Najnowsze wpisy

środa, września 28, 2016

Szmery bajery: Mata Playspot Grey/Cream GEO czyli wyprawka z Fabryką Wafelków

Kiedy Rycerz był mały chcieliśmy kupić mu właśnie taką matę piankową. Stało się jednak inaczej, kupiliśmy dywan. Głównym powodem, co tu kryć był rozmiar naszego ówczesnego mieszkania i  kolorystyka mat. Jeżeli mam już wydać konkretne pieniądze na jakąś rzecz chciałbym, żeby to było coś uniwersalnego i posłużyło dłuższy czas. Wszystkie te pstrokate kolory, wzory itp... nie dość, że do mnie nie przemawiają, to mam wrażenie, że w dziecku bardziej wywołują niepokój niż zadowolenie. Choć muszę przyznać, że taka mata też mi się podobała niby pstrokata, a jednak ma w sobie coś fajnego, ale praktyczność wzięła górę. 

Co jest fajnego w tej macie?
Po pierwsze wykonie. Dobrze poodcinane elementy, wszystko do siebie ładne pasuje.

Po drugie kolorystyka. Stonowana, bez ferii barw i odcieni. Mata bardziej przypomina dywan niż matę. Wzory można układać jak się tylko chce. Ogranicza nas tylko wyobraźnia. Z Rycerzem bawimy się co jakiś czas jak puzzlami i wymyślamy wzory.

Po trzecie praktyczność. Po zakończonym etapie korzystania przez dziecko spokojnie będzie można wykorzystać ją do innych celów. To w zasadzie na razie mata Maluszki, na której się bawi, co by mała pupka nie zmarzła.
Planów wykorzystania maty po ruszeniu przez Maluszkę w świat jest sporo. Na początek jako mata do łazienki. Kolorystycznie idealnie się wpasuje i sprawi, że nie będzie trzeba chodzi po zimnych płytkach.
Po drugie to już w przyszłym sezonie mata na balkon. Młoda będzie już na tyle duża, żeby posiedzieć sobie na balkonie, a tam płytki - wolałabym, żeby się nie poślizgnęła.
Są jeszcze plany na kuchnię i przedpokój.
Koniec końców zobaczymy co wyjdzie w praniu :)

Matę możecie kupić TUTAJ
TUTAJ zaś macie cały przegląd mat.

ps. Jeżeli rozważacie zakupi takiej maty piankowej i maty interaktywnej to taka dłużej posłuży. U nas mata interaktywna nie sprawdziła się ani przy Rycerzu, ani przy Maluszce.

ps2. Chyba powinnam pomyśleć o poście co naprawdę się sprawdziło.

wtorek, września 27, 2016

Taki Trik: Coś do masażu i mycia pędzli do makijażu


Z dużym zaskoczeniem odkryłam, że coś co się zwie jajkiem do mycia pędzli robi zawrotną karierę i internetach. Zdziwienie tym większe, że cena zniechęcająco wysoka jak za kawałek gumy i spokojnie można sobie znaleźć odpowiednik mający jeszcze jedną funkcję.

Od kilku już lat z powodzeniem stosuje głównie do mycia pędzli rękawicę do masażu z wypustkami.
Masaż uskuteczniam niesłychanie rzadko zarówno z braku czasu jak i z lenistwa ;) . Gdyby nie to, że znalazłam inne zastosowanie dla owej rękawicy pewnie wylądowałby już w śmieciach.
 Mycie jest banalnie proste. Na rękawice nalewamy płyn do mycia i "szorujemy" pędzlem po szczoteczce. I tyle. Szybko, bezproblemowo, a jak macie ochotę na masaż to też macie do tego narzędzie ;D


Rękawicą w zależności od sklepu kosztuje około 10 - 15 zł

poniedziałek, września 26, 2016

Oto i narożnik

Przyszedł, przyszedł wyczekiwany narożnik. Bałam się jak diabli czy aby będzie taki jak na zdjęciu i czy kolor odpowiedni i czy to prawda co w komentarzach piszą, że chyba nie do końca taki fajny itp...
Wiecie stres, wszak o salon chodzi. O pomieszczenie w którym spędza się większość czasu. O wizytówkę domu jednak.
Zadzwonili w tygodniu, że przyjadą w sobotę. Paluchy gryzłam i czekałam. Narożnik przywlekło dwóch panów z hasłem na ustach
-Wyżej nie mogła Pani mieszkać?
- No mogłam, ale tam nie sprzedawali mieszkania i nie było antresoli ;)

Podpisałam dokumenty i czekałam kiedy panowie się zwiną, żebym mogła narożnik rozpakować.

