Najnowsze wpisy

piątek, czerwca 23, 2017

Sadza Soap, czy tylko dizajn czy też pielęgnacja?

Moda na węgiel aktywny stała się faktem.Coraz więcej firm wypuszcza kosmetyki z węglem. Ba sama na blogu podawałam Wam przepis na krem czyszczący.
Produkty Sadza Soap widziałam już niejednokrotnie. To co rzuca się w oczy to oczywiście dizajn. Całkowicie przemyślany, spójny co tu mówić ciekawy i inny. I zawsze, ale to zawsze zastanawiałam się czy poza tym świetnym dla oka wyglądem jest w tych kosmetykach coś jeszcze.

W końcu trafiła się okazja do przetestowania.

Gruboziarnisty Peeling do Ciała z Węglem Aktywnym


Otwieracie czarny słoiczek i widzicie czarną otchłań ;). Czarna paciajka. Zachodzicie w głowę, czy to aby zadziała? Czy ja czasem czarna nie wyjdę, czy aby przypadkiem po przygodzie z tym peelingiem nie będę musiała spędzić kilku godzin na doszorowaniu łazienki? Koniec końców zanurzacie palucha w w ciemności, potem drugiego, potem dłoń całą i wydobywacie na dłoni czarne ziarna. Pac na ciało i masujemy, masujemy, masujemy.
Niby gruby peeling, a nie taki ostry, nie jest gęsty więc i nie za dużo tych ziaren peelingujących, stąd i kuku nie robi.  Spienia się, piana szara jest i trochę człowiek się boi, że on taki brudny... a nie to ten węgiel ;)

SKŁAD Aqua, Potassium Cocoate, Potassium Oleate, Lauryl Betaine, Glycerin, Benzyl Alcohol, Potassium Palm Kernelate, Palm Kernel Acid, Decyl Glucoside, Potassium Citrate, Sodium Chloride (Sea Salt), Activated Charcoal.

Skład krótki, niezły, jest to jednak skład produktu myjącego z peelingiem. I tak też traktowany jest świetny. Myje, spienia się i wymaga po użyciu nałożenia balsamu.


Peeling możecie kupić TUTAJ


Czarny Szampon z Węglem Aktywnym

I znowu na czarno:). Czarna, żelowa konsystencja jest lekko podejrzana, a co jak się to czarne coś nie domyje? Jednak dobra, rozrabiam szampon, nakładam na głowę i masuję. Czuję pod palcami pył węglowy, no czuję jak nic. Masuję, szara piana skapuje do wanny. Myślę, może nie będzie szarych włosów jednak.  Spłukuję i ... konieczne jest nałożenie odżywki.

SKŁAD Aqua, Decyl Glucoside, Lauryl Betaine, Sodium Chloride, Xantham Gum, Phenoxyethanol, Aloe Barbadensis (Aloe Vera), Citric Acid, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Activated Charcoal.

Ponownie krótki skład. Składników pielęgnacyjnych mało. To ma służyć do mycia, do porządnego domycia, a nie do pielęgnacji.  I tak właśnie jest! Skóra głowy jest bardzo porządnie oczyszczona, włosy również, ale konieczna jest odżywka. Przy moich cienkich i delikatnych włosach nie ryzykuję i nie myję nim codziennie włosów. Używam raz, dwa razy w tygodniu do porządnego domycia, czy to po myciu odżywkami, czy to po olejowaniu itp...
Zadowolone z niego będą przede wszystkim osoby o przetłuszczającej się skórze głowy. Dobrze też się nada do peelingu skóry głowy. Przy delikatniejszych skalpach wystarczą te drobinki które w sobie zawiera, dla całej reszty wystarczy domieszać trochę cukru lub soli.


Szampon możecie kupić TUTAJ


Czarne Mydło Glicerynowe z Węglem Aktywnym

Wygląd tego mydła to mistrzostwo świata. Człowiekowi przykro się robi jak ma pomyśleć, że mydła trzeba użyć i zniszczyć tą bryłkę do złudzenia przypominającą węgiel.
Sama nie przepadam za mydłami glicerynowymi. Tym bardziej czułam do siebie wstręt, że mam to przyjemne dla oka coś zniszczyć.

