temu :).

Może też sami skusicie się na skomponowanie własnego kosmetyku. Strona Creamy jest TUTAJ.

czwartek, marca 23, 2017

Dzieci Korzeni

Nie wiedzieć czemu ta książka kojarzy mi się z wiosną, a tak już za nią tęsknię. Już chciałabym, żeby przyszła, żeby była, żeby można się było nacieszyć.
Tymczasem to podróż przez kolejne pory roku. Podróż piękna, klasyczna, secesyjna. Wierszowanka z dawnych lat, już tak się nie pisze. Szkoda czasami.
Nie wiem co bardziej urzeka ilustracje, czy tekst. Hm... chyba jedno i drugie, gdyby nie tekst nie było by ilustracji, gdyby nie ilustracje nie było by czaru, a jest.
Klasyka. Klasyka, którą powinno znać karze dziecko

Autor: Olfers Sibylle
Wydawnictwo: Przygotowalnia


Książkę możecie kupić TUTAJ


 Książkę do recenzji dostarczyło 
http://www.nieprzeczytane.pl/

środa, marca 22, 2017

Latopic doustny - jak to u nas wyglądało

Po poście o tym jak radzę sobie z suchymi plackami na nogach Rycerza o TUTAJ.  Wiele z Was pytało o co chodzi z Latiopic itp...

Mam nadzieje, że w miarę logicznie wyjaśnię dlaczego sięgnęłam po Latopic i jak to wygląda u nas.

Po środki doustne sięgnęłam głównie dlatego, że nie jestem w stanie zapanować nad dietą Rycerza w stu procentach kiedy chodzi do przedszkola. Na przykład, o czym już kiedyś pisałam, nie podawałam i nie podaję Rycerzowi żadnych grzybów. Kiedy poszedł do przedszkola zaserwowano mu w zasadzie pierwszego dnia zupę pieczarkową. Efekt? Wymioty przez pół nocy. I za każdym razem kiedy Rycerz był pasiony w przedszkolu pieczarkami spędzaliśmy noce nad miską. Uprzedzając, tak prosiłam o niepodawanie mojemu dziecku takich dań. Tak, kiwano głową potakująco, tak Rycerz wciąż jest namawiamy do jedzenia dań z pieczarkami.

Na szczęście od kiedy weszła ustawa o zdrowym jedzeniu mamy dużo mniejszy kłopot - nie serwują na przykład chleba z nutellą na podwieczorek itp... Po drugie poza truskawkami, które raz dają odczyn alergiczny, a innym razem nie, nie mam kolejnego silnego pewniaka na bycie alergenem.

Kiedy, mimo usilnych prób złagodzenia objawów naszymi kosmetykami po tygodniu nie było poprawy, postanowiłam włączyć probiotyk. Ponieważ używaliśmy już parokrotnie kosmetyków Latopic  i działały, siłą rzeczy sięgnęłam po ich probiotyk.

Skład: maltodektryna, składnik kapsułki – żelatynę, 1 miliard liofilizowanych bakterii kwasu mlekowego w następujących proporcjach: 50% Lactobacillus casei ŁOCK 0919, 25% Lactobacillus rhamnosus ŁOCK 0908, 25% Lactobacillus rhamnosus ŁOCK 0900, barwnik kapsułki – dwutlenek tytanu, kwas askorbinowy - przeciwutleniacz.

O tym co pisze producent przeczytacie TUTAJ nie ma potrzeby tego kopiować

Jak to wyglądało u nas.

Po raz pierwszy. Było to późną wiosną zeszłego roku. Dziadkowie zaserwowali młodemu jego ukochane truskawki.

Na Rycerskich nogach, przy silniejszej reakcji i na pupie i częściowo na brzuchu pojawiały się suche placki, które drapał jak szalony. Po tygodniu prób złagodzenia efektu alergii nie było efektu - podałam mu pierwszy raz Latopic. Wiadomo, że nie spodziewałam się poprawy od razu. Pierwsze efekty pojawiły się po tygodniu. Młody nie drapał się już całą dobę. Po dwóch tygodniach świąd ustał. W trzecim tygodniu suche miejsca zaczęły znikać. Oczywiście poza stosowanie Latopicu doustnie stosowałam całą pielęgnację opisaną w poście podlinkowanym wyżej. Kiedy skończyło mi się opakowanie nie kupiłam kolejnego.

Po około miesiącu ponownie pojawiły się suche placki na szczęście bez swędzenia. Tym razem udało mi się poradzić sobie z uczuleniem szybko i bezboleśnie. Przyszło lato i co jakiś czas alergia się pojawiała i znikała. Na szczęście nie była bardzo zaostrzona i radziliśmy sobie tylko kosmetykami.

Niestety zaczęło się przedszkole. I we wrześniu zaczęła się jazda.