Poszli!

Ja za nóż złapałam i poczęłam rozpakowywać. Sama złożyła, sama ustawiłam i sama się ucieszyłam :)

Narożnik jest taki jaki chciałam. Kolor określiłabym jako jasny granat. Prawie taki sam jak na zasłonkach :) ufff...

Drewniane nóżki, a w zasadzie nóżki w to wynalazek genialny bo bez podnoszenia narożnika można pod nim posprzątać i  w najmniej oczekiwanym momencie nie wyskakuje kot z kurzu. Nóżki zaś pasują do stolików i stolika RTV. Guziki robiące "to coś" narożnikowi są szare i to szarość w kolorze naszych ścian.
Materiał z którego zrobiony jest narożnik niestety nie opiera się kocim pazurom, ale tak naprawdę żaden materiał na kanapie się im nie opiera. Kot ma robiony regularny manikiur i jak na razie jest ok. O samy obiciu mogę powiedzieć na razie tyle, że  chyba będzie mieć tendencję do tzw. świechtania się, ale pewna nie jestem wyjdzie z czasem.

Poduchy na siedziskach mógłby być przyczepione rzepami, na razie są dość twarde, ale to kwestia "wysiedzenia".

Cudownie spędza się wieczory czy to z książką czy to przed telewizorem bez hasła na ustach
- Posuń się !

Narożnik jest z kampanii Westwing Home & Living , Wygodna Stella Cadente

 Jeżeli podobnie jak ja szukacie inspiracji koniecznie zajrzyjcie do magazynu Westwing zawsze coś fajnego można wypatrzyć.

ps. wybaczcie pognieciony dywan, ale mamy problem z kocicą. Jeżeli wychodzimy z domu na dłużej niż pół dnia musimy zwijać dywan.  

niedziela, września 25, 2016

Sroka Testuje: The Australian Eucalyptus Oil Company ekologiczne proszki do prania i zmywania


Eukaliptusowy proszek do zmywarek

Producent pisze:

Eukaliptusowy proszek do zmywarek jest wysoko skoncentrowanym środkiem myjącym o formule zapewniającej wyjątkowo skuteczne zmywanie.
Jest oparty na składnikach mineralnych. Nie zawiera wypełniaczy, chloru i syntetycznych składników zapachowych. Całkowicie biodegradowalny.
the-australian-eucalyptus-oil-company-eukaliptusowy-proszek-do-zmywarek1

Skład:

100% olejek eukaliptusowy, węglan sodu, nadwęglan sodu, tripolifosforan sodu.
Małym zgrzytem w składzie jest  tripolifosforan sodu, nie jest w 100 procentach bezpieczny dla środowiska. Pozostałe składniki super!

Konsystencja:

Biały proszek o intensywnym zapachu eukaliptusa.

Użytkowanie:

Proszek wsypujemy do dozownika i włączamy zmywarkę. Bardzo dobrze domywa wszelkie zabrudzenia. Nie pozostawia smug czy plam. Po otwarciu zmywarki uderza ostry eukaliptusowy zapach, dlatego odradzam zakup osobom nie lubiącym tego zapachu.

Ocena:

4,5 gwiazdki na 5 możliwych. Połówkę odejmuję za tripolifosforan sodu.
45-gwiazdki1

Proszek do prania Tea Tree

Producent pisze:

Proszek do prania Tea Tree jest wysoko skoncentrowanym środkiem piorącym o składzie zapewniającym najwyższą skuteczność prania i jednocześnie w najwyższym stopniu przyjazny dla środowiska. Woda z pralki może być użyta do podlewania roślin.
W pełni rozpuszczalny, bez chemicznych pozostałości, mogących powodować uczulenia u osób wrażliwych, podatnych na alergie.
Jest oparty na naturalnych składnikach mineralnych. Nie zawiera wypełniaczy, enzymów, wybielaczy i sztucznych aromatów. Jedynym środkiem zapachowym jest zapach 100% czystego australijskiego olejku z drzewa herbacianego, który spowoduje, że Twoja odzież będzie pachniała czystą świeżością.
the-australian-eucalyptus-oil-company-proszek-do-prania-tea-tree1

Skład:

100% olejek z drzewa herbacianego, węglan sodu, metakrzemian sodu, tripolifosforan sodu.
Naprawdę niezły, krótki skład. Wszystkie składniki są bardzo delikatne dla skóry i nadają się nawet dla alergików. Jedynym małym zgrzytem jest tripolifosforan sodu, który nie jest w stu procentach bezpieczny dla środowiska.