SKŁAD Glycerin, Aqua, Sorbitol, Sodium Palm Kernelate, Sodium Stearate, Sodium Oleate, Sodium Chloride, Citric Acid, Sodium Citrate, Pentasodium Pentetate, Tetrasodium Etidronate, Activated Charcoal.

Skład jak to przy tzw. mydle glicerynowym - Ok. Dobrze się pieni, całkiem nieźle leży w dłoniach. Myje dobrze, delikatnie, nie przesusza. I jak w przypadku szamponu o mydło służy do mycia i takie też funkcje spełnia bardzo dobrze.

Mydło możecie kupić TUTAJ

To co mi się podoba w tych produktach to, poza wyglądem oczywiście, to prostota składów. Mydło czy szampon ma służyć do mycia i takie też ma przeznaczenie i do tego zadania ma dostosowany skład. Neutralne zapachy, jeżeli w ogóle można mówić o zapachu sprawiają, że to produkty uniwersalne i dla każdego. Facet nie będzie się wzdrygał przed użyciem, ba na prezent dla faceta to będzie jak ulał. 

środa, czerwca 21, 2017

Szmery bajery: Ultradźwiękowy nawilżacz

Co roku mam problem z odświeżaniem twarzy w upały. Filtr na gębie czasami jakiś jeszcze makijaż, upał i czuje jak wszystko płynie.   W ruch idzie zazwyczaj woda termalna. Tyle tylko, że w zależności od końcówki spryskującej daje ona albo przyjemną mgiełkę, albo deszcz. O ile to pierwsze jest pożądane o tyle to drugie rujnuje wszystko co na paszczy się znajduje.
Przeglądając słynny już AliExpress trafiłam na ultradźwiękowy nawilżacz. Jak to na tym wielkim bazarze bywa propozycji takich nawilżaczy jest całe mnóstwo. Ja wybrałam taki który ładuje się przez USB.
Działanie nawilżacza jest banalnie proste. Do zbiorniczka nalewamy płyn, przesuwamy w dół klapkę i voilà leci sobie przyjemna mgiełka.
video
Mgiełka bardzo delikatnie chłodzi, delikatnie nawilża i nie niszczy makijażu, czy warstwy filtra. Urządzenie jak widać jest niewielkich rozmiarów - trochę większe od zapalniczki jednorazowej. Mieści się do najmniejszej torebki, jest lekkie i poręczne. Co ważne napełniacie zbiornik czym chcecie. U mnie jest to albo woda termalna, albo woda różna czasami jakiś inny hydrolat.
Wieczorem wystarczy tylko wymyć nawilżać, zdezynfekować i rano jest już gotowy do ponownego użycia.


ps. nie pytajcie o link do aukcji  nie wiem co się stało, ale nie mam. Chyba w szale porządków skasowałam.

wtorek, czerwca 20, 2017

Koreanki vs Słowianki

O książce Sekrety urody Koreanek napisano tak wiele recenzji, że stwierdziłam, że chyba nie mam sensu pisać kolejnej. Kiedy jednak w moje ręce wpadła książka Sekrety urody Babuszki siłą rzeczy ponowne sięgnęłam po koreańskie sekrety. Już w samym tytule analogia jest widoczna. I tak oto doszło do porównania tych dwóch książek.

Tylko czy da się je porównać?
Hmmm... przeczytajcie.


Sekrety urody Koreanek
Książka o kompleksowej pielęgnacji twarzy. Na ciało praktycznie nie zwraca się uwagi. Mamy opisaną pielęgnację krok po kroku. Wyjaśnione co i dlaczego stosują. Cała zaś pielęgnacja bazuje na gotowych produktach  dostępnych w sklepach.

To co mi się podoba.
Wyjaśnienie dlaczego dany krok w pielęgnacji jest ważny. Dlaczego dany produkt jest ważny.
To co może przerażać czy zniechęcać to słynny już "rytuał pielęgnacyjny w dziesięciu (!!) krokach". Prawda jest jednak taka, że ów rytuał prawie w całości stosuje każda z nas.
I z jednej strony niczym mnie ta książka nie zaskoczyła, ale z drugiej strony dała wiele do myślenia i dała przysłowiowego kopniaka w zadek, żeby przyłożyć się bardziej do pielęgnacji.