Pojawiły się placki na nogach, pośladkach i brzuchu. Młody drapał się do krwi. Poleciałam po Latopic. Tym razem poprawa nie nastąpiła tak szybko jak za pierwszym razem. Na szczęście po miesiącu było już w miarę ok. Pociągnęłam kurację jak Pan Bóg przykazał czyli minimum trzy miesiące. Zmiany całkowicie wyleczyliśmy, od grudnia do dzisiaj (odpukać w niemalowane) nie pojawiły się najmniejsze zmiany  i mam nadzieje, że tak zostanie na długo. Gdyby nie no to ponowimy kurację.


Tak to w w skrócie i praktyce wyglądało u nas.

wtorek, marca 21, 2017

Antyoksydanty vol.2 - moje antyoksydanty

Poszłam do łazienki obejrzeć co też mam na stanie za antyoksydanty, żeby móc Wam pokazać, że w zasadzie to jeden z podstawowych składników w moich kosmetykach. W zasadzie mogłabym napisać, że w każdym produkcie jakiego używam znalazłabym składnik będący antyoksydantem. Nie o to jednak mi chodzi. Chcę Wam pokazać coś co przede wszystkim pełni rolę antyoksydantów.
1.  Woda termalna Uriage - chyba już Wam się nią ulewa :) . Jednak prawda jest taka, że towarzyszy mi ona od kilku lat. Jedna z nielicznych o ile nie jedyna woda której nie trzeba ścierać po użyciu. Dostarcza biopierwiastków. Służy za tonik, nawilżacz do masek, odświeżającą mgiełkę itp ... Jest to ten kosmetyk, którego nie zmieniam od lat.

2. Łagodzący tonik antyoksydacyjny Clochee. Jestem w trakcie testów na razie jest bardzo dobrze i obiecująco. Pokazuję go Wam głównie dlatego, żeby pokazać, że są toniki z antyoksydantami. Jeszcze nie polecam, ani nie odradzam.
3. Maski algowe. Maski możecie kupić gotowe jak te z Nacomi, poza algami zawierają i inne podkręcające ich właściwości składniki. Są o tyle przyjemne w użytkowaniu, że zastygają i ściągacie cały płat z twarzy. No można się poczuć jak w gabinecie kosmetycznym. Świetnie działają, zwłaszcza z użyciem aktywatora do takich masek. Jeżeli nie macie pomysłu jak samodzielnie zrobić maskę algową to jest to świetne rozwiązanie dla Was.
Możecie też kupić algi w proszku jak widzicie ja mam na stanie spirulinę. Zrobić z nich zieloną, śmierdzącą paciaję dodając na przykład jogurtu naturalnego, którą nakładacie na twarz i możecie straszyć dzieci :).
Maski algowe zawsze dobrze działają. Nie są jednak wskazane w ciąży!!
4. Mincer Pharma Vita C Infusion, serum olejowe. Witamina C jest silnym antyoksydantem i generalnie robi dobrze skórze. To serum kupiłam już jakiś czas temu, na promocji w Rossmannie. Z myślą o lecie. Długo nie mogłam zacząć go stosować, bo cięgle wykańczałam inne kosmetyki. Jak dla mnie to serum jest trochę dziwne. Od pierwszego użycia deje efekt mega gładkiej skóry i to mnie trochę niepokoi, bo czuję się jak po użyciu silikonów. Zazwyczaj przy takim efekcie czy to kosmetyk naturalny czy nie, moja cera zaczyna się buntować i pojawiają się wypryski. Tym razem nie. Kupiłam w promocji, w regularnej cenie bym nie kupiła.

5. Biofficyna Toscania Serum Antyoksydacyjne - pisałam Wam o nim TUTAJ pod kremy na dzień, do mieszania z olejami itp...

6. Lush Botanicals  Serum Antyoksydacyjne, Cream in the City - mój obecnie ukochany krem na dzień, choć pisze serum. Fantastyczny skład jak to w Lush Botanicals. Z użytkowaniem miałam pewien problem były dni kiedy krem wchłaniał się ok, a były dni kiedy zostawiał na skórze taką "mączną" warstwę. Warstwa niewidoczna dla oka, jedynie odczuwalna. Długo nie mogłam dojść o co chodzi. Już wiem! Jeżeli spotkał by Was podobny problem, przed nałożeniem kremu wyciągnijcie go przynajmniej na 15 minut przed nałożeniem z lodówki, albo porządnie rozgrzejcie między palcami. Poza ty, krem jest absolutnie świetny. Bardzo dobrze współpracuje z serum z biofficyny, z mineralnym makijażem, ba z filtrem przeciwsłonecznym. Krem bardzo dobrze nawilża, skóra staje się gładka, miękka i taka jakby świetlista. W zasadzie to najlepiej na przykładzie tego kremu widać przewagę kosmetyków robionych ręcznie nad tymi drogeryjnymi czy po prostu produkowanymi seryjnie. Na efekty działania tego kremu nie trzeba było długo czekać.
Serum możecie kupić na stronie producenta czyli TUTAJ