Konstystencja:

Biało-żółtawy proszek o intensywnym zapachu olejku z drzewa herbacianego.

Użytkowanie:

Proszek wsypujemy bezpośrednio do bębna pralki i pierzemy. Pieni się bardzo dobrze, jest bardzo wydajny i dopiera codzienny brud. Zapach oleju utrzymuje się tylko na ciepłym jeszcze praniu, po wysuszeniu jest praktycznie nie wyczuwalny. Do prania nie ma potrzeby stosowania płynu zmiękczającego.

Ocena:

4,5 gwiazdki na 5 możliwych – pół gwiazdki odejmuję za tripolifosforan sodu
45-gwiazdki1

Lawendowy proszek do prania

Producent pisze:

Lawendowy proszek do prania jest wysoko skoncentrowanym środkiem piorącym o składzie zapewniającym najwyższą skuteczność prania i jednocześnie w najwyższym stopniu przyjazny dla środowiska. Woda z pralki może być użyta do podlewania roślin.
W pełni rozpuszczalny, bez chemicznych pozostałości, mogących powodować uczulenia u osób wrażliwych, podatnych na alergie.
the-australian-eucalyptus-oil-company-lawendowy-proszek-do-prania1

Skład:

100% olejek lawendowy, węglan sodu, metakrzemian sodu, tripolifosforan sodu.
Skład tego proszku od proszku tea tree różni się tylko rodzajem olejku. Naprawdę niezły, krótki skład. Wszystkie składniki są bardzo delikatne dla skóry i nadają się nawet dla alergików. Jedynym małym zgrzytem jest tripolifosforan sodu, który nie jest w 100 procentach bezpieczny dla środowiska.

Konsystencja:

Biały proszek o intensywnym zapachu lawendy.

Użytkowanie:

Proszek wsypujemy bezpośrednio do bębna pralki i pierzemy. Pieni się bardzo dobrze, jest bardzo wydajny i dopiera codzienny brud.  Do prania nie ma potrzeby stosowania płynu zmiękczającego. Co ciekawe zapach lawendy jest bardziej wyczuwalny na wysuszonym praniu niż zapach olejku z drzewa herbacianego.

Ocena:

4,5 gwiazdki na 5 możliwych – pół gwiazdki odejmuję za tripolifosforan sod.
 
Proszki możecie kupić KLIK / KLIK/ KLIK 
 
 Tekst powstał dla Natuli i możecie go przeczytać również TUTAJ

piątek, września 23, 2016

Duet idealny czyli Resibo serum naturalnie wygładzające i ....

 

Kosmetyki Resibo kusiły mnie już od dawna. Jednak nie było mi jakoś do nich po drodze. Zawsze coś miałam innego w zapasie. W końcu stało się. Postanowiłam przetestować Serum naturalnie wygładzające. Jak zapewnia producent
"Naturalny efekt botoksu.
Przywraca skórze młodzieńczą świeżość i gładkość"

W sam raz coś dla mnie - widzę, no widzę, dwie delikatne kreski - przyszły zalążek tzw. lwiej zmarszczki. Botoks jak znalazł.

No i zaczęłam przygodę.

Serum jest tłuste bo na bazie olejów.

Skład: Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Squalane, Mauritia Flexuosa Fruit Oil, Borago Officinalis Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Tocopherol, Lavandula Stoechas Extract, Pistacia Lentiscus Gum, Parfum, Linalool, Geraniol

Składnikiem mającym działać jak  botoks jest "Stoechiol, czyli ekstrakt z lawendy motylej, działa już po 24 godzinach jak naturalny botoks – zmniejsza napięcie mięśniowe, przeciwdziała zmarszczkom mimicznym i wygładza skórę, pobudza wydzielanie beta-endorfin w skórze, rozluźniając ją i zmniejszając zmarszczki."

