Najnowsze wpisy

sobota, stycznia 21, 2017

Zaczarowania i rozczarowania 2016 zabawki

1. Klocki Rzepy. Hit ostatnich tygodni. Nie pamiętam kiedy ostatnio Rycerza coś tak zajmowało. Jeżeli będziecie zainteresowani przygotuję Wam post o nich.

2. Goki Gra Znajdź Drogę. Pisałam o niej TUTAJ. Jedna z częściej granych gier w tym roku.

3. Magiczny Labirynt. Pisałam o nim TUTAJ. Rycerz mógłby grać w niego całymi dniami.

4. Klocki Rury. Układane i przez Rycerza i przez Maluszkę. Ona oczywiście nie wie co układa, po prostu wkłada klocek w klocek, albo rozkłada. Rycerz buduje przedziwne konstrukcje, od krzesełek po haki ratownicze (cokolwiek to znaczy)

5. B.Toys Sorter. Pisałam o nim TUTAJ.  Młoda lubi go i koniec. Inne sortery wcale jej nie zajmują.

6. Goki Deszczownica. Pisałam o niej TUTAJ. Nie wiem kto bardziej ją lubi, czy raczej jej dźwięk ja czy ona :)

7. Djeco Przestrzenna Układanka Wieloryb. Pisałam o niej TUTAJ. Bawi się nią i Maluszka i Rycerz. Fantastyczna rzecz do odgrywania historyjek.

8. Gollnest&Kiesel Zielona Żabka.Pisałam o niej TUTAJ. I sorry, a w tym zestawieniu ta niepozorna żaba jest w czołówce jeśli chodzi o zabawę. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że brakuje mi dawnych odpustów na których takie cuda można było kupić.

9. Kulodrom. Pisałam o nim TUTAJ. Nie ma dziecka, ba osoby która by się w to nie wciągnęła. Jeżeli zaproszony gość nudzi się wszystkim zabawkami wiadomo, ze sprawdzi się kulodrom.

Rozczarowań wiele nie było. W zasadzie jedno. Pewnie dlatego, że sama napaliłam się na niego jak szczerbaty na suchary.
Jest to Haba mikroskop do samodzielnego złożenia

Kiepskiej jakości sklejka, gumki trzymające za luźne w związku z czym szkła opadają. absolutnie nic specjalnego.

piątek, stycznia 20, 2017

Herbs & Hydro, Potasowe mydła w płynie i piance

Oto i obiecany post o mydłach w płynie, czyli ulubieńcach zeszłego roku. Jak widać na załączonym obrazku mam je od dawna, jeszcze były w starych opakowaniach. Kiedy chciałam pisać Wam o nich akurat nie było ich na stanie. Teraz są i mogę o nich napisać.

Owszem jestem zakochana w mydłach w kostce. Jednak, jednak latami przyzwyczajona do żeli czy to do kąpieli, czy do rąk nie mogłam przejść obojętnie wobec prawdziwego mydła w płynie.

Prawda jest taka, że to co kupujecie w drogeriach opisane jako mydło mydłem nie jest. Nawet nie wiem, jaka jest obecnie definicja mydła według różnych rozporządzeń i wytycznych, przestałam się tym interesować co by sobie nerwów nie psuć.

Nie wiem, czy jest sens przytaczać składy - Herbs&Hydro nie dość, że podaje składy na swojej stronie to na dokładkę opisuje składniki. Opisuje uczciwie, w sumie nie jest to dziwne, bo wstydzić nie mają się czego.

Każdy skład jest po prostu świetny.

Skoro składy są takie fajnie, to najistotniejsze znaczenie będzie miało działanie.

Zanim zacznę, muszę nadmienić mydła, są mega wydajne.
Mydło w płynie Perła
Dobrze myje, a jednocześnie jest łagodne i nie wysusza skóry. Jedna pompka to za dużo jak na umycie rąk. Teraz są dozowniki "wylewające" mydło chyba lepiej mniej się mydła zmarnuje. Myłam nim również twarz i także nie zauważyłam, żadnego przesuszenia.

