Najnowsze wpisy

piątek, lipca 22, 2016

Lush Botanicals WYNIKI i NIESPODZIANKA


Lista szczęśliwców, którzy wygrali

1. masło do twarzy i ciała creme de la creme - aglaja33@poczta.onet.pl
2. masełko do ust luscious - Kasia Zawada - kasiabober@wp.pl,
3. masełko do ust luscious - Ewelina Malina - ewelina.kans@gmail.com

Wybrane osoby proszone są przesłanie adresu do wysyłki na adres shop@lushbotanicals.com

Zwycięzcom gratuluję , a dla wszystkich  na pocieszenie mam niespodziankę

20% zniżkę na wszystkie produkty i darmową wysyłkę 

Wystarczy w zamówienie wpisać kod MMQEOM3O

rabat jest ważny: 23-26 lipca do północy,

czwartek, lipca 21, 2016

Mój Cień

Ta książka jest jak najlepszy wiersz. To przy niej można wzruszyć się głęboko i prawdziwe, poczuć gule w gardle i kapnąć łzą na kartkę.

Dla Rycerza to opowieść o wielkiej przygodzie. O fascynujących znajomościach.
Dla mnie to opowieść o największej miłości mojego życia. O tej miłości która zna każdy rodzic.
Wszystko to upiększone pięknymi ilustracjami.  
"(...) Biegnij, Króliczku! Biegnij!
Ale serce mówiło: Byle nie za szybo, nie za szybko!"

Tytuł: Mój cień
Autor: Melanie Rutten
Wydawnictwo: Wytwórnia

Ja kupiłam ją TUTAJ. Kiedy kupowałam tu była w najniższej cenie i chyba jest tak nadal :)

środa, lipca 20, 2016

Szmery bajery: Śliniaki Close

Ilość śliniaków jaką przerobiłam z Rycerzem zaskoczyła mnie samą. Zaczynałam jak chyba większość mam od śliniaków z frotą na przedzie :) .
Po pierwszych użyciach już wiedziałam, że śliniak jest za krótki, że rozbryzg dziecięcia bywa znaczny. Po praniu przekonałam się, że plamy nie schodzą, a mnie zwyczajnie drażni poplamiony śliniak.

Potem były śliniaki z tzw. ceraty. Niestety ponownie niektóre posiłki potrafiły zostawić na nich niezmywalne plamy (patrz marchewka), wzorki się ścierały i po niedługim czasie śliniaki wyglądały jak wywleczone ze śmietnika.

Były również takie plastikowe dyńdańce jak to nazwałam. Twarde, nieprzyjemnie i w zasadzie nie wiem po co.

Mieliśmy jeszcze koszulkę z nieprzemakalnego materiału, z którego produkują kurtki przeciwdeszczowe. Przy czym Rycerz biedny pocił się w niej niemiłosiernie.

Koniec końców udało nam się wydać majątek na śliniaki i przetrwać okres rozszerzania diety i nauki jedzenia.

Tym razem miało być podobnie. Nie chciało mi się latać po sklepach w poszukiwaniu dobrych śliniaków. Kupiłam pierwsze lepsze płacąc chyba 10zł za trzy sztuki. Po miesiącu czasu byłam już bez śliniaków. Jeden "się potargał", dwa się poplamiły i po kilku praniach wyglądały jak szmatki do podłogi. Cóż miałam kupować następne kiedy dostałam do testów śliniaki Close.

Pierwsze co rzuca się w oczy to fajne wzornictwo. Drugie, to miękki materiał, delikatny w dotyku, bark jakiejkolwiek "ceraty". Trochę sceptycznie podeszłam do tematu. Po pierwsze byłam pewna, że po pierwszym posiłku trzeba będzie prać śliniak jak i ubranie. A tu niespodzianka.

