PHYT'S kolorówka czyli idealny korektor pod oczy, znakomity podkład i zaskakujące cienie

Jak nie było na rynku w zasadzie żadnego wyboru w tzw. naturalnej kolorówce tak nie było, od zeszłego roku jednak coś się ruszyło w tej kwestii i mamy coraz fajniejsze rzeczy do wyboru. W kwietniu pisałam o produktach pielęgnacyjnych marki Phyt's o TUTAJ wtedy też zaczęłam się przyglądać ich kolorówce. 

 

Ja co prawda od lat używam podkładów mineralnych, czyli podkładów sypkich, jednak sporo osób szuka "tradycyjnych" podkładów w płynie. Więc jak trafiam na markę, której pielęgnacja bardzo mi odpowiada i ma ona w ofercie i kolorówkę to staram się i ją wyprobować. Z marką Phyt's było podobnie, na dokładkę znalazłam w końcu bardzo mi pasujący korektor pod oczy, ale o tym za chwilę.


Phyt's Fond De Teint, nawilżający podkład organiczny

SKŁAD Aqua, Squalane, Aloe Barbadensisleaf Extract, Dicaprylyl Carbonate, Glycerin, Polyglyceryl-3 Doododtearate, Xylitylglucoside, Jojoba Esters, Anhydroxylitol, Magnesium Sulfate, Sodium Chloride, Hydrogenated Castrol Oil, Silica, Polyglyceryl-2 Dipolyhydroxystearate, Talc, Xylitol, Acacia Decurrens Flower Wax, Helianthusannuus Seed Wax, Glycine Soja (Soybean) Oil, Tocopherol, Parfum (Fragrance), Glyceryldibehenate Tribehenin, Glyceryl Behenate, Polyglycerin-3, Hydrogenated Lecithin, Benzyl Alkoho, Dehydroacetic Acid, CI 77891, CI 77492, CI 77491, CI 77499, Citronellol, Eugenol, Limonene, Linalool. 

W składzie wszystko jak najbardziej OK. Poza typową "kolorową bazą" mamy kilka składników pielęgnacyjnych między innymi skwalan czy ekstrakt z aloesu.

 

Mam kolor Beige Leger i z przykrością muszę powiedzieć, że jest on dla mnie dobry, w momencie kiedy jestem smaoopalona. Kolor, jaki ma wydaje się być pomarańczowy na mojej skórze, ale po rozsmarowaniu staje się faktycznie beżowy. Niestety nie będzie się on nadawał dla bladziochów. Trochę dopasowuje się do skóry, ale wiecie przy próbie zbudowania większego krycia nie da się za ciemnego koloru ograć.

 

Podkład ma cudownie kremową konsystencję. Ma się wrażenie, że rozsmarowuje się na skórze krem pielęgnacyjny i to z tych takich lekkich. Nie ma tu tępego ciągnięcia na skórze, smużenia się czy wałkowania. Podkład rozprowadza się równo, nie plami, nie plackuje. Krycie ma średnie, można je sobie dobudować, ale pełnego nie ma się szans osiągnąć. Podkład daje błyszcząco satynowe wykończenie, to taki wygląd bardzo dobrze nawilżonej, zdrowej skóry. Wykończenie jest naprawdę bardzo ładnie, skóra jest gładka, lekko błyszcząca, bardzo naturalna. Podkład daje się oczywiście zmatowić pudrem i w zależności od jego rodzaju mat jest oczywiście bardziej lub mniej trwały. Podkład nie wchodzi w pory, nie podkreśla suchych skórek. Przyjemnie nawilża. 


Przez swoje nawilżające wykończenie nie jest to produkt obłędnie trwały. U mnie spokojnie wytrzymuje około 8 godzin, lekko się ściera, ale nie zbiera się w załamaniach skóry i powiedziałabym, że wyciera się równomiernie. 