 Mydło w płynie Mleko i Miód
Z wszystkich testowanych mydeł to dla mnie było prawie najłagodniejsze, przebiły je Konopie. Wracając jednak do tego mydła. Na skórze tworzy taką jakby warstewkę, nic nieprzyjemnego, ale odczuwalnego, co sprawiało, że skóra nie była ściągnięta i przesuszona. Powiedziałabym, że przyspieszało gojenie ranek po zabawie z kotem.

Mydło w płynie Zielona Herbata
To prawdziwy kiler. Jak obiecuje producent ściągało skórę, dlatego stosowałam je tylko raz dziennie, żeby nie przesuszyć cery. Wszelkie niespodzianki szybciej się goiły i nie zostawiały po sobie śladów.

Mydło w płynie Propolis
To mydło pomogło przywrócić mi twarz do używalności po mega zapchaniu po masażach. (chyba muszę Wam kiedyś napisać o tym post, bo moja własna głupota mnie samą zaskoczyła). Skóra szybciej się oczyszczała z zaskórników i tego typu niespodzianek. Oczywiście to nie tylko to mydło, bo w grę wchodziła cała złożona pielęgnacja, ale przyspieszyło proces.

Mydło w płynie Konopie mydło w piance Konopie
Najnowsza moja miłość a w zasadzie mojego syna. Jak tylko pojawia się przesusz na nogach, wtedy tym mydłem myje Rycerza. Skóra szybciej dochodzi do normalności, dlatego dozuje je oszczędnie i w zasadzie, tylko kiedy pojawiają się niespodzianki. Najłagodniejsze z wszystkich opisanych tu mydeł.

Mydło w piance Lipa
Niestety nie widzę go w ofercie. Szkoda. Kiedy walczyłam z uczuleniem na twarzy, było jedyne mydło które nie wzmagało pieczenia. Nie będę się może o nim rozwodzić skoro i tak nie możecie go nabyć.

Te i inne mydła możecie kupić TUTAJ 

ps. kiedy ostatnio przyszła kolejna paczka z mydłami chłop zajrzał do paczki o powiedział "oooo te fajne mydła przyszły"

czwartek, stycznia 19, 2017

Zaczarowania i rozczarowania 2016 Książki dla dzieci

To nie są tylko książki, które miały premierę w 2016 roku, to są książki z którymi w owym roku się zetknęliśmy i zakochaliśmy.

1. Antonino ze snu w sen. Jestem wielką fanką Antonino. Wyznawałam mu już miłość i nadal jesteśmy mu wierni. O Antonino pisałam TUTAJ.

2. Detektyw Pozytywka. Coś co Rycerz uwielbia czyli zagadki z logicznym wytłumaczeniem. Nie było jeszcze recenzji na blogu, ale będzie obiecuję.

3. Filomena, Bajka na dobranoc. O Filomenie pisałam już kiedyś TUTAJ . Kolejna część nie ustępuje pierwszej z którą się zetknęliśmy. 

4. Mniam. O tej książce pisałam TUTAJ. Prosta, zabawna, logiczna dla dużych i małych.

5. Profesor Asrtokot odkrywa kosmos. Pisałam o niej TUTAJ . Pięknie wydana, mądra książka.

6. Szary domek. Czy trzeba jeszcze ją komuś przedstawiać? Pisałam o nim TUTAJ.

7. Rok w lesie. Pisałam o niej TUTAJ. Chyba też nikomu nie trzeba przedstawiać.

8. Za króla Jelonka. Klasyk nad klasykami. Książka stara, upolowana w antykwariacie. Piękne rymy i piękne ilustracje.

1. Rok w mieście. Świetna grafika i absolutnie beznadziejna kolorystyka niszcząca wszystko, moim zdaniem oczywiście. Ogromne rozczarowanie. Rycerz po dwóch stronach stwierdził, że bolą go oczy. Nie dla dzieci, raczej dla dorosłych wielbicieli Katarzyny Boguckiej.

2. Stary Noe. Książka która otrzymała główną nagrodę w ogólnopolskim konkursie imienia Kornela Makuszyńskiego. Piękne ilustracje i ... dziwna historia. Wierzący będą mieli nie lada zgryz, niewierzący ubaw :). Nie przemawia do mnie ta historia. 