Materiał jest plamoodporny! Żadne żarcie się śliniaka nie ima. Nic, totalnie nic nie zostawia plam, ba nic nie wsiąka. Śliniak testujemy około dwóch miesięcy jak widać śladów użytkowania brak.
Śliniak koszulka jest równie miły i delikatny i tak samo  cudownie palmy się go nie imają. Nie wiem który jest fajniejszy.
Od śliniaka powyżej różni go to, że nie ma tej miękkiej wyściółki, lecz coś przypominające wiskozową ściereczkę. Na razie Maluszka była ubrana w niego dwa razy - jest jeszcze za mała na takie śliniaki, ale jak już zacznie sama jeść  to mamy ubranie jak znalazł :)



Śliniaki możecie kupić TUTAJ

wtorek, lipca 19, 2016

Magia emolientów - czyli każdy producent produkuje emolienty


Siła reklamy, siła słów i siła sugestii oto co sprawia że ... kupujemy coś bez zastanowienia, albo raczej w dobrej wierze i z miłości do własnych dzieci.

W zasadzie to pisze ten post bo jestem wkurzona. Wkurzona na kolejnych producentów żerujących na niewiedzy, na desperacji i na cholernej modzie.

Skoro na rynku kosmetyków dzieje się tak jak się dzieje, pora uświadamiać częściej i dobitniej.

EMOLIENTY

Jeżeli wpiszecie sobie w wujka google hasło emolienty (w senesie kosmetyki) to dostaniecie całą masę definicji i każda z nich będzie dobra i każda będzie zła. Dlaczego? Ponieważ kochani nie ma czegoś takiego jak definicja emolientów.
To co przeczytałam na rożnych portach, te definicje, te obalania mitów, te wydumane teorie rozbawiło mnie do łez.

Substancje zwane emolientami ogólnie można zdefiniować jako substancje tłuszczowe, których główną funkcją jest nawilżenie. Nawilżenie to polega na zatrzymaniu wody w skórze, a nie na dostarczeniu jej tam. Czyli emolient ma tworzyć na skórze barierę uniemożliwiając odparowanie wody z naskórka. "Pobocznymi" funkcjami emolientów jest działanie zmiękczające czy nawet odżywcze.

Natomiast definicji kosmetyku zwanego emolientem NIE MA!

Jakie są konsekwencje tego braku definicji, czy też raczej braku regulacji prawnej określającej co jest kosmetykiem emolientowy, a co nie? Każdy, ale to dosłownie każdy producent może sobie nazwać swoje kosmetyki emolientami. W zasadzie każdy krem, balsam, olejek itp... zawiera w swym składzie substancję, którą można nazwać emolientem.

Ponieważ więc nie ma żadnej jednostki opiniującej czy coś jest kosmetykiem emolientowym. Ponieważ nie ma żadnej regulacji, definicji czy wytycznych mówiących z jakimi składnikami w jakich proporcjach itp... kosmetyk staje się kosmetykiem emolientowym. Mamy sytuację  hulaj dusza piekła nie ma.


Zanim więc sięgniesz po tzw. emolienty po pierwsze zastanów się czy są Ci naprawdę potrzebne KLIK.
Po drugie kosmetyków dobrych na AZS nie musisz wcale szukać w aptece czy na pólkach drogeryjnych z napisem skóra atopowa to mogą być "zwykłe kosmetyki"  dobrze, żeby zawierały KLIK




poniedziałek, lipca 18, 2016

Jak "dbać" o filtry przeciwsłoneczne


I ponownie pozwalam sobie zbiorczo odpowiedzieć na Wasze pytania.
"Gdzieś czytałam, że filtry użyte rok wcześniej nie powinny być używane w kolejnym sezonie, czy to prawda?"

Już nie pamiętam w którym z postów pisałam, że nie powinno stosować się filtrów otwartych rok wcześniej.  Przyznam, że zastosowałam trochę skrót myślowy, który dla mnie jest jasny inni mogą go źle zinterpretować.