Napisana przyjemnym i lekkim językiem, humorystyczna i bardzo motywująca. Taka jest ta książka.

Sekrety urody babuszki
To nie jest książka o pielęgnacji. To jest książka z trikami pielęgnacyjnymi. Jeżeli szukasz informacji o tym jak "poprawnie" dbać o urodę z tej książki się tego nie dowiesz.
Dowiesz się za to co zastosować żeby wyglądać lepiej na randce. Co robić żeby mieć gładką grzywkę, jak domowymi metodami robić sobie SPA we własnej łazience.
Cała pielęgnacja opisana w książce opiera się na kosmetykach robionych samodzielnie z ogólnodostępnych produktów.
Tu muszę się chwilę zatrzymać. Przy produktach ;) . Nie są to do końca "tradycyjne" babuszkowe receptury. Trudno raczej byłoby babuszce na Ukrainie dostać pomarańcze. Owe przepisy są trochę stare, a trochę uwspółcześnione. Czy mi się to podoba? Nie do końca. Choć oczywiście to rozumiem.

To co mi się podoba
Łatwość wykonania kosmetyków i próba wciągnięcia czytelnika w proces samodzielnego przygotowywania sobie pielęgnacji.  Podoba mi się przekaz, że kosmetyki to nie tylko to co na półkach sklepowych, to też to co mamy w lodówce czy w szafce.
Jest kilka przepisów które mnie zaskoczyły - musztarda w pielęgnacji? No!

Cóż Wam mogę napisać. Na całe szczęście te książki są krańcowo różne. Bazują na zupełnie innych modelach pielęgnacji, a każda wnosi coś w codzienny rytuał piękna. Ale ... Jeżeli szukacie porad jak pielęgnować skórę to wskazana będzie lektura Sekrety urody Koreanek. Jeżeli jednak poszukujecie przepisów na domowe kosmetyki sięgnijcie po Sekrety urody babuszki. 

Sekrety urody Koreanek możecie kupić TUTAJ
Sekrety urody babuszki TUTAJ 



poniedziałek, czerwca 19, 2017

Sroka testuje: Earth Friendly Baby

Wiele osób pytało czy kosmetyki Earth Friendly Baby są ok. Miałam okazję nie tylko zobaczyć składy, ale i je przetestować.

Calming Lavender Body Lotion


Skład
Aloe Barbadensis Leaf Juice *, Aqua (Water) , Cetearyl Alcohol , Glycerin , Caprylic/Capric Triglyceride , Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil *, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter , Glyceryl Stearate SE , Coco-Caprylate , Benzyl Alcohol , Cetearyl Glucoside , Sodium Stearoyl Glutamate , Xanthan Gum , Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil *, Citric Acid , Dehydroacetic Acid , Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Oil *, Sodium Phytate , Citrus Paradisi (Grapefruit) Peel Oil , Alcohol , Calendula Officinalis Flower Extract *, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Oil *, Salvia Sclarea (Clary) Oil , Angelica Archangelica Root Extract , Passiflora Incarnata Flower Extract , Sambucus Nigra Flower Extract , Trifolium Pratense (Clover) Flower Extract , Potassium Sorbate , Sodium Benzoate , Ascorbic Acid , Geraniol , Limonene , Linalool ;

Po zmianie składu, bo kilka lat temu te kosmetyki były konserwowane phenoxyethanolem nie ma się czego czepiać. Jest bardzo fajnie. To co w nich interesujące to fakt, że podstawą nie jest woda, a sok z aloesu.

Konsystencja:
Treście zwarte mleczko, bardziej krem, o białym kolorze.

Użytkowanie:
Balsam bardzo dobrze rozprowadza się na skórze. Szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej nieprzyjemniej warstwy. Dobrze nawilża, zmiękcza i pielęgnuje skórę.