Efekt, faktycznie jest. Zaczątki zmarszczek jakby zniknęły,  skóra wygląda na wypoczętą i jest gładsza. Świetna rzecz po porostu.

Czemu więc pisze o duecie.

Otóż, na początku nie umiałam sobie dobrać "dawki" jaką powinnam aplikować na skórę. Albo było za dużo i praktycznie spływałam olejem, albo za mało i miałam wrażenie, że rozsmarowując ciągnę skórę. Teoretycznie mogłam używać wraz z serum szczoteczki silikonowej. i nawet na początku próbowałam. Jednak cały czas miałam poczucie, że przy tej szczoteczce schodzi mi za dużo produktu.Kiedy dobierze się odpowiednią dawkę serum jest w zasadzie nie do zużycia i nadaje się nawet na dzień pod krem.

Jak widzicie na zdjęciu obok serum znajduje się jeszcze pewne urządzenie w złotym kolorze.  To masażer. Ów masażer to moje wielkie doświadczenie robione na samej sobie. Przełamałam się i kupiłam na aliekspress takie cosik za śmieszną kwotę  12,83zł . Uczulenia na żadne metale nie mam - sprzęt ten zaś jest ponoć pokryty warstewką 24k złota. Trochę się go obawiałam, chyba niesłusznie.

Masażer wibruje i teoretycznie dzięki temu składniki aktywne z naszych kosmetyków mają wnikać głębiej w skórę. Nie wiem na ile szybkie działanie tego serum to zasługa tego masażera. Nawet nie wiem czy to jego zasługa. Jedno jest pewne, rozprowadzenie kosmetyku jest bardzo przyjemnie no i zużywa się go znaczniej mniej. Serum używałam zanim zaczęłam używać owego masażera i też działało, choć mam wrażenie, że efekt nie był tak szybki.

Serum możecie kupić TUTAJ 

czwartek, września 22, 2016

Król żab w czekoladkowym labiryncie ;)


Trzy gry, trzy ceny, trzy razy świetna zabawa. Taki chyba powinien być wstęp do tego wpisu.
To na co czekałam od dawna powoli staje się realne. Nareszcie możemy rodzinnie zasiąść do gier i grać, grać, grać.
Na jesienne i zimowe wieczory nie ma niczego lepszego niż porządne gry.

Mam wielki problem od czego zacząć, od najtańszej, do najukochańszej? Dobra sortujemy cenami.

Król Żab 

Gra karciana na spostrzegawczość i refleks. Kumkamy, łapiemy muchy, salutujemy i ... milczymy. Cała masa śmiechu przy tym. Mała uwielbia przyglądać się jak gramy z Rycerzem. Jak tylko zaczynamy kumkać to ona chichota.

Zasady są proste. Na kartach znajdują się symbole na które trzeba odpowiednio zareagować. Jak zobaczymy króla żab salutujemy, jak zwykłą żabę kumkamy, jak trafi się mucha należy ją złapać.  Kto pierwszy wykona zadanie ten wygrywa. Pozostali gracze oddają zaś swoje muchy, które otrzymali na początku rozgrywki. Wygrywa ten gracz który ma końcu ma najwięcej much.

Świetna, niewielka rozmiarowo, więc można zabrać ją w podróż gra. Dostarcza i masę zabawy i masę emocji. Przy tym niedroga.

Czekoladki

O mojej wielkiej słabości do gier logicznych już wiecie. Oto kolejna taka gra. Przyznaję się bardziej chciałam ją dla siebie niż dla rycerza ;p. Cóż, Rycerz mi ją podkrada. Łatwe poziomy sam już układa. Z trudniejszymi ma niewielki kłopot, ale z niewielką pomocą radzi sobie z nimi coraz lepiej.
Ja zaś wieczorami grywam sobie po cichutku jak całe towarzystwo pójdzie już spać.
Proste zasady, czyli zdanie z książeczki należy ułożyć. Są cztery stopnie trudności. No i to wykonanie. Plastikowe czekoladki, a jak prawdziwe.