Ważnym wyznacznikiem jest tzw. słoiczek


Cyfra w środku (czasami na zewnątrz) oznacza w ile miesięcy po otwarciu należy kosmetyk zużyć.

Większość filtrów ma właśnie 12 miesięcy. Ale... No i ponownie muszę pokazać owo "ale", nie sądzę, żeby większość z Was podchodziła z równym pietyzmem do kosmetyków czy też samych filtrów jak ja. W przypadku filtrów wielkie, o ile nie istotne znaczeni ma sposób ich przechowywania.

Jeżeli filtr został przegrzany, wystawiony na promieniowanie itp... niestety traci wiele ze swych właściwości ochronnych i jego realny SPF oraz PPD jest niższy od deklarowanego przez producenta. Filtry chemiczne zwane też organicznymi są bardziej podatne na rozkład niż filtry mineralne. Więc teoretycznie owe filtry w kolejnym sezonie mogą już tak dobrze nie chronić.

Jak więc ja dbam o filtry. Jeżeli zdarzy mi się wybycie na tzw. plażę zawsze, ale to zawsze filtry schowane są na samym dnie torby, albo po prostu schowane w torbie termicznej. Podobnie po powrocie do domu filtry lądują w lodówce. W upalne dni również filtry trzymam w lodówce.

Dobra, generalnie filtry trzymam w lodówce :). Tyle tylko, że nie ma to wiele wspólnego z  unikaniem przegrzania. Tutaj zdradzę Wam pewien patent. Filtry chemiczne i co poniektóre mineralne dużo lepiej aplikują się na twarz takie "zmarznięte".

Odpowiadając więc na pytanie

Jeżeli nie dbacie o filtry w sposób opisany wyżej nie powinniście stosować ich w kolejnym sezonie.

czwartek, lipca 14, 2016

Rok w lesie


I ja nie oparłam się urokowi tej książki. Kolejna kartonówka na naszej półce. Co w niej urokliwego? Wszystko!

Rycerz bardzo lubi zasiąść sobie z nią od czasu do czasu i podumać nad zmiennością przyrody. Rycerz w ogóle lubi  kartonówki.

Co ja wam będe pisała, że ładna, że cudna, że wspaniała, sami zobaczcie. Czy potrzeba więcej słów?




Tytuł: Rok w lesie
Autor: Emilia Dziubak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

środa, lipca 13, 2016

Co się stało z LINOMAGIEM BOBO A+E kremem ochronny

Pod postem z analizami serii Linomag KLIK  najpierw pojawiły się informacje o tym, że nowa formuła powoduje uczulenia. Na maila również dostałam kilka takich wiadomości.

Nie minęło wiele czasu, kiedy zaczęły docierać do mnie wiadomości o tym, że kupujecie krem, a tam stary skład.

Nie miałam czasu się tym zająć. Za to mam tak wspaniałe czytelniczki, że nie dość, że czytają składy na miejscu i widzą, że jest inny niż w analizie. Są też na tyle dociekliwe, że piszą do producenta o co chodzi.

Kocham Was za to!! Samodzielność ponad wszystko.

Kasia (nie tylko ona, ale ona była pierwsza :* )napisała do mnie maila z informacją co się stało ze składem.

Otóż. Producent i w sumie dla niego brawa, wycofał się z nowego składu i powrócił do starego. Wycofał całą partię kosmetyków z nowym uczulającym składem. Właśnie dlatego, że wielu rodziców zgłaszało informacje o alergiach.

Podobno producent pracuje już nad nową formułą. Na razie testy nie są satysfakcjonujące.

Jeszcze raz dziękuję za podzielenie się informacją.


wtorek, lipca 12, 2016

Chusta - czy warto?


Jestem po kilku miesiącach użytkowania chusty. W związku z tym naszło mnie kilka przemyśleń, zwłaszcza że jak to bywa życie zweryfikowało  kilka moich poglądów, a przede wszystkim zweryfikowało to co czyta się w sieci.

