Swędzi Cię tam na dole? Nasikaj se!


Co może być gorsze o głupoty? Bycie głupim i leczenie się samemu. Kurcze rozumiem "leczyć" katar domowymi sposobami, wiadomo jak cię boli głowa to do lekarza też nie polecisz, no chyba, że boli non stop. Teraz zastanawiam się co jeszcze jestem w stanie zrozumieć w samodzielnym leczeniu się. Ale za cholerę nie rozumem samodzielnego leczenia "infekcji  intymnej".

Dostaję nie wiem czego jak widzę tą reklamę


To gówno reklamuje się jako samodzielnie, skutecznie, dyskretnie. Samemu sobie nasikaj, sam się zdiagnozuj i sam się ulecz człowieku, przecież to takie proste.

To nic, że w Polsce trzecie stadium raka szyjki macicy nadal jest na porządku dziennym. Wszak lepiej samemu się leczyć. To oczywiste, że pójcie do lekarza nie jest dyskretne, wszak lekarz zaraz po twoim wyjściu z gabinetu obdzwoni pół świata i opowie co też masz miedzy nogami. Jeszcze cię sąsiadka zobaczy i pomyśli, że ty "zła kobieta jesteś" bo po co możesz do ginekologa iść?

Czy tylko mi się wydaje czy świat stoi na głowie?

O losie, w Polce przydałby się ustawa zakazująca reklamy leków, podobnie jak wyrobów tytoniowych.
34 Czytaj więcej

Szkodząc pomagać?

41


Po raz kolejny maile od was stały się przyczynkiem do powstania posta. Sprawa nie jest nowa, jednak co ciekawe mimo sporej ilości negatywnych opinii w sieci nadal nie wszyscy o tym wiedzą. Rzecz o słynnej wychwalanej przez wielu odżywce Eveline 8w1. To ona jest najsłynniejsza lecz jej "łagodniejsza" wersja czyli Diamentowa jest równie znana, choć już nie tak bardzo polecana.

O co w ogóle chodzi?

W składach obu tych odzywek znajduje się formaldehyd w ilościach znacznych - 2% jak deklaruje producent.

8w1 skład: Butyl Acetate, Ethyl Acetate, Nirtocellulose, Phthalic Anhydride / Trimellitic Anhydride / Glycols Copolymer, Acetyl Tributyl Citrate, Isopropyl Alcohol, Aqua, Fomaldehyde (2%), Acetyl Triethyl Citrate, Stearalkonium Hectorite, Adipic Acid / Fumaric Acid / Phthalic Acid/ Tricyclodecane Dimethanol Copolymer, CI77891, N-Butyl Alcohol, Citric Acid, Diamond Powder.  

Diamentowa skład: Butyl Acetate, Ethyl Acetate, Nitrocellulose, Phthalic Anhydride/ Trimellitic Anhydride/ Glycols Copolymer, Acetyl Tributyl Citrate, Isopropyl Alcohol, Aqua (Water), Formaldehyde (2%), Acetyl Triethyl Citrate, Stearalkonium Hectorite, Adipic Acid/ Fumaric Acid/ Phthalic Acid/ Tricyclodecane Dimethanol Copolymer, CI 77891, N-Butyl Alcohol, Citric Acid, Diamond Powder

 Jak taki formaldehyd może zadziałać? Otóż dwojako.

1. Wersja optymistyczna i radosna. Formaldehyd tak daje popalić paznokciom, że te "broniąc" się przed jego działaniem wzmacniają swoją strukturę.
To akurat znany mechanizm organizmu. Pamiętacie jak pisząc długopisem w szkole w miejscu regularnego stykania się owego długopisu skóra na palcu twardniała? Tworzył się prawie odcisk? No wiec tu sutuacji jest podobna.
Po zniknięciu czynnika "drażniącego" wszystko wracało do normy - oczywiście po pewnym czasie, ale jednak.
Z tą odżywką jest podobnie. Po pierwszym szoku paznokcie się bronią (u szczęśliwców), a po odstawieniu odżywki wracają do stanu pierwotnego - po jakimś czasie oczywiście i kurację trzeba powtarzać.

2. Wersja pesymistyczna czy raczej koszmarna - macie "uczulenie" na formaldehyd i dostajecie choroby zwanej onycholizą. Ogólne to stan kiedy płytka paznokcia oddziela się od łożyska, tworzą się tam takie jakby "kieszonki" powietrza - szczerze wygląda to tak jakbyście mieli grzybicę. Niektórym z was mogła się przydarzyć przygoda z takim "pustym" paznokciem, kiedy np. upuściliście sobie coś ciężkiego na palce stóp.

Nie będę was tu straszyć zdjęciami możecie znaleźć w sieci tego całe mnóstwo.

Niestety leczenie jest długotrwałe i szczerze mówiąc w zasadzie problem z znika po odrośnięciu paznokcia.

Producent niestety nie ostrzega przed możliwym wystąpieniem onycholizy. Jedyne formacje ostrzegające na opakowaniu jakie znalazłam
Przed użyciem należy zabezpieczyć skórki oliwką bądź kremem - ciekawostka przy odżywce nieprawdaż?
Unikać kontaktu z oczami
Chronić przed dziećmi
Zawiera 2% formaldehyd
Przeciwwskazaniem do użycia jest uczulenie na którykolwiek ze składników
Preparat należy najpierw przetestować w ciągu 2-3 dni - ciekawostka o testowaniu
W przypadku reakcji alergicznych, uczucia pieczenia lub bólu, przerwać kurację - cóż jak już ból wystąpi to raczej umarł w butach.

