wtorek, stycznia 06, 2015

Saga przedszkolna: Nie dla dzieci samodzielnych



Z przykrością stwierdzam, że żyję w bańce mydlanej. Zawieszona w czasoprzestrzeni bez kontaktu z rzeczywistością. Każdy kontakt z  codziennością odczuwam jaki wielkie walnięcie w beton.
Dziecko poszło do przedszkola z moim zdaniem podstawowymi umiejętnościami. Czyli dziecko potrafi : jeść łyżką i widelcem, pić z kubka butelki itp,  ubrać się, trzymać poprawianie kredkę i kolorować, układać puzzle, umyć zęby, umyć ręce i pewnie coś jeszcze, ale mi się zapomniało. I dla mnie takie trzylatek jest "samodzielny".

Niestety (i to nie wina przedszkola bynajmniej) w przedszkolu takie dziecko cofa się w rozwoju. To co wypracowałam z dzieckiem do tej pory bierze w łeb. Moje dziecko po pierwsze nie chce sam jeść, tylko każe się karmić, po drugie obecnie trzyma łyżkę jak łopatę. Pytałam Pań w przedszkolu o co chodzi wszak Rycerz trzymał już łyżkę prawidłowo odpowiedź jest jedna i oczywista - są dzieci które tak właśnie trzymają łyżkę i on to widzi. Panie nie nadążają z przekładaniem łyżek gdyż zazwyczaj same na dwie ręce karmią te dzieci, które nie jedzą samodzielnie sic!

Rycerz trzymał kredkę tak jak się trzymać powinno, obecnie trzyma jak małpka i szoruję nią po całym rysunku choć do tej pory kolorował w obrębie konturów. Odpowiedź ponownie jest banalnie prosta - inne dzieci tak właśnie robią.

U Rycerza pojawiły się takie zwory jak: jestem niedobry, jestem niedobrym synkiem, nie umiem się zachować, będziesz się ze mnie śmiać, to głupek, nie chcę cię, nie kocham cię. Tego czego jestem pewna na 1000% nigdy taki zwrot nie padł z moich, ani mojego męża ust - zwłaszcza pod adresem Rycerza. Wiem, że może być gorzej znajomej córka "i po co ja się urodziłam, skoro mnie nie chcieliście".

Rycerz krzyczy. Nie mówi tylko krzyczy.

Mam załamkę gdy to wszystko widzę. Zastanawiam się co się dziej z rodzicami. I niech nikt mi nie mówi, że są tak bardzo zapracowani, że nie dają rady wszystkiego ogarnąć.

34 komentarze:

  1. to co napisałaś jest straszne... zawsze bałam się, że pomimo dobrego wychowania dziecka, trafi ono do takiego gimnazjum a tam wiadomo jak to wszystko wygląda. Nigdy nie pomyślałabym, że już przedszkole tak krzywdzi dzieci, a raczej rodzice. Kiedy czytam zwroty, których nauczył się rycerz w przedszkolu to łzy mi w oczach stają... to straszne... serce pęka jak słyszysz coś takiego od ukochanego syna. Mój siedzi teraz bezpiecznie pod sercem, termin na dniach i aż się boję co szykuje dla niego ten świat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przesadzaj....... dzieci mówią gorsze rzeczy i jest wiele gorszych powodów ażeby łzy w oczach stawały. Życzę Ci szczęśliwego rozwiązania i zdrówka dla Ciebie i maleństwa.

      Usuń
  2. Niestety podzielam Twoje zdanie. Po pierwszej euforii spowodowanej pójściem córki do przedszkola i przynoszonymi z niego przez małą wierszyków, piosenek i przeróżnych plastycznych prac, zaczęłam zauważać również wady jej kontaktu z rówieśnikami. To, że nie wszystkie dzieci są na tym samym poziomie było do przewidzenia, ale fakt, że panie nie dbają o to, żeby słabsze równały w górę, a wręcz ściągają te bardziej samodzielne w dół to porażka. Pewnie, że mają dużo pracy, bo ogarnięcie takiej grupy to nie mały pikuś, ale po to się uczą przez dlugie lata, żeby się tego nauczyć. Poza tym, gdy na przedszkolnej wigilii zobaczyłam Mikołaja-straszydełko z 2 wielkimi workami na śmieci, w których były prezenty zapakowane w jednorazówki jakie można dostać w markecie przy warzywach, zrozumiałam, że przedszkole w nauce i wychowaniu dziecka na ogarniętego człowieka mi nie pomoże. Nie chcę powiedzieć, że przedszkole to samo zło, ale od rodziców wymaga wzmożonej pracy z dzieckiem w domu i nie lada czujności, by wyłapać "zło" i przywrócić stan prawidłowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko wina przedszkolanek, tak?

      Usuń
    2. Ale przecież tu nikt nie napisał, ze to wina przedszkolanek.

      Usuń
  3. matko jedyna. jestem przerażona, mój synek za chwilę ma iść do przedszkola....

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety ale mam podobne odczucia.