poniedziałek, marca 20, 2017

Ściera co wszystko ściera

Rzadko pokazuję Wam rzeczy do sprzątania czy porządkowania. Środki czystości też goszczą od wielkiego dzwonu. Nie żeby to były rzeczy na które nie zwracam uwagi, po prostu rzadko coś mnie z nich zachwyca. Staram się używać łagodnych, ekologicznych rzeczy do sprzątania, ale nie ma co ukrywać, nic tak dobrze nie doczyszcza ubikacji jak płyn z chlorem.
Patent na mycie kabin prysznicowych z osadu z kamienia już Wam dawno sprzedałam o TUTAJ i jak widzicie też ekologiczny nie jest.
Dziś jednak o mega ekologiczny sposobie na lustra, szyby, meble lakierowane, blaty, monitory itp... W zasadzie na każdą powierzchnię, ale największy efekt łał odczujecie na szybach. Ale to będzie ŁAŁ, a nie zwykłe łał.

O ścierce napisała mi czytelniczka Anta, że ona, że jej mama, że w zasadzie wszystkie jej znajome jak tylko spróbują od razu się uzależniają. Co było robić trzeba było spróbować.

Przy używaniu tego cuda nie stosuje się żadnych detergentów. Sucha ścierka przypomina twardą irchę,   mięknie pod wpływem wody. Moczycie więc ją i ścieracie co macie zetrzeć. Nie wycieracie do sucha tylko pozwalacie wyschnąć samemu. Efekt. Podczas jednej drzemki młodej umyłam wszystkie okna - poza tymi z pokoju w którym młoda spała. Potrzebowałam tylko detergentu do wymycia ram, a szyby poleciałam wodą.
Po pierwszym oknie, kiedy okazało się, że niczego nie muszę pucować, bo samo wysycha i nie ma żadnych smug poleciałam po całości.
To samo robię z meblami w kuchni i zapominam, o tym, ze dzieciaki zaraz mi wyciapią mój wymarzony wysoki połysk.

Ściera jest świetna i nie dziwię się wcale, że uzależnia.  Cena ? Kto zgadnie? No cóż cena to szalone 3,50zł za ścierkę rozmiarów 40x40 do kupienia TUTAJ

niedziela, marca 19, 2017

Sroka testuje: Pure Beginnings Organic Baby, Pasta do Zębów bez fluoru z Ksylitolem o smaku Dojrzałych Malin


Producent pisze:

Pasta do zębów bez fluoru, na bazie ksylitolu, o smaku malinowym. Dzięki zawartości ksylitolu, naturalnego cukru brzozowego produkt przeciwdziała próchnicy zębów u dzieci. Zwykły cukier, rozkładając się już w jamie ustnej tworzy kwaśne środowisko, które może uszkadzać delikatne szkliwo mlecznych ząbków, ksylitol ma odczyn zasadowy. Dzięki temu tworzy w jamie ustnej odpowiednie pH i szkliwo zębów jest chronione. Przeciwdziała również rozwojowi groźnych bakterii w jamie ustnej. Dodatkowo pasta nie zawiera fluoru, dzięki czemu jest bezpieczna dla dzieci. Jej połkniecie nie powoduje podrażnienia układu pokarmowego. Delikatna i pachnąca malina zachęci dziecko do codziennego szczotkowania ząbków.

Skład:

Glycerin, Water (Aqua), Calcium Carbonate, Xylitol, Titanium Dioxide, Kaolin, Hydroxyethylcellulose, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Adansonia Digitata (Baobab) Fruit Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Distillate*, Eupatorium Rebaudianum Bertoni (Stevia) Leaf Extract, Pelargonium Graveolens (Rose Geranium) Distillate*, Potassium Sorbate, Maltodextrin, Guar Gum, Lavandula Angustifolia (Lavender) Distillate*, Natural Raspberry Flavour

Jest Ok :)

Użytkowanie:
Biała pasta w wyglądzie i strukturze przypominająca "dorosłe" pasty. Bardzo przyjemna w smaku choć w moim odczuciu cit za słodka. Całkiem nieźle się pieni.
Dzieci me, zwłaszcza młodsze wydają się być uzależnieni od tej pasty.  Młoda wieczorem domaga się sama mycia zębów. Staje przy kubeczku ze szczoteczkami i pomrukując pokazuje palcem na szczoteczki.Szczoteczka nie może być pusta, musi mieć właśnie ową pastę do zębów na sobie inaczej bunt na pokładzie. Rycerz zaś stwierdził, że to jest pasta o bardzo fajnym smaku, chyba jednym z lepszych - jak to określił.

Ocena:

5 na 5



Pastę możecie kupić TUTAJ
TOP