I na koniec oczywiście, że odżywka NIE nadaję się dla kobiet w ciąży i matek karmiących.

501 Zabaw bez telewizora lekko rozczarowujące

5
Kiedy pierwszy raz zetknęłam się z tą książką, a było to na jakiś blogach przeczytałam w zasadzie o niej same "ochy" i "achy". Pomyślałam, że może fajnie byłoby mieć taką pozycję w biblioteczce w razie awaryjnych sytuacji czyli braku pomysłu na zabawę. Nie wiem czemu ubzdurałam sobie, że owe propozycje zabaw będą przynajmniej w połowie inne od moich.

Ale dobra zacznijmy od konkretów.
1. Książka w formie segregatora. Otwierasz na wybranej stronie i masz pewność, że książka Ci się nie zamknie.
2. Oznaczenia zabaw. Czyli mamy informację o wieku dziecka dla jakiego skierowana jest zabawa, informację o dodatkowych narzędziach, czy w zabawie ma uczestniczyć osoba dorosła, gdzie odbywać ma się zabawa - czyli czy w domu czy na dworze itp...
3. Podzielenie książki na strefy. Czyli Gotowanie, Przygody ze sztuką, Słowa i Muzyka, Łamigłówki, Laboratorium, Zajęcie plastyczne, Zabawy na dworze , Zabawy w domu.


Zakres wieku dzieci to od 2+ do 10+.

Po większości zachwytów tak jak pisałam spodziewałam się po tej książce prawie objawienia. Wiecie jak to jest, rodzic zawsze wyobraża sobie jak to bardzo ma ograniczoną wyobraźnie. Zresztą co tu mówić nieustannie bombardują nas informacje jak to mało kreatywni jesteśmy i przez to nasze dzieci ograniczamy. No więc ja wyobraziłam sobie kopanie wiedzy o zabawach z dziećmi.

Po pierwsze sporo zabaw nie jest zabawami i mam wrażenie, że zostało tu "wepchnięte" niejako na siłę co by wynik 501 osiągnąć. Prosty przykład zabawa 284 Czytaj, Czytaj, Czytaj
"Co jest potrzebne? - czas i książki. Jak to zrobić? "Zarezerwuj każdego dnia cza na czytanie swoim pociechom"
WTF? - że tak powiem. Do kogo skierowana jest ta książka? No cóż w chwili przeczytania o tej "zabawie" poczułam się imbecylem.


Sporo zabaw wymaga rekwizytów fajnie, że wiele z nich można znaleźć w domu. Niestety jest też wiele zabaw, których zwyczajnie wykonać się nie da - przykład "grupka dzieci" , wiele zabaw wymaga specjalnych zakupów - przykład " rozważ zakup zestawu krótkofalówek". Oczywiście poza tymi minusami, można w książce znaleźć kilka ciekawych pomysłów na zabawę. Jednak szczerze mówiąc gdybym kupiła ją w regularniej cenie czyli około 45zł byłabym na siebie potwornie zła.

Nie wiem, być może moje ostra ocena w stosunku do tej książki wynika z ogromnych wobec niej oczekiwań. Możliwe również, że jednak z moim pomysłami na zabawę nie jest tak źle jak sądziłam. Niemniej jednak nie kupiłabym tej książki w regularniej cenie nigdy! Jeśli uda się wam ja upolować za podobną cenę do mojej czyli około 15zł to polecam rozważyć zakup.

Autor: Di Hodges
Wydawnictwo: Wilga

Koszmar podróży pociągiem

17
To już chyba ostatni wpis z tego cyklu. Niestety nie bardzo wesoły, za to na pewno przydatny na kolejne wakacje.
Pierwszy wyjazd pociągiem był super. Jechałam sama z dzieckiem, jechałam w komfortowych warunkach czyli intercity. Klima, przedziały sześcioosobowe,  gniazdko co by sobie sprzęt elektroniczny podłączyć, czysty kibelek i darmowy poczęstunek. No ok, cena też była odpowiednia. Bo za bilet zapłaciłam około 90zł. No i podróż trwała trzy godziny z hakiem.

Teraz razem z moją mamą (dzięki ci o losie za babcie) wybrałyśmy się w podróż ponad pięciogodzinną. Niestety pociągiem Inter Regio. Dobra cena biletu za dwie dorosłe osoby w promocji Ty i raz dwa trzy wyniosła również około 90zł to jedyny atut tej podróży.

Miejscówek brak, przedziałów brak, czyli otwarty wagon.  Jak wiadomo kto pierwszy ten lepszy więc każdy zajmuje miejsca tak by mieć jak najmniej współpasażerów obok siebie, efekt? Zdobycie trzech miejsc "obok siebie" graniczy z cudem. No i oczywiście przesiąść nikt się nie chce.

Na cały pociąg dwa kibelki. I to jest coś czego przeżyć się nie da. Smród, bród i jeden wielki koszmar. Palacze chodzą tam palić - wszak nie sposób wytrzymać pięciu godzin bez dymka. Pod śmierdzącym kiblem robi się kolejka, dziecko nie ma szans. Pieluchomajtki to zbawienie w takich warunkach.
Wejście do ubikacji grozi porzyganiem. 
Oczywiście rąk też nie ma jak umyć, bo kretyn jakiś napcha papieru do zlewu i już wiadomo czemu nie ma się czym podetrzeć.

Niestety w takiej podroży konieczny jest żel antybakteryjny do rąk, spray do odkażania zabawek też jest cudownym rozwiązaniem, nocnik turystyczny o ile palacze nie okupują ubikacji może się sprawdzić, ale zbawieniem są pieluchomajtki.