Magiczny labirynt

Najdroższa z tych gier, ale warta każdej wydanej złotówki. To jest nasza gra roku, o ile nie kilku następnych lat. Jest magiczna, serio, serio.
Po pierwsze budujecie labirynt według instrukcji. Są dwie jego wersje  łatwiejsza i trudniejsza. My na razie jesteśmy na łatwiejszej wersji.
 Na ten zbudowany labirynt nakładacie planszę po której będziecie się poruszać.
Wybieracie pionki, które są jednocześnie silnymi magnesami, do pionków przez planszę podczepiacie metalowe kulki. I poruszacie się po kolejnych polach bez odrywania pionków.
Gracz losuje żeton, kładzie go na wyznaczonym polu i musicie się tam dostać. Przy czym labirynt pod spodem, a raczej jego ściany sprawiają, że kulka bardzo często upada z hukiem i zaczynacie od nowa. Wszak przez ścianę nie da się przejść.
Po kilku takich rozgrywkach Rycerz już prawie na pamięć znał drogi po których można się poruszać bez straty kulki i trzeba było zakręcić planszą, co by zmylić przeciwnika ;) .

To jest chyba najlepsza gra jaką mamy. Rycerz na samym początku chciał grać nią co wieczór i każdego ranka przed pójściem do przedszkola. Jak nie mogłam z nim grać trenował sam ;) i sprawdzał "drogi na skróty".
Wykonanie, jakość i sam pomysł na grę są po proty cudowne. Ja wiem, że leje się tu miód hektolitrami, ale wiecie nie mogę się opanować.

Gry możecie kupić tu:

Król Żab - KLIK
Czekoladki - KLIK
Magiczny Labirynt - KLIK

Gry do zabawy dostarczył nam 

http://www.smarkacz.pl/


ps. pod wieczór spodziewajcie się rozdania na Facebooku kilku z tych gier ;)

środa, września 21, 2016

Nosidło Close Caboo czy warto?

Od kiedy pokazałam Wam na instagramie to zdjęcie nie ma w zasadzie tygodnia żebym nie dostała choć kilku zapytań o to nosiło.
Oto więc odpowiedź na Wasze pytania.

Zanim przyszła do mnie tzw. doradca od noszenia w chuście oglądałam w internetach całą masę rozwiązań alternatywnych. Dla początkującej osoby wiązanie czy też raczej motanie chusty wydaje się być zadaniem dość skomplikowanym. No kurcze, na początku takie jest. Zanim człowiek opanuje technikę, zanim człowiek przestanie się obawiać czy dziecka czasem nie zgniecie itp... trochę czasu mija. Poza tym nie każdy chce w chuście nosić i też ma do tego prawo.

Można sobie znaleźć całkiem niezłą alternatywę czyli Close Caboo. Przede wszystkim w tym nosidle dziecię nie wisi. Nawet nie wiem czy powinno się nazywać nosidłem bo bardzie przypomina chustę zawiązaną/zszytą na stałe, dobrze założone/zawiązane. Close Caboo  pozwala porządnie odwieść nóżki dziecka i to jest jego spory atut. Można również dziecię nosić w pozycji kołyski.
No ale zaczynając od początku.

Nosiło wykonane jest z elastycznej bawełny. Jak pisałam zszyte na stałe. Zakładamy ja na siebie, a następnie dziecię wkładamy do niego. Regulacja ściągnięcia jest kółkowa. Na koniec mamy jeszcze jakby panel podtrzymujący plecki dziecka.
W pozycji kołyski nie nosiłam Maluszki wcale, ani w chuście, ani w tym nosidle. Miałam jeszcze kłopoty z barkiem i nie chciałam go w żaden sposób obciążać czy forsować. Nie umiem więc powiedzieć czy nosidło się sprawdza i jak ma się do chusty.

Nosiłam za to małą w pozycji pionowej. Głównie latem. Moja chusta jest gruba i nie specjalnie lubiłam w upały w niej nosić. W tym przypadku też jest ciepło. Jednak nosidło było bardziej przewiewne niż moja chusta.

Maluszka miała wygodnie. Nóżki dobrze odwiedzone, pupa nie wisiała, panel dobrze podtrzymujący plecki.
Kiedy zasnęła podobnie jak w chuście mogłam zasłonić jej buźkę i nikt nie przeszkadzał w drzemce. Szybsze zakładanie i ściąganie sprawiało, że zabierałam nosiło na spacery w wózku. Kiedy młoda nie chciała już leżeć myk do nosidła i po kłopocie. Nie czyściłam chodnika połami, a to dla mnie kolejny atut :).

Z czym miałam kłopot?