Rycerz o czym już wielokrotnie pisałam był dzieckiem, które nie znosiło być "spętane" czy to w chuście czy w nosidle. Tak, dobrze widzicie używałam i nosidła. Nie, nie wstydzę się tego, ba przypuszczam, że gdybym była w podobnej sytuacji jak wtedy to postąpiłabym bym tak samo.

Owszem, nosidło to nie jest super rozwiązanie. Pisze o zwykłym nosidle jakie można nabyć w sklepach z akcesoriami dla dzieci. Dlaczego jednak upieram się przy swoim zdaniu. Cóż.
Pierwsze dziecko to dziecko "szczególnej troski". Człowiek boi się, że mu rękę, nogę czy też głowę urwie. Wyczyny ekwilibrystyczne pt. dziecko w jednej ręce nakładanie przewijaka na łóżeczko drugą ręką nie mieści się w granicach  pojmowania. Pomysł spychania wózka po chodach mając w jednej ręce niemowlę, a w drugiej pałąk wózka był nie do pomyślenia. W związku z czym, drącego się wniebogłosy Rycerza ładowałam do nosiła i z trzeciego piętra spychałam wózek w pocie czoła. Nie wyobrażam sobie motania się w chustę na te pięć minut z drącym się dziecięciem. Dlatego dla mnie owo nosidło było zbawieniem i faktycznie służyło tylko do bezpiecznego zniesienia młodego na dół.

Wracając do chusty. Oto i moje przemyślenia :)

1. Warto poprosić kogoś kto się na tym zna o pomoc.

Nie bardzo wierzę, że ktoś kto uczy się wiązać chustę z  internetu robi to dobrze, zwłaszcza przy pierwszym dziecku.

To co mnie zaskoczyło, a przecież Rycerza już próbowałam wiązać (choć odbywało się to w ekstremalnych warunkach) to "siła" ściągnięcia chusty. Gdyby nie doradca na pewno tak mocno bym nie wiązała chusty w obawie o to, że dziecku zrobię krzywdę.

2. Warto wybrać na początek chustę używaną.

To, że chusta jest używana, to akurat w tym przypadku to atut, nie trzeba chusty łamać. Jeżeli jednak chcesz mieć nowiutką chustę to oczywiście możesz, ale trzeba się przygotować na trochę "pracy" nad jej łamaniem.

3. Nie warto inwestować w chustę elastyczną 

To tylko moje przemyślenie. Ale, jeżeli faktycznie chce się nosić w chuście, to lepiej od razu kupić tkaną, a to co mielibyście zapłacić za chustę elastyczną zapłacić doradcy za naukę wiązania. 

4. Jeżeli możecie, warto przed zakupem sprawdzić czy to dla nas, czy dziecko to lubi.

Tak jak pisałam Rycerz nie lubił chusty. Ja nie dość, że kupiłam całkiem nową chustę, to nie sprawdziłam czy Rycerz będzie z takiej opcji zadowolony. Nie był. Więc zostałam z chustą. Na szczęście Maluszka lubi chustę więc pieniędzy nie zmarnowałam.

5. Do chusty trzeba się przyzwyczaić.

Jak zasiądziecie do  internetów i poczytać co też matki robią, mając dziecko zamotanie w chuście to w zasadzie tylko skoków na bungee brakuje i łyżwiarstwa figurowego.
Nie dajcie się temu zwieść.
Na pewno nie będziecie w stanie wykonać wszystkich tych opisywanych czynności w pierwszych dniach chustonoszenia.
Po drugie przygotujcie się (nie wszystkie oczywiście), że długie spacery mogą odbić się na waszych krzyżach, stopach itp... Przypomnijcie sobie końcówkę ciąży i dodajcie trochę większe obciążenie (dziecko rośnie).
Ponieważ Maluszkę wiąże w chuście z przodu to nie piję gorącej kawy kiedy młoda siedzi w chuście, nie gotuję, nie prasuje, wanny też nie wyszoruję.
W upały niestety warto się przygotować na zwiększone pocenie. Włożenie pieluszki między mnie, a dziecko niewiele daje.
Wiązanie chusty na chwilę jest co tu mówić upierdliwe. Zawsze wiązaniu trzeba poświecić chwilę, a czasami tej chwili nie ma.
No i co tu mówić po nieprzespanej nocy, pracowitym początku dnia zawsze, ale to zawsze zastanawiam się co gorsze, kilkugodzinne noszenie w chuście czy wtarganie wózka na trzecie piętro.