Poza tradycyjną pielęgnacją podkład najładniej wygląda na filtrach tzw. suchych w dotyku. Zabiera tą ich suchość i białawy nalot, daje bardzo ładne satynowe wykończenie. Na tłustych filtrach niestety spływa ze skóry. Robiłam z tym podkładem również pewne doświadczenie, to znaczy dodawałam go do ostatniej porcji filtra, żeby znieść pobielanie i zrobić sobie coś na kształt bb kremu. W tej roli także fajnie, a najlepiej sprawował się z filtrami dry touch.

 

Dla mnie ten podkład jest bardzo znakomity. Jedyne ale jakie mogę mieć to kolor, który po prostu jest dla mnie za ciemny, kiedy nie jestem samoopalona. 

 

Podkład do kupienia TUTAJ

 

Phyt's, Correcteur Anti-Cerne, korektor organiczny

SKŁAD Eucalyptus globulus leaf water*, Aqua/Water/Eau, Helianthus annuus (Sunflower) seed oil*, dicaprylyl carbonate, Glycerin, polyglyceryl-3 polyricinoleate, titanium dioxide, Cera alba*/Beeswax/Cire d’abeille, Bambusa arundinacea stem extract, polyglyceryl-3 diisostearate, hydrogenated castor oil, Argania spinosa kernel oil*, Aesculus hippocastanum (Horse Chestnut) seed extract*, tocopherol, Cananga odorata flower oil*, Cymbopogon martini oil*, Lavandula latifolia (Lavender) herb oil*, CI 77492, CI 77491, benzyl alcohol**, benzyl benzoate**, benzyl salicylate**, citral**, eugenol**, farnesol**, geraniol**, limonene**, linalool**

Skład bardzo fajny!! Bazą nie jest woda, lecz hydrolat eukaliptusowy, który zmniejsza opuchliznę, łagodzi stany zapalne, przyspiesza gojenie, poza nim mamy w składzie również olej słonecznikowy, olej arganowy, ale jest także ekstrakt z kasztanowca, który ma między innymi właściwości przeciwobrzękowe. Mamy więc w składzie nie tylko "kolorówkę", ale także pielęgnację.

 

Ja od dawna poszukiwałam korektora pod oczy. Chciałam czegoś lekkiego, ale jednocześnie kremowego. Czegoś, co nie obciąży mi skóry, ale też lekko nawilży. Miał to być korektor, którego kolor nie będzie obłędnie żółty, najlepiej, żeby miał lekko brzoskwiniowe tony. I co najważniejsze czegoś, co mnie nie uczuli. Zdaję sobie sprawę, że przy takich wymaganiach nie mam co spodziewać się szalonego krycia, ale też nie szukałam takiego. Chciałam wyrównania kolorytu, przynajmniej częściowego zakrycia cieni, kiedy nie bardzo mogę spać i jak pisałam braku wysuszenia. 

 

I oto trafiłam w dziesiątkę z tym produktem. Jest dokładnie taki jaki chciałam. Przyjemnie kremowy, odżywczy, bardzo fajnie nawilża, dzięki czemu sprawdza się pod nim w zasadzie każdy krem. Kolor ma lekko żółtawy z domieszką beżu. Rozprowadza się na skórze bardzo dobrze. Nie plami, nie podkreśla suchości, żeby jednak nie gromadził się w załamaniach i zmarszczkach wymaga przypudrowania. Po raz pierwszy nie mam problemu z pudrem, korektor jest tak nawilżający, że puder nawet lekko wysuszający nie stanowi problemu. 

 

Co do krycia, to nie jest korektor, który daje całkowite krycie. Wyrównuje koloryt skóry pod oczami, ujednolica go i kryje cienie na średnim poziomie. Jeżeli chcecie pełnego krycia, to niestety tu tego nie dacie rady osiągnąć. Jeżeli potrzebujecie krycia, które daje naturalne wykończenie, które daje efekt wypoczętej skóry to, to będzie strzał w dziesiątkę. 

 

Z ciekawszych właściwości tego korektora, to faktycznie zmniejsza on obrzęki. Nałożony na podpuchniętą skórę po oczami zmniejsza ten obrzęk po chwili. Więc mamy nie tylko wyrównanie koloru, ale także zmniejszenie obrzęku pod oczami i za to, to ja go kocham! 