Ocena:
5 gwiazdek na 5

Calming Lavender Bubble Bath


Skład
Aloe Barbadensis Leaf Juice *, Aqua (Water) , Cocamidopropyl Betaine , Sodium Cocoamphoacetate , Disodium Lauryl Sulfosuccinate , Lauryl Glucoside , Coco-Glucoside , Glyceryl Oleate , Sodium Chloride , Decyl Glucoside , Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil *, Sodium Benzoate , Citric Acid , Potassium Sorbate , Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Oil *, Foeniculum Vulgare (Fennel) Oil , Anthemis Nobilis Flower Extract *, Cymbopogon Citratus Extract *, Hibiscus Sabdariffa Flower Extract *, Papaver Somniferum Seed Extract *, Rosa Canina Fruit Extract *, Citrus Paradisi (Grapefruit) Peel Oil , Tocopherol , Hydrogenated Palm Glycerides Citrate , Limonene , Linalool , Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower Extract * ;

Ponownie bardzo fajny skład. Podobnie jak w przypadku mleczka do ciała podstawą tego produktu nie jest woda lecz sok z aloesu.

Konsystencja:
Żelowa konsystencja o lekko żółtawym kolorze.

Użytkowanie:
Jeden z lepiej pieniących się żeli jakie mieliśmy. To prawdziwa kąpiel z bąbelkami. Do tego przyjemny i delikatny zapach. Żel dobrze myje, nie wysusza i nie podrażnia.

Ocena:
5 na 5

Happy Mandarin Shampoo & Bodywash


Skład
Aloe Barbadensis Leaf Juice *, Aqua (Water) , Cocamidopropyl Betaine , Sodium Cocoamphoacetate , Disodium Lauryl Sulfosuccinate , Lauryl Glucoside , Coco-Glucoside , Glyceryl Oleate , Sodium Chloride , Decyl Glucoside , Citrus Paradisi (Grapefruit) Peel Oil , Sodium Benzoate , Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Oil *, Citric Acid , Potassium Sorbate , Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Oil *, Anthemis Nobilis Flower Extract *, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower Extract *, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract *, Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract *, Tussilago Farfara (Coltsfoot) Leaf Extract *, Urtica Dioica (Nettle) Leaf Extract *, Tocopherol , Hydrogenated Palm Glycerides Citrate , Limonene

To już chyba robi się nudne, ale to ponownie bardzo fajny skład.

Konsystencja:
Żelowa konsystencja.

Użytkowanie:
Podobnie jak w przypadku płynu do kąpieli ten szampon bardzo dobrze się spienia. Myje delikatnie, nie wysusza, nie plącze jakoś specjalnie włosów. Bardzo ładnie pachnie mandarynkami.

Ocena:
5 gwiazdki na 5 możliwych.


Moisturising Shea Massage Oil


Skład
Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil *, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil , Butyrospermum Parkii (Shea) Oil , Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil , Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil , Tocopherol , Triticum Aestivum (Wheat) Germ Oil , Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil , Arnica Montana Flower Extract , Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil *, Geraniol , Limonene , Linalool

I ponownie bardzo ładny skład.

Konsystencja:
Olejek :)

Użytkowanie:
Oliwka o fajnym składzie, której nie używałam do masażu tylko do kąpieli, a raczej do mycia. Dodałam po prostu emulgatora i kąpałam dzieciaki. Równie dobrze jak do kąpieli sprawdzała się mycia twarzy. Do masażu oczywiście też się nadaje :).
ps. pachnie prawdziwą lawendą :)

Ocena:
5 gwiazdki na 5 możliwych.

czwartek, czerwca 15, 2017

Galeria dzikich zwierząt

Kiedy ostatni raz książka dla dzieci zrobiła na mnie OLBRZYMIE wrażenie? Pamiętam to dokładnie był rok 2013! Była to Panorama. Chciałam ją mieć, chciałam ją mieć dla siebie. Teraz było podobnie. Galerię dzikich zwierząt zapragnęłam po prostu mieć.
Przeglądałam nowości wydawnicze i BUM! Zajrzałam do środka i przepadałam. Te ILUSTRACJE!
Ta kreska, te kolory. Z każdej strony można by sobie zrobić obraz na ścianę i patrzeć, patrzeć i patrzeć.
Po biedronkowym szale na karty Rycerz zapałał większą miłością do wiedzy o zwierzętach. Pierwsze co to wyciągnęłam te książki. Siedział i oglądał z otwartą buzią.
Informacji o samych zwierzętach nie ma wiele. Te które są zainteresują i dziecko i dorosłego.
Kurcze o jedne z ładniej wydanych książek. Obwoluta zaś jest plakatem!!!!!