6. Chustę wato mieć. 

Wypad po niewielkie zakupy, po dziecko do przedszkola, do urzędu, na pocztę itp... to nie jest żaden problem. Nie targasz wózka, nie przeciskasz się przez wąskie przejścia.
Kiedy ręce nie dają już rady wkładasz marudę w chustę. Kiedy starsze dziecko chce się bawić, a młodsze nie chce z rąk zejść chusta przychodzi z pomocą


Co tu mówić, chusta ułatwia życie, ale nie zrezygnowałbym dla niej całkowicie z wózka :)

poniedziałek, lipca 11, 2016

O Tym Strasznym Dwutlenku Tytanu

Czy to prawda, że dwutlenek tytanu jest szkodliwy, bo tak czytałam w sieci? - oto co czytam w zasadzie codziennie pod jakimś z postów o filtrach.

No właśnie. Po raz kolejny trzeb prostować to co sobie kolejne portale podłapały i zrobiły z tego sensacyjną wiadomość.

Co też takiego głoszą owe portale.
Ano badania laboratoryjne wykazały, że dwutlenek tytanu w kontakcie z kwantem światła - katalizuje. Owo katalizowanie sprawia, że powstają trzy rodniki hydroksylowe, które mają uszkadzać skórę i przyspieszać jej starzenie.

I jest to oczywiście prawda i sama prawda, ale ...

"Ale" polega na tym, że
po pierwsze są to badania laboratoryjne,
jak wiemy, życie to nie laboratorium,

po drugie i najważniejsze testy dotyczą wpływu tlenków na żywą tkankę skórną.
Co to po drugie oznacza w praktyce?
Ano to, że aby uszkadzać skórę tlenek musiałby penetrować naskórek i dostać się do żywej skóry. Jak do tej pory, żadne badania nie wykazały obecności tlenków poniżej warstwy naskórkowej.

po trzecie  nasza skóra wydziela coś co zwie się sebum
sebum to taka kolejna warstwa ochronna na naszej skórze, która co tu mówić "oczyszcza" naszą skórę, jak wykazują badania nawet z tlenków w formie nano.

WNIOSEK:  Dwutlenek tytanu nie uszkadza skóry, gdyż do niej nie wnika.

ps.
żeby uniknąć kolejnych pytań w ilości hurtowej :)  już informuje, że szykuje się post o tlenkach w postaci nano. Proszę więc o cierpliwość.

piątek, lipca 08, 2016

Lush Botanicals kosmetyki wprost z lodówki i prezent dla Was!


Pod jednym z postów o kosmetykach padło pytanie czy są kosmetyki bez konserwantów. Otóż i są i właśnie chcę wam przedstawić jeden z wielu takich produktów.

Jeżeli chodzi o mnie to wybór nie mógł być innych jak tylko Lush Botanicals serum pod oczy. Ilość kosmetyków pod oczy jakie mam nie bardzo wpisuje się w kosmetyczny minimalizm. Nie wiem czemu, ale na punkcie tego typu produktów mam chyba największego hopla.

Dobry kosmetyk pod oczy nie jest w cale tak łatwo zrobić. Musi  być odżywczy, a jednocześnie nie może obciążać delikatnej skóry pod oczami bo będziemy mieć worki. Musi dobrze nawilżać, a jednocześnie formuła musi być na tyle "zwarta" żeby nie wędrować do oczu i ich nie podrażniać. Musi trzymać nawilżenie przez cały dzień, a jednocześnie nie może być zbyt tłusty, żeby makijaż oka nie spłynął kolorową rzeką.