3. Córka Bajarza. Pisałam o niej TUTAJ.

4. Mur. Nijaka opowieść o murze Berlińskim. Największe zastrzeżenie mam do tego jak zostało przedstawione pojawienie się muru, a raczej przyczyna dla której powstał. Nie podoba mi się.

środa, stycznia 18, 2017

Multi-Mam kompresy dla matek karmiących piersią

Oto coś czego brakowało mi w pierwszych dniach po porodach, coś co ułatwiło by mi życie zwłaszcza na samym początku karmienia piersią.
Dla większości mam początki karmienia bywają trudne. Nie mówię o samym karmieniu, mówię o reakcji piersi czy raczej sutków na przystawianie małego ssaka :).

Pamiętam początki karmienia Rycerza. Trzeciego dnia byłam taka obolała, że na samą myśl o przystawieniu dziecka do piersi zaczynałam się pocić. Było tym gorzej, że mój pierworodny od drugiego dnia praktycznie wisiał na piersi całą całą dobę.
Przed drugim porodem wiedząc już co mnie czeka, przygotowywałam się wcześniej, a przede wszystkim zrobiłam swój własny krem.  Trochę pomogło, było lepiej przy czym sam problem ze smarowidłami w tym przypadku polega na tym, że szybko się ścierają, a raczej wycierają w ubranie. Zwłaszcza na początku człowiek nie ma czasu na czekanie, aż preparat się wchłonie itp...

Całkiem niedawno zgłosiła się do mnie firma Multi-Mam z pytaniem czy nie zechciałabym zapoznać się z ich produktami. Jak widać zechciałam. I to co wydało mi się najbardziej interesujące z ich oferty postanowiłam Wam pokazać.

Skład:
krospolimer galaktoarabianianu, kwas poliglukuronowy (kompleks 2QR: opatentowane bioaktywne polisacharydy), gliceryna (pochodzenia roślinnego), guma ksantanowa.

Krótki skład, a w zasadzie zagęszczony kompleks 2QR i gliceryna. Żadnych konserwantów czy innych paskudztw.


W opakowaniu macie dwanaście kompresów. Każdy osobno zapakowany. Kompres to tak naprawdę gazik nasączony żelem, laminowany z jednej strony.
Użytkowanie banalnie proste. Przykładacie kompres na 10-60 minut. Zdejmujcie, nadmiar żelu wmasowujecie w brodawkę. Przed karmieniem nie trzeba zmywać produktu.

Na całe szczęście miałam na kim wypróbować działanie tych kompresów.

Jak działa. Opinia pochodzi od dwóch osób które testowały kompresy. Jedna brodawkę smarowały lanoliną drugą traktowały tymi kompresami. Kompresy stosowały dwa razy dziennie.

Kompres po przyłożeniu przyjemnie chłodzi brodawkę, lekko likwiduje obrzęk i łagodzi ból. Proces gojenia przebiegał szybciej podczas stosowania kompresu niż gdy była stosowana sama lanolina. Jest prosty w użytkowaniu i co ważne nie brudzi ciuchów.

Myślę, że kompresy przydadzą się nie tylko na początku karmienie, ale również kiedy malce zaczną ząbkować.

Ciekawy to produkt i warto zwrócić na niego uwagę przygotowując się do karmienia piersią.  

Kompresy możecie kupić TUTAJ  

wtorek, stycznia 17, 2017

Zaczarowania i rozczarowania 2016 gadżety

Zaczarowania gadżetowe to zupełny miszmasz, czyli od sasa do lasa :)

1. Masażer. Pisałam o nim TUTAJ. Z jego pomocą "wciskam" wszystko w skórę.

2. Ręcznik bambusowy Close. Pisałam o nim TUTAJ. I nadal jestem nim zachwycona.

3. Tula. Pisałam o niej TUTAJ. Absolutny hit. Jeszcze tylko opanuję samodzielne wkładanie młodej na plecy i świat jest nasz.

4. Fineness mini silikonowa szczoteczka do mycia twarzy. Pisałam o niej TUTAJ. Jest w regularnym użyciu. Chyba nie wyobrażam już sobie wieczornego oczyszczania twarzy bez niej.