Na początku miałam problem z dociągnięciem, czy też ułożeniem na sobie tego nosidła. Za pierwszym razem miałam wrażenie, że  przy każdym moim kroku Maluszka opada niżej, a to łączenie na plecach leci do góry. I znowu istotna była siła "dociągu" i wiara w to, że dziecka się nie zgniata :).

Jeżeli nie chcecie nosić w chuście  zastanówcie się nad takim rozwiązaniem.
Ja to nosidło bardzo lubię. Jako szybki zamiennik chusty sprawdza się idealnie. 

Zanim w ogóle zdecydowałam się na noszenie w tym nosidle przeczytałam post Marysi z Mamy Gadżety Nosidło Close Caboo – dla niechustowych polecam Wam lekturę nie tylko tego postu ;)

Nosiło mam STĄD

wtorek, września 20, 2016

Goki dla dużych i małych

Niestety dla mnie, czy też raczej dla mojego portfela Goki robi tak dobrze zabawki, że bardzo rzadko wiem co wybrać i co kupić, bo w zasadzie mogłabym mieć wszystko co sprzedają.

Nasza kolekcja zabawek Goki powiększa się w zasadzie przy każdej okazji. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać trzy fajne produkty.

Zaczynając od największego za to dla najmniejszego obywatela naszego domu. Rodzina dzięciołów

  Maluszka krzyczy jak dzięcioł stuka i zjeżdża na dół. Fantastyczna, prosta zabawka. Rycerz też jest nią zafascynowany. Młodzież domowa uwielbia wpatrywać się w dzięcioła. Rycerz puszcza Maluszcze, ta się cieszy i tak w koło Macieju. Trochę przypomina mi to moje własne dzieciństwo i takie prawdzie odpusty z szalonymi zabawkami domowej roboty :).

Po drugie Chińczyk.

Zaraz pomyślicie chińczyk jak chińczyk.  Niby racja, ale nie do końca.

To jest właśnie to co uwielbiam w Goki czyli pomysłowość. Chińczyk drewniany ma wymienne płytki co pozwala na ciekawszą grę.
W zasadzie w chińczyka żeby była zabawa powinno się grać w cztery osoby. Tu zaś mamy jeszcze dwa warianty czyli grę w trzy osoby i w dwie.


Nie ma problemu, że brakuje gracza. Ba jak jest ich mniej, graczy znaczy ;) to nawet lepiej wariantów jest więcej.

I na koniec gra logiczna czyli Stolik do sortowania z kołowrotkiem 
Osobiście uwielbiam takie gry i chyba zaraziłam tą miłością Rycerza. Uwielbia siedzieć i kombinować. Dodatkową atrakcją jest tutaj kołowrotek.

Dziecię ma 16 tabliczek i ma według wzorów na nich umieszczonych posortować "kulki" .
Rycerz siedzi i sortuje. Matka ma czas posta napisać :) Jedna z fajniejszych gier logicznych, której niewątpliwym atutem jest ów kołowrotek znajdujący się pośrodku.
Jak to w Goki, nie ma się do czego przyczepić w kwestii wykonania. Wszystko drewniane, dopracowane, wyszlifowane. Ja naprawdę uwielbiam tę firmę.

Zabawki możecie kupić:




poniedziałek, września 19, 2016

Idealny kosmetyk do pielęgnacji biustu

O tym jak pielęgnować biust pisałam już bardzo bardzo dawno temu o O cyckach będzie - instrukcja obsługi wspominałam w tamtym wpisie o czymś taki co zwie się Masaż Siatsu.

Wiele osób, które przeczytały ten post pytały co do takiego masażu używać. Oto proszę Was świetny do tego kosmetyk. Nie mogę się nadziwić temu jak sprytna jestem (i skromna do tego :P ). Załatwiam dwie częste prośby z jednym zamachem.
1. Pytacie czym pielęgnować biust oto i odpowiedź
2. Czy polecam kosmetyki Nacomi czy coś o nich wiem, oto i odpowiedź.

Producent pisze

Krem do biustu produkowany przez firmę Nacomi przejawia właściwości nawilżające, ale także ujędrniające co jest szczególnie ważne dla kobiet w okresie ciąży. Balsamy i wszystkie kosmetyki produkowane przez firmę Nacomi są wykonywane jedynie z naturalnych produktów. Produkowany przez nas kosmetyk to wygodna buteleczka z pompką.