Tu mam nie tyle krem, co serum. Czyli produkt bardziej skoncentrowany od kremu, bardziej odżywczy, a jednocześnie produkt, na który nakłada się jeszcze jedną warstwę czyli krem.


Rosa Damascena Flower Water, Aqua, Punica Granatum (Pomegranate) Seed Oil, Actinidia Chinensis (Kiwi) Seed Oil, Butyrospermum Parkii (Shea) Fruit Butter, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Astrocaryum Murumuru Seed Butter, Caprylic/Capric Triglyceride, Isostearyl Isostearate, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Opuntia Ficus Indica (Prickly Pear) Seed Oil, Pyrus Malus (Apple) Seed Oil, Glycerin, Royal Jelly, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Caffeine, Coffea Arabica (Coffee) Seed Extract, Sodium Hyaluronate, Tocopherol, Panthenol, Betaine, Euterpe Oleracea (Acai) Fruit Extract, Vitis Vinifera (Grape) Fruit Extract, Paullinia Cupana (Guarana) Seed Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Extract, Mica, CI 77891 (Titanium Dioxide), Cera Alba, Xanthan Gum, Nelumbo Nucifera (Pink Lotus) Flower Oil, Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Peel Oil, Limonene

Jak widać skład jak marzenie.

A działanie?
No kochani, działanie jest niesowite. Jak do tej pory nie miałam tak dobrego serum pod oczy. Zero obciążenia, opuchnięcia czy rozmazanego makijażu. Fantastyczne nawilżenie i odżywienie. Nawet jak zapomnę nałożyć krem nie widać większej różnicy. To jest fantastyczny produkt.

Co sprawia, że ten produkt jest taki wyjątkowy?

100% składników pochodzenia naturalnego 
Żadnych konserwantów, żadnych PEG, silikonów i podobnych świństw.

Kosmetyk jest dla Was robiony tuż przed wysyłką
To sprawia, że dostajecie świeżutki produkt. Nikt nie kisi tych kosmetyków na półkach naświetlniach lampami,  nie gotują składu dzięki czemu cenne składniki nie ulatują w niebyt.

Należy go przechowywać w lodówce
Ponieważ kosmetyka nie zawiera konserwantów należy go przechowywać w lodówce. Brak konserwantów sprawia, że termin przydatności kosmetyku wynosi tylko dziesięć tygodni.

Kosmetyk zamknięty jest w szkle biofotonicznym
Szkło biofotoniczne czyli Miron Violet Glass nie przepuszcza promieni świtała widzialnego, które niszczy cenne składniki. Przepuszcza za to promienie ultrafioletowe, które zapobiegają rozkladowi cennych substancji.

Czy można wyobrazić sobie lepsze kosmetyki? Bezpieczniejsze? Z całą pewnością nie! To co najfajniejsze to fakt, że wasza skóra dostaje maksymalną dawkę dobroci, nie da się więcej wyciągnąć z tych składników.


I jeszcze coś dla Was


Trzy osoby mogą się przekonać co to znaczy najnaturalniejsza pielęgnacja.
Do zgarnięcia jest

Masło do ciała creme de la creme 




2 x Masełko do ust 


Co należy zrobić, żeby wygrać jeden z tych kosmetyków?  

1. W komentarzy pod postem odpowiedzieć na pytanie 

Jak dbasz o swoja skore by zachować jej młody i zdrowy wygląd i które produkty z Lush Botanicals pomogłyby Ci w tym?

2. Polubić Fanpage marki Lush Botanicals


Konkurs trwa od dziś 08/07/2016 do 15/07/2016 do północy. 

Anonimowych komentatorów, oraz osoby w których profilach nie ma maila  proszę o podanie maila
TOP