5. Skip Hop Torba do wózka. Pisałam o niej TUTAJ. Wciąż nie mogę uwierzyć w swoje szczęście, że nową torbę kupiłam w cenie 99zł. Nawet jak się wózka pozbędę to torby nigdy! Ma ponad rok i zero śladów użytkowania, a nie obchodzę się z nią jakoś przesadnie delikatnie.

6. Leguano® Aktiv buty minimalistyczne. Pisałam o nich TUTAJ. Użytkowane całe lato i jesień, gdyby dało się i zimą bym w nich chodziła, zero jakichkolwiek śladów użytkowania. Nigdy nie miałam wygodniejszych butów.

Rozczarowań nie ma wiele. Bo też mało szalałam z zakupami.

1. Kubek niekapek Lovi. Tak, tak miałam nie kupować już takich wynalazków. Jednak notoryczne zalewanie podłogi przez młodą doprowadzało mnie na skraj wyczerpania nerwowego. Koniec końców przełamałam się i poleciłam zakupić chłopu kubek niekapek. Twardy ustnik denerwuje młodą, bardzo mocno trzeba zassać, żeby cokolwiek poleciało (tak wiem jest regulacja, która g... daje w tym temacie).

2. Otulacze. Mam chyba dwa, albo nawet trzy. Dostałam do testów i wciąż uważam, że kawałek szmaty nie powinien tyle kosztować. Nie rozumiem idei towarzyszącej cenie.


poniedziałek, stycznia 16, 2017

Zaczarowania i rozczarowania 2016 kosmetyki dziecięce

To co mnie pozytywnie zaskoczyło w 2016 w kosmetykach dziecięcych

1. 100% Pure Everywhere Sun Stick SPF 30 pisałam o nim TUTAJ. Na jesienno, wiosenno i zimowe spacery jak znalazł. Idealny do torebki.

2. Born To Bio Woda Micelarna Dla Dzieci I Niemowląt pisałam o niej TUTAJ.Używałam z suchymi chusteczkami jest świetna.

3. Momme Zimowy Krem Do Zadań Specjalnych. Nie pisałam jeszcze o nim, głównie dlatego, że to najnowsze moje odkrycie. Skończyła mi się Weleda i postanowiłam przetestować ten wynalazek. Jest świetny.

4. Nacomi, Emulsjia Do Mycia I Kąpieli. Pisałam o niej TUTAJ. Cena i skład !

5. Bobini Baby, Chusteczki. Nie pisałam jeszcze szczegółowo o nich jedynie znalazły się w analizie zbiorczej o TUTAJ . Szkoda, że cena nie jest niższa.

6. Baby Anthyllis Płyn Do Prania Delikatnych Tkanin. Pisałam o nim TUTAJ.To nie kosmetyk, ale nie miałam kategorii do której mogłabym go przyporządkować więc wleciał tutaj. Jestem nim zachwycona. Wydajność, działanie i ten zapach !

Rozczarowania

1. Neobio Ekologiczna Pasta Do Zębów Dla Dzieci Bez Fluoru. Mimo fajnego składu i do tego pięknej ceny ta pasta to niestety jedno wielkie rozczarowanie. Szykowałam się nawet do postu o niej, ale ostatecznie szkoda mi było czasu. Pasta ma fatalny smak i jeszcze gorszy posmak. Młody skarżył się po kazdym myciu zębów na drapanie w gardle. Nie wiedziałam o co chodzi dopóki sama pasty nie użyłam.

2. Tesco Love Baby Chusteczki Newbor. Pisałam o nich TUTAJ. Świetnie sprawdziły się kiedy Rycerz był mały, Maluszkę straszliwie podrażniły. Niestety mimo świetnego składu nadawały się tylko do czyszczenia blatów.

3. Tami Organic Baby Chusteczki Bawełniane Suche. W poszukiwaniu dobrych suchych chusteczek trafiłam i na te. W opakowaniu tylko 30 sztuk, idiotycznie złożonych w kostkę - na tzw. szybkie sprzątnie się kompletnie nie nadają. Niestety twarde, szorstkie i małe rozmiarowo i drogie. Totalne rozczarowanie.

Jakie są Wasze zaczarowania i rozczarowania ?? 

piątek, stycznia 13, 2017

Zaczarowania i rozczarowania kosmetyczne 2016 roku

Zacznę od rozczarowań bo to będzie cieszyło większość. Największe rozczarowania, takie które najbardziej zapadły mi w pamięć.