Autor: BRAUN DIETER
Wydawnictwo: EGMONT

Książki w dobrej cenie możecie kupić TUTAJ i TUTAJ

 Książkę do recenzji dostarczyło 
http://www.nieprzeczytane.pl/

środa, czerwca 14, 2017

Szybka akcja ratująca stopy

Przyszło lato. Co nie? Wiadomo nie każdy zdążył ze stopami porządek zrobić i co tu mówić sporo z Was pyta czy mogę coś polecić, podpowiedzieć, że nie koniecznie ta maska złuszczająca o której pisałam TUTAJ.

No więc dziś podpowiadam :), co się u mnie sprawdziło.

Maska złuszczająca

Link powyżej. Z przykrością stwierdzam, że wiele osób jej nadużywa. Stosowana co dwa miesiące przyniesie więcej szkody niż pożytku. Rozumiem dwa razy do roku, ale że co dwa miesiące? Pomijając ten fakt, to dobra sprawa na szybkie ratowanie stóp. Należy jednak pamiętać, żeby nie wykonywać tego zabiegu tuż przed latem kwasy uwrażliwiają skórę na słońce.

Maska na stopy 

W zasadzie nie mam ulubionej, od kiedy wszędzie dostępne są azjatyckie maski w płachcie jakąś mam na stanie. Co tu mówić pod względem składów nie jest to zazwyczaj cud, miód i orzeszki, zawsze jest jakieś paskudztwo, którego lepiej gdyby nie było ale... ale prawda jest taka, że działają.  Choćbym nie wiem jak grubą warstwę kremu nałożyła na noc na stopy to poranny efekt nigdy nie jest taki jak po 30 minutach w takiej masce. Warto się rozejrzeć.

Gliniany pumeks hammam

Nie wiem czy dodatek do nazwy hammam nie jest z mojej strony nadużyciem. Wypatrzyłam go na półce w markecie za 3,99zł i kupiłam, bo mi się spodobał. Nie myślałam nawet o używaniu. Leżał sobie taki "ozdobnik" w łazience i łypał ne mnie co wieczór. Nie wytrzymałam i poczytałam co to jest. Użyłam i ... nie zamieniała bym go na żaden inny. Świetny pumeks! Robi to co pumeks powinien, choć moim zdaniem robi to lepiej, poza tym komfort użytkowania jest zupełnie inny. Przyjemnie leży w ręce, nie ucieka, nie wyślizguje się. No i z brzegu wanny nie patrzy na nas bury kamień z naleciałością ;)


Allpresan PediCare 4

Nie wiem sama jak to nazwać, krem w musie?  Przypomniałam sobie o nim podczas porządkowani kosmetyków, a w zasadzie próbek. Tak, chyba pierwszy raz polecam coś po zastosowaniu próbki. Świat się kończy! Na swoje usprawiedliwienie powiem, że próbka ma 50ml i używam jej prawie dwa miesiące, prawie codziennie.
Wyobraźcie sobie najlepszy efekt pielęgnacyjny jaki udało Wam się osiągnąć kremem. Teraz pomnóżcie sobie to razy dziesięć i wyobraźcie, że zaraz po aplikacji na stopach nie ma tej śliskiej warstwy ;), jest za to przyjemna aksamitna gładkość. To właśnie daje ten mus.
Ja nie wiem jak to się stało, że go wcześniej nie odkryłam. Ważne jednak, że trafiłam na niego. Nie wyobrażam sobie, że mogło by go coś przebić.
Ten mus możecie kupić TUTAJ

Tarka

Siedzę i myślę ile tarek przerobiłam. Używałam zgodnie z przeznaczeniem i całkiem niezgodnie. Większość sprawdzała się przy regularnym stosowaniu, a w zasadzie powinnam napisać, przy codziennym stosowaniu. Tylko wiecie, co za sztuka mieć wypielęgnowane stopy jak codziennie się o to dba? Trafiła mi się jednak TA tarka. TA nie inna, TA na której producent napisał jak krowie na rowie, że stosuje się ją na suchą skórę.
Ciężka, porządnie giętka, dobrze leżąca w ręce. Jak pisałam stosowana na suche stopy. Dwustronna. Jedna strona głównie ścierająca, druga głównie wygładzająca. Jakie to jest dobre. Raz, no góra dwa razy w tygodniu i stopy jak marzenie.