Skład i Właściwości: Krem do pielęgnacji biustu produkowany przez firmę Nacomi to kosmetyk pełen omega 3,6 i 9. Nacomi dba szczególnie o kobiety w okresie ciąży więc dobrodziejstwa masła kakaowego oraz bogatych właściwości masła shea nie są nam obce i przekazujemy je w produkowanych przez nas kometykach.

Zawiera: Masło shea- organiczne, Masło kakaowe- naturalne, Olej ze słodkich migdałów, Olej inca inchi- organiczny, Olej jojoba- zimno tłoczony, Olej arganowy- zimno tłoczony, Olej kokosowy, Penthanol, Witamina E, Ekstrakt z aloesu, Ekstrakt z palmy sabałowej

Skład: Deionized Aqua,Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Theobroma Cacao Butter, Plukenetia Volubilis Seed Oil, Glyceryl Stearate,Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Caprylic/ Capric Triglyceride, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Gliceryn, Aloe Vera Extract, Serenoa Serrukate Friut Extract, Panthanol, Tocopheryl Acetate,Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacecit Acid.

Skład jak marzenie.Żadnego oleju sojowego, żadnych składników do których można by się choć w maleńki sposób przyczepić. Skład przemyślany i spójny.

 Krem nie jest kremem, raczej nazwałabym go mleczkiem. O dość rzadkiej, lejącej konsystencji. Kosmetyk ma dość słodkawy zapach, lekko pudrowy znany mi, ale nie mogę sobie skojarzyć skąd.
Krem świetnie rozprowadza się na skórze z silnym poślizgiem dlatego to idealny kosmetyk do masażu. Nie wchłania się od razu, nie rozciągamy więc sobie skóry podczas jego aplikacji czy masażu.

Produkt potrzebuje chwili, żeby się wchłonąć. Nie wchłania się całkowicie do tzw. matu, lecz pozostawia na skórze delikatny film. Ta "powłoczka" pozostawiona na skórze nie jest w żaden sposób uciążliwa, czy nieprzyjemna.

No i jeszcze cena. Za taki skład to cena marzenie.

Balsam możecie kupić TUTAJ

niedziela, września 18, 2016

Ostatnia arystokratka

Nie wiedzieć czemu myślałam, że to jakieś romansidło. Co mi na rozum padło nie wiem. Leżała sobie więc arystokratka i czekała. Nie miałam w końcu co poczytać i myślę sobie, a raz kozie śmierć. I ... przepadłam. Czekałam z niecierpliwością kiedy dzieciaki spać pójdą, a ja będę mogła wrócić czytania.

Tak zabawnej i rozrywkowej książki już dawno nie czytałam. Bawiłam się przednie.

Wszystko zaczyna się od tego, że Czeska hrabiowska rodzina mieszkająca w Stanach któregoś pięknego dnia  otrzymuje zwrot majątku. Postanawiają wrócić do Czech i żyć na zamku.

I tu pojawia się wizja arystokracji mającej własną służbę, piękne komnaty i fura pieniędzy. Nic bardziej mylnego.

Pieniędzy jak na lekarstwo, dość specyficzna służba i przedziwny zamek, który przez tysiąclecia przejmowali kolejni najeźdźcy czy władze.

Oto macie w ręce pamiętnik, pamiętnik ostaniej arystokratki, który powinna za rok zginąć zgodnie z rodową klątwą. Oto poznajecie jej matkę, która chce być jak Lady Di i ojca, który nie ma pojęcia jak zarabiać pieniądze. Służba? Kochani, kucharka będąca jednocześnie sprzątaczką  lubiąca sobie golnąć z rana czasami za dużo, nie ma motorka w dupie, żeby obsługiwać hrabiowską rodziną. Ogrodnik i złota rączka w jednym będący niespełnionym muzykiem cierpiący na hipochondrię. I klucznik, który zwiedzających nazywa muflonami, chodzi cały dzień w szlafroku i  kiedy tylko może zamyka zamek dla zwiedzających, żeby przypadkiem się nie narobić.

Najlepsza lektura tycząca wychodzenia z długów jaką kiedykolwiek czytałam ;)

Tytuła: Ostatni arystokratka 
Autor: Evžen Boček
Wydawnictwo: Stara Szkoła 





TOP