1. Lavera samoopalacz do twarzy. Nie mam pojęcia co się stało. Wersja do ciała była świetna, wersja do twarzy to dla mnie jakiś koszmar. Tak jak zapchał mnie ten samoopalacz po dwóch użyciach, tak chyba tylko przebiło go zapalanie mieszków włosowych po rehabilitacji.

2. Ziaja, Kozie mleko maska intensywnie kondycjonująca z keratyną. Kiedy pochwaliłam niebieską maskę z ziaji kilka osób poleciło mi tą. Zachwalana była pod niebiosa i być może dlatego miałam wobec niej zawyżone oczekiwania. Ta maska nie robi nic, absolutnie nic. Do wersji niebieskiej nawet się nie umywa.

3. Orientana krem pod oczy z rozmarynem. Krem-maska z czereśni był bardzo fajny. Postanowiłam wypróbować i ten. Niestety ponownie muszę napisać, że krem nie robi nic.

4. BIOpha, odżywka do wszystkich rodzajów włosów z masłem karite. Jedno z większych rozczarowań w tym roku. Po genialny kremie do rąk, po świetnym żelu pod prysznic i paru innych produktach tej marki, trafiłam na to coś. Nie dość, że nie odżywia włosów to na dokładkę je wysusza. I gdyby się mnie kto zapytał czemu? To nie mam pojęcia. Dla moich włosów jest po prostu fatalna.

5. Bielenda, Skin Clinic Professional, aktywne serum rozjaśniające. Po mezo serum myślałam, że trafiłam na kolejny dobry produkt. Nic z tego. Brzydko pachnie, źle się nakłada i niczego nie robi.

6. Lavera, Balsam do ciała werbena i limonka. Balsam pomarańczowy świetny, samoopalacz do ciała świetny, a ten balsam.  Poza świetnym zapachem i wchłanianiem jest totalną klapą.  Poza zabraniem czasu na nasmarowanie nie robi nic.

Zaczarowania. Malo bywałam w drogeriach stacjonarnych wiec i mało z nich rzeczy zarówno w rozczarowaniach jak i zaczarowaniach. To co w ubiegłym roku było dla mnie hitem

1. Alepia Olej Wspaniały Opuncja Figowa, Argan, Nigella, Róża. Pisałam o nim TUTAJ.  Zdominował ubiegłoroczną pielęgnacje. I chyba w tym roku będzie podobnie bo wciąż mam prawie pół butelki.

2. BIOpha, Naprawczy Krem do Rąk z Masłem Shea i Olejkam. Pisałam o nim TUTAJ. Absolutny numer jeden wśród kremów do rąk. Owszem miała inne dobre kremy do rak, ale ten mnie oczarował.

3. Garnier, Fructis, Oil Repair 3, Odżywka wzmacniająca do włosów suchych i zniszczonych. Nie pojawiła się jak dotąd recenzja tej odżywki na blogu. Postaram się naprawić ten błąd. To chyba najlepsza drogeryjna odżywka jaką miałam.

4. Lush Botanicals serum pod oczy. Pisałam o nim TUTAJ. Nigdy nie miałam lepszego serum pod oczy.

5. Hagi, Ochronna pomada do ciała z olejem z rokitnika. Pisałam o niej TUTAJ. Działanie, pomysł, zapach - ideał.

6. Resibo, Serum naturalnie wygładzające. Pisałam o nim TU. Bardzo fajna rzecz.

7. Saisona, Woda aktywnie oczyszczająca. Pisałam o niej TUTAJ. Jeżeli ktoś nie wierzy, że tonik jest potrzebny w pielęgnacji powinien wypróbować ten.

8. Herbs & Hydro, Potasowe mydła w płynie i piance. Nie pisałam jeszcze o nich. Jak chciałam napisać, to nie było ich na stanie. Jak już są to znowu zapomniałam. Wszystkie testowane przez mnie mydła w kostce są fantastyczne, ale nie będę ukrywać, że to te mydła w płynie i piance skradły me serce. Gdyby ktoś nie chciała czekać na recenzję to link do sklepu KLIK

 Na koniec kolorówka. Nie ma tego wiele, bo jakoś nie specjalnie szukałam zmian.