TĄ Tarkę możecie kupić TUTAJ

wtorek, czerwca 13, 2017

Ekologiczne/naturalne filtry przeciwsłoneczne dla dzieci

Ufffff...oto i ostania, tegoroczna analiza filtrów przeciwsłonecznych dla dzieci, czyli filtry ekologiczne/ naturalne, a przynajmniej takie które są w ten sposób traktowane czy też klasyfikowane.
Uprzedzając pytania filtry ekologiczneprzede wszystkim filtrami mineralnymi, są wyjątki, są one w tym zestawieniu wskazane.
Czym różni się więc "klasyczny" filtr ekologiczny/naturalny , mineralny od filtru mineralnego nie eko?
Oczywiście składem.
Często jest tak, że dopełnieniem filtrów są oleje naturalne, które poza oczywistą pielęgnacją posiadają na przykład właściwości antyoksydacyjne itp... To sprawia, że pod względem ochrony i pielęgnacji jest to jednak lepszy wybór. Nie chodzi o same certyfikaty itp... klasycznie, wartość pielęgnacyjna tych produktów jest po prostu większa.

Alphanova Bebe, Przeciwsłoneczny Krem o wysokim filtrze SPF 50+ Alphanova Bebe, Przeciwsłoneczny Spray o wysokim filtrze SPF 50 Alphanova Sun, Kids Bio Spray Przeciwsłoneczny, filtr 50 Alphanova Sun, Kids Bio Spray Przeciwsłoneczny, filtr 30 Alverde, Kinder Naturalny Balsam ochronny na słońce SPF 30 Anthyllis, Baby Krem przeciwsłoneczny dla dzieci SPF 50 Aubrey, Bezzapachowe mleczko do opalania w sprayu SPF 30 Aubrey, Bezzapachowe mleczko do opalania SPF 45 Bjobj, Bezzapachowy krem do opalania dla dzieci SPF50 wysoka ochrona Bjobj, Fluid przeciwsłoneczny silna ochrona LSF 50 Bjobj, Silny krem przeciwsłoneczny dla niemowląt i dzieci LSF 30 Bjobj, Bezzapachowy krem do opalania dla dzieci SPF 30 Derma, Eco Baby Balsam przeciwsłoneczny dla dzieci SPF30 BIO Eco Cosmetics, Krem na słońce SPF 50+ eco cosmetics, Krem przeciwsłoneczny dla dzieci i niemowląt LSF 45 eco cosmetics, Krem przeciwsłonneczny dla niemowląt LSF 50+ Neutral Eubiona, Krem do Opalania Faktor 30 Skóra Wrażliwa Green People, Bezzapachowe mleczko do opalania dla dzieci SPF 30 LaSaponaria, O sole BIO Krem do opalania dla dzieci i wrażliwej skóry SPF 50 Macrovita, Mleczko do Opalania dla Dzieci i Wyjątkowo Wrażliwej Skóry SPF30 Momme, Ochronny parasol od słonka SPF50 Naturativ, Emulsja ochronna z filtrem mineralnym na słońce do twarzy i ciała SWEET SPF 50 Pulanna, Eco Suncare, mleczko do opalania dla dzieci, SPF 30 TOPFER, Krem przeciwsłoneczny dla dzieci wysoka mineralna ochrona SPF 50

piątek, czerwca 09, 2017

Lato od Nacomi

Kiedy już się praktycznie całkowicie i nieodwołanie upewnię, że czegoś nie lubię, to pojawia się właśnie taki produkt który udowadnia mi A TU SIĘ MYLISZ! Oto i najlepszy przykład na załączonym obrazku.

Nie przepadam za tzw. zapachami spożywczymi. Przeszkadzają mi, drażnią mnie. Nie lubię zapachu kokosowego, jest dla mnie za słodki, za lepki, za ... kokosowy. Jak jeszcze przeczytałam, że w musie jest zapach banana to koniec. Jedyny atut to będzie konsystencja pomyślałam. I jakże się myliłam.