To jest cudowny korektor, nie tylko fajnie "maluje", ale i pielęgnuje, długo szukałam czegoś podobnego i w końcu trafiłam. 

 

Korekto do kupienia TUTAJ.

Phyt's, Trésor De Lumiere, Kremowy cień do powiek

SKŁAD Mica, Talc, dicaprylyl carbonate, Ricinus communis (Castor) seed oil*, polyglyceryl-2 triisostearate, cellulose, magnesium stearate, Olus/Vegetable oil/Huile végétale, Oryza sativa (Rice) bran wax, Oryza sativa (Rice) bran oil, Cera alba/Beeswax/Cire d’abeille, Candelilla cera/Euphorbia cerifera (Candelilla) wax/Cire de Candelilla, Aloe barbadensis leaf extract*, maltodextrin*, tocopherol, silica, CI 77491, CI 77492, CI 77891.

No i na koniec cienie. 

Błyszczące, coś jakby perłowe, ale nie do końca, chyba lepiej nazwać je satynowe. Mam dwa kolory jak widać. Przede wszystkim cienie mają ciekawą konsystencję, bo to jest połączenie kremowego cienia z cieniem sypkim. Nie bardzo daje się go nałożyć palcem, bo pocieranie go nie sprawia, że przechodzi on na skórę. Najlepiej nakładać go syntetycznym pędzelkiem, ale pędzelkiem po cieniu trzeba pocierać, żeby ta konsystencja weszła na włosie. I dopiero taki "obklejony" cieniem pędzelek ląduje na powiece i tu dzieje się magia. 

 

Cienie cudownie się nanoszą, tak jakby kremem smarowało się powiekę, rozkładają się równomiernie i bardzo dobrze się blendują, te dwa odcienie, które mam łączą się ze sobą bez jakiegokolwiek problemu. W chwilę po nałożeniu cienie zastygają i wyglądają ja pudrowe cienie do powiek, przy czym tracą odrobinę na blasku i tu właśnie pojawia się satyna, która w opakowaniu wygląda jak perła.


Cienie są bardzo trwałe. Trzymają się na powiekach cały dzień, nie wycierają się, nie wchodzą w załamania, może odrobinę tracą na nasyceniu koloru w ciągu dnia, ale naprawdę bardzo niewiele. Wyglądają na powiece bardzo lekko i co najważniejsze nie uczuliły mnie.

 

Ja kiedy zorientowałam się, że te cienie "zastygają" wypróbowałam je kilka razy również jako bazę pod inne cienie. No kochani, podbicie koloru i trwałość cieni na nie nałożonych znacząco wzrosła. Dużo większe pole do popisu ma cień o nazwie Pierre de lune ten jasny beż, bo jest po prostu neutralny. Trzeba pamiętać, żeby cienie nakładać na niego zaraz po jego aplikacji, zanim jeszcze zdąży "zastygnąć".  


Bardzo ciekawe cienie, życzyłabym sobie więcej kolorów :).


Cienie do kupienia TUTAJ


Gdyby ktoś z Was był zainteresowany tymi produktami lub innymi tej marki, to mam dla Was zniżkę. 

Zniżka obowiązuje na cały asortyment sklepu www.kissinger.pl przy zamówieniu powyżej 100 zł na kod: SROKAO#20 dostaniecie -20%. 

Kod obowiązuje do 08/08/2021 

 

Kobiety w Ciąży

TAK
Mamy Karmiące

TAK

1 komentarz:

  1. Korektor nie do końca spełnił moje oczekiwania :) Nie utrzymuje się na twarzy długo i nie daje pełnego krycia.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz
Jeżeli podajesz skład kosmetyku podaj jego nazwę i producenta
Analizuję TYLKO kosmetyki dla kobiet w ciąży i dzieci
Zanim zadasz pytanie sprawdź czy ktoś już o to nie pytał, używaj również wyszukiwarki blogowej.

Whatsapp Button works on Mobile Device only

Start typing and press Enter to search