1. Absolutny numer jeden. Podkład Neauty. Pisałam o nim TUTAJ . Nic nie jest go w stanie przebić.

2. Revlon Cosmetics Volume + Length Magnified™ tusz do rzęs zwiększający objętość i podkręcający. Odkryłam przypadkiem, kupując na próbę w promocji Rossmanna. Świetny tusz z tradycyjną szczoteczką.
3. Avril, Szminka w kredce Rose Delicat. Pisałam o niej TUTAJ . Najnowsze w tym gronie odkrycie.

Największy kit kolorówki Maybelline Tusz Lash Sensational Luscius Black. Efekt owadzich nóżek na zawołanie.





Chętnie poczytam co u Was było hitami i kitami roku! Może coś sama nabędę :)

czwartek, stycznia 12, 2017

Seria Dobra Książeczka

Wielu z moich czytelników lubi mieć jasne wytyczne co do książek. Niejednokrotnie padają pytania dla jakiego wieku jest ta książka, od jakiego wieku itp... Dla mnie nie istnieją ramy wiekowe. Jak coś za dorosłe to przeczyta się w przyszłości, jak za dziecinne hmm? Za dziecinne? Że niby jak, sama siedzę nad dziecięcymi książkami i bawię się znakomicie. Oglądam kartonów, delektuję się rymami, pożeram ilustracje... No, dobra ja może jestem po prostu dziwna.

Oto więc seria dla lubiących konkrety. Siedem książeczek, kartonówek opracowanych do różnych potrzeb wiekowych.

Dwie pierwsze książeczki przeznaczone dla maluszków - tzw. książeczki kontrastowe.


Jak pewnie wiecie moje podejście do takich książeczek jest takie, że sama sobie coś podobnego mogę wydrukować. Przy czym tak sobie pomyślałam, że to jest całkiem niezły prezent. Wszyscy lecą z grzechotkami, pluszakami, ubraniami itp... a możemy przynieść książki. Niezła alternatywa.

Część kolejna to już konkretne obrazki i odgłosy. Dobry początek wspólnego czytania. Miśka przynosi książeczkę i pokazuje zwierzaka, a nastepnie patrzy na mnie w oczekiwaniu na odgłos paszczą ;)

Tu zaczyna się już "prawdziwe" czytanie. Czyta Rycerz. To znaczy nie czyta tylko siada z młodą i opowiada historię na podstawie obrazków. Ona zaś postukuje palcem to w to, to w owo, a potem wyrywa książkę młodemu i przynosi ją do mnie i mam czytać co napisane naprawdę.

Do tej książki dopiero dojrzewamy. Trochę za długi tekst jak na razie i Młoda szybko się nudzi, choć gdy Rycerz jej opowiada co widzi na obrazkach słucha.
Ponownie dłuższy tekst. Bardziej zainteresowany tą książeczką jest Rycerz. Co do wskazanego wieku jeszcze nie wiem jak będzie z Miśką, mamy jeszcze trochę czasu.

Ostatnia część dla trzylatków. Owszem, nada się. Tekstu nie za dużo, historia tak napisana, żeby owo myślenie przyczynowo skutkowe mogło się pojawić. I ponownie Rycerz woli sam tworzyć/opowiadać tę historię, no ale on już sporo za dużo jak na takie książeczki.

Seria jako całość podoba mi się. Wydaje się być dobrym wprowadzeniem w świat czytania, wspólnego czytania. Proste ilustracje bez "udziwnień" i z prostym i jasnym przekazem. W sam raz na pierwsze przygody z książkami.

Wydawnictwo: Tekturka

Książki możecie kupić TUTAJ

środa, stycznia 11, 2017

Avril czyli kolorówka o dobrych składach i drogeryjnych cenach

Wystarczyło w jakimś poście wspomnieć, że testuję podkład o dość naturalnym składzie, a pytaniom nie ma końca :). Dziś spełnienie wszystkich tych próśb, zapytań i wierceń w brzuchu. Trwało to trochę, bo lubię mieć wszystko gruntownie przetestowane.

Oto marka Avril czyli marka o niezłych składach i drogeryjnych cenach.