Powiew lata, lekkiego, słonecznego, lekko egzotycznego, z zapachem dojrzałych owoców i gorącej łąki to właśnie można poczuć jak się człowiek wysmaruje musem. Sama nie wiem na jaką porę roku powinien być on przeznaczony.
Czy na zimę, żeby człowiek mógł powspominać letnie dni - tylko czy nostalgia by nie zabiła? ;)
Czy na wiosnę, żeby człowiek mógł już szykować się do lata - tylko czy oczekiwanie nie wyda się zbyt długie?
Czy na lato, żeby podbić cały ten letni klimat - tylko czy to nie będzie za dużo dobroci?
Może jednak na jesień, żeby jeszcze choć trochę zatrzymać lato?

Nie wiem, sama nie wiem.

Mus ma bardzo lekką konsystencję, puszystą i delikatną. Dobrze się rozprowadza na skórze, z dobrym poślizgiem i lekkością. Wchłania się bardzo szybko i nie pozostawia nieprzyjemniej lepkiej warstwy na skórze.
Skóra po użyciu musu jest  miękka, lekko natłuszczona, delikatna w dotyku i ... pachnąca. Zapach dość długo utrzymuje się na skórze i przechodzi na ubranie. Dla tych którzy nie trafią w zapach to oczywiście może być kłopot.

Butyrospermum Parkii Butter, Vitis Vinifera Seed Oil, Cera Alba, Helianthus Annuus Seed Oil, Glycerin, Cetyl Alcohol, Argania Spinosa Kernel Oil, Parfum, Theobroma Cacao Extract, Tocopheryl Acetate.


Skład prosty, lekki i ładny. Nie ma się do czego przyczepić. Postawą musu jest masło shea do którego dodano olej słonecznikowy i olej z pestek winogron, całość podkręcono olejem arganowym.

Mus na pewno możecie kupić na stronie producenta czyli TUTAJ

czwartek, czerwca 08, 2017

Wędrowne ptaki

Książek o inności, byciu obcym, byciu przybyszem, a przede wszystkim tolerancji jest coraz więcej. I jak ze wszystkim temat jest raz lepiej raz gorzej potraktowany.

Wydaje się, że tym razem to kolejna książka o byciu tolerancyjnym. W świetle tego co dzieje się na świecie, w świetle tego jak traktowani są obcy, uchodźcy i nieznani nam ludzie taka książka wydaje się być bardzo potrzebna. Tyle tylko, że kto kupuje takie książki? Raczej nie Ci którzy walczą z obcymi. Co więc wnosi w życie taka czytanka do życia ludzi, którzy takich właśnie książek nie potrzebują?
Jest sobie chłopiec, chłopiec który oczekuje przybycia wędrownych ptaków. Zawsze kiedy przylatują robi się ciekawiej, barwniej, weselej. Jest to też oczywiście okazja do poznania nowych rzeczy. Wędrowne ptaki są przecież inne niż ludzie z miasta.
Kiedy mijają kolejne dni można się lepiej poznać z przybyszami, można nauczy się ich języka, można znaleźć wspólne zainteresowania można się też ... zaprzyjaźnić. Tylko, że przychodzi jesień, a jesień to czas kiedy wędrowne ptaki muszą odlecieć.
Czy jest jakiś powód dla którego ptaki muszą opuścić miasta? Jest. Ba jest ich kilka, a jednym z nim jest niechęć dzielenia się z obcymi. Czy ptaki mogą zostać, czy zostaną?
Tak oto potokiem słów streściłam Wam kilka zdań z książki. Bo książka jest napisana krótki zdaniami z niewielką ilością słów. Słów tak dobranych, że niosą w sobie wielowymiarowy przekaz.
To jednak te słowa i do tego ilustracje tworzą niesamowity i wciągają klimat. Łagodność, która skłania do refleksji i upewnia w przekonaniu, że obcy to nic złego.

 Co więc wnosi w życie taka czytanka do życia ludzi, którzy takich właśnie książek nie potrzebują? Pewność. Pewność, że robią dobrze. Siłę. Siłę w tłumaczeniu tego jak powinien wyglądać świat. Słowa. Słowa, których czasem brakuje do tego tłumaczenia.

Tytuł: Wędrowne ptaki
Autor: Michael Roher
Wydawnictwo: Prószyńska i S-ka
TOP