Podkład do twarzy Clair Certified organic

Mam odcień Clair i jest na tyle jasny, że spokojnie mogę go używać

Skład:
Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Dicaprylyl Carbonate, Simmondsia Chinansis Seed Oil*, Glycerin, Glyceryl Stearate, Alcohol, Lauryl Laurate, Polyglyceryl-2 Dipolyhydroxystearate, Microcrystalline Cellulose, Benzyl Alcohol, Sodium Stearoyl Glutamate, Helianthus Annuus Seed Oil, Glyceryl Caprylate, Xanthan Gum, Parfum, Medicago Sativa Extract*, Silica, Tocopherol, Cellulose Gum, Dehydroacetic Acid, Sodium Phytate, Sodium Chloride, Sodium Benzoate, Dendrobium Phalaenopsis Flower Extract, Citric Acid, Soduim Hydroxide, +/- CI 77491, CI 77492, CI 77499, CI 77891.

Średnio kryjący podkład, o zaskakująco przyjemnym użytkowaniu. Rozprowadza się z przyjemnym poślizgiem i lekkością. Nie zastyga w nieprzyjemną maskę i pozwala na stopniowanie krycia przez dodanie kolejnych warstw.
Ładnie wyrównuje koloryt, nie przykrywa jednak większych niespodzianek. 


Podkład możecie kupić TUTAJ



Szminka w kredce Rose Delicat


Skład:
Simmondsia chinensis seed oil*, helianthus annuus seed oil*, ricinus communis seed oil*, ricinus communis seed oil, caprylic/capric triglyceride, cera alba, copernicia cerifera cera, ci 77891, butyrospermum parkii butter extract*, tocopherol, candelilla cera, mica, ci 77891, cetyl palmitate, hydrogenated castor oil, palmitic acid, stearic acid, cetearyl alcohol, jojoba esters, tocopherol, hydrogenated olive oil stearyl esters*, ci 77491, zea mays starch, cetyl alcohol, ci 77491, parfum, tocopherol, helianthus annuus seed oil, ci 77499, linalool, geraniol, limonene.

To mój absolutny hit z tej kolorówki. Fantastyczna pomadka, trwała, a jednocześnie niewysuszająca. Mój odcień Rose Delicat to taki "ulepszony kolor ust" prawie nude. Cudownie rozprowadza się po ustach, nie zastyga, czy może lepiej napisać, że lekko zastyga i jest cudownie trwała.
Utrzymuje się kilka godzin i co ważne równomiernie się "zjada" :) i nie wysusza.


Kredkę możecie kupić TUTAJ



Tusz do rzęs czarny Certified organic 

Skład:

Aqua, cera alba*, CI 77499, jojoba esters, isostearic acid, glyceryl behenate, glycerin, glyceryl stearate, rubus idaeus fruit water*, alcohol, acacia seyal gum*, copernicia cerifera cera*, sodium hydroxide, benzyl alcohol, glyceryl caprylate, xanthan gum, helianthus annuus seed oil, tocopherol, sclerocarya birrea seed oil, phospholipids, citric acid, sodium phytate, dehydroacetic acid, potassium sorbate, sodium benzoate, dendrobium phalaenopsis flower extract
Tusz ma bardzo rzadką konsystencję - zawsze w takich przypadkach otwieram takie tusze kilka razy dziennie, przez kilka dni i czekam aż zgęstnieją.
Tusz ma tradycyjną szczoteczkę.
Dobrze nakłada się na rzęsty, nie obkleja ich twardą skorupką, pozwala na nałożenie kilku warstw i nie daje sztucznego teatralnego efektu.  Dwie warstwy dają bardzo naturalne wykończenie.
Nie obsypuje się, ale pod koniec dnia potrafi się odbić. Odbija się zazwyczaj wtedy, gdy mamy mocno natłuszczoną skórę pod oczami.


Tusz możecie kupić TUTAJ



Róż do policzków Rose Eclat 

Skład:

Talc, triticum vulgare starch / triticum vulgare (wheat) starch*, mica, silica, caprylic/capric triglyceride, zinc stearate, squalane, glyceryl caprylate, octyldodecanol, dehydroacetic acid, tocopherol, helianthus annuus seed oil / helianthus annuus (sunflower) seed oil. May contain +/-: ci 77891 / titanium dioxide, ci 77491 / iron oxides
Bardzo mocno napigmentowany róż. Trzeba bardzo uważać, żeby sobie nie zrobić kuku. Ładnie się blenduje i długo utrzymuje na skórze.


Róż możecie kupić TUTAJ




Cień do powiek Aurore 

Skład:

Talc, zea mays starch / zea mays (corn) starch*, CI 77891 and mica, CI 77007, caprylic/capric triglyceride, octyldodecanol, zinc stearate, glyceryl caprylate, CI 77491, dehydroacetic acid, sorbic acid, CI 77492
Średnio napigmentowany cień, z lekkim perłowym połyskiem. Myślałam, że będzie to taki delikatny róż, okazał się prawie biały - używam jako rozświetlacza. Dobrze się nakłada, nie zbija w załamaniach powieki, ale blednie w ciągu dnia. Jako rozświetlacz trzyma się dłużej.


Cień możecie kupić TUTAJ


wtorek, stycznia 10, 2017

Z kosmetykami jak z dietą

To co wkurza mnie najbardziej na portalach oceniających kosmetyki, ba w komentarzach pod postami o kosmetykach i nawet tu u mnie na blogu trafiają się takie perły to ocenianie kosmetyku na podstawie próbki.

Dlaczego?

To co różni kosmetyki tzw. drogeryjne  od tych naturalnych to przede wszystkim efekt jaki uzyskuje się zaraz po nałożeniu kosmetyku na skórę.  Nie mówimy teraz o składzie, żeby była jasność, choć w sumie w sposób pośredni tak.

W czym rzecz w konkretach. I bardzo ogólnie.

Jeżeli kosmetyk zawiera w swym składzie silikony uzyskujemy natychmiastową gładkość na skórze i komfort nakładania.Cudowny jedwabisty poślizg oto cecha silikonu.

Jeżeli kosmetyk zwiera oleje mineralne to skóra robi się tłusta, tworzy się na niej warstwa okluzyjna dzięki czemu "uzyskujemy" nawilżenie polegające na niewypuszczaniu wilgoci ze skóry. Stąd odczucie nawilżenia, gładkości i braku wysuszenia.

I to co charakterystyczne dla kosmetyków zawierających takie składniki nie wymagają one systematyczności, aby uzyskać opisane wyżej efekty.  To się dzieje przy każdym użyciu. Stąd również zadowolenie klientów - efekt wow po jednym uzyciu. Jednak o czym warto pamiętać owe cudowne efekty odchodzą wraz z umyciem.

No dobra może jednak oddać cesarzowi co cesarskie oba te składniki rzadko kiedy uczulają. To ich fajna cecha.

Owszem często takie kosmetyki zawierają poza silikonami czy olejami mineralnym składniki aktywne. Niestety w większości przypadków nie ma ich tam w strasznych ilościach, a i "środowisko" zbudowane z silikonów czy olejów mineralnych nie sprzyja szalonemu wchłanianiu. Owszem, przy systematycznym stosowaniu, coś się na pewno przedrze i coś tam podreperuje szalonych efektów jednak bym się nie spodziewała.

Ów natychmiastowy efekt rzadko kiedy uzyskuje się stosując kosmetyki o naturalnych składach. Aby efekt stosowania ich był widoczny potrzebna jest systematyczność i czas. Owszem poczujecie tłustość stosując oleje naturalne, w większości wypadków jednak nie odczujecie po jednorazowym zastosowaniu braku utraty nawilżenia.

To jest jak z prawidłową dietą, aby zobaczyć efekty potrzebujecie systematyczności i czasu.
Owszem możecie przejść na dietę cud i schudnąć 10 kilko w miesiąc, ale jak tylko z diety zrezygnujecie dopadnie was efekt jojo.  Tu jest podobnie. Albo systematycznie karmicie skórę, regularnie o nią dbacie, albo idziecie na skróty.

Co zatem można powiedzieć po użyciu próbki kosmetyku?  
Co najwyżej możesz dowiedzieć się czy cię uczula czy nie, czy  konsystencja lub zapach Ci odpowiada, czy współpracuje z twoimi kosmetykami kolorowymi. Na pewno nie dowiesz się czy działa.

TOP