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie wręcz odwrotnie: jako dwuipółlatka córka poszła od września do przedszkola. Wszystkie wymienione umiejętności posiada tylko z jedzeniem gorzej: potrafi ale robi to tak wolno, że aby coś trafiło do brzuszka trzeba jej pomóc. Nie uwsteczniła się w niczym. Natomiast przenoszenie zachowań innych dzieci do swojego domu to podobna sprawa...

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas jest to samo. Krzyki których wcześniej nie było, seplenienie którego wcześniej nie było, nieładne mówienie (niestaranne i niewyraźne)... Wkurza mnie to strasznie. Moja córka nie ma trzech lat (ma 2,5) a i tak się cofa przy tych dzieciach które są starsze. No i maluchy nie wychodzą w zimie na zewnątrz w ogóle! Co za porażka... Kiedy ja mam z tym dzieckiem wychodzić? Jak jest po 16 i jest ciemno?

    Co do rodziców to myślę że część olewa sprawę a brak umiejętności tłumaczą starym zwrotem: każde dziecko rozwija się w swoim tempie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym brakiem wychodzenia na dwór, to faktycznie, współczuję. Nie rozumiem takiego podejścia w niektórych przedszkolach.

      Usuń
    2. ooooo "rozwijanie swoim tempem" to hit tych czasów. rówieśnik mojej córy (za chwilę 3 lata) sika w pieluchy i mówi tylko mama/tata, nie trzyma sztućców ale za to doskonale obsługuje smartfona mamusi. dla mnie między moją córą a tym chłopcem jest przepaść w rozwoju. ale skoro mamusia zamiast z dzieckiem rozmawiać i pokazać trochę życia woli gapić się w serial a dzieciakowi miga ekranik telefonu to takie później takie różnice w dzieciach w przedszkolach.

      Usuń
  7. straszne to jest, ale co zrobić, chyba nie istnieje przedszkole idealne , co będzie w szkole?

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem przerażona tym co przeczytałam, ja specjalnie mojego małego "przygotowuję" przed pójściem do przedszkola aby potrafił sobie poradzić a tam takie rzeczy! Aż nie wiem czy się opłaca posyłać go do przedszkola...

    OdpowiedzUsuń
  9. Współczuję. U Nas jednak jest inaczej jeśli chodzi o rozwój, synek w końcu zaczął rysować, inne prace plastyczne polubił, zrobił się bardziej samodzielny. Jeśli chodzi o odzywki to potwierdzam, tak samo krzyk. Bardzo charakterystyczne, ale jak to skwitował mój teść: dziecko musi krzyczeć, jeśli chce być zauważone i wysłuchane w grupie 20 dzieciaków. Po kilku dniach w domu jest lepiej, a po drugie po przedszkolu mu przejdzie. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja jestem zaskoczona takimi negatywnymi komentarzami. Choć być może mieliśmy szczęście trafić na dobry żłobek i przedszkole. Dzieci są uczone, że się nie krzyczy, żadne nie cofnęło się w rozwoju żadnej umiejętności, raczej właśnie równają w górę, a odzywki innych dzieci zaczął przynosić dopiero w tym roku mój 5-latek, i żadna z nich nie jest "poniżająca". Owszem, nie każda jest ładna, ale natychmiast, jak taką usłyszę, to tłumaczę, że to brzydko i tak nie należy mówić. Działa. A to zwykłe państwowe przedszkole, z grupami po 30 dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie jestem niestety zaskoczona. Kiedyś dziecko pojawiało się z miłości i było wychowywane. Dziś "w dobrym tonie" jest posiadanie potomstwa i dziecko po prostu jest. Samo ze sobą. Samo się bawi, samo uczy, samo je i śpi. Siedzi przed telewizorem i ogląda bajki, obsługuje komputer, tablety, komórki. Nie umie trzymać łyżki, kredki, nożyczek, jest lewe z prac plastycznych. Rodzice nie poświęcają dzieciom czasu. Pracują, siedzą na FB, bywają tu i tam... Taka smutna rzeczywistość. Biedne dzieci i biedny przy okazji Rycerz. Życzę wytrwałości i oby Twoja praca nie była syzyfowa.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja mam podobne odczucia. U nas to samo jest z jedzeniem i krzykiem. I jeszcze z sikaniem i ubieraniem. We wszystkim trzeba mu pomagać bo inaczej ryk. I na moje pytanie "Dlaczego sam się nie chce ubierać i jeść?" odpowiedział "Bo Pani w przedszkolu pomaga". Rozumiem, że są dzieci które tego nie potrafią, bo u Matiego w grupie są także dzieci o rok młodsze od syna. Ale nie rozumiem wyręczania we wszystkim i równania poziomu w dół. A tak jest niestety. Na moje pytanie "Dlaczego w wyprawce 3latka nie ma nożyczek?" Pani odpowiedziała "Bo w grupie jest kilkoro dwuipółlatków i sobie nie poradzą". Ręce mi opadły i wycinamy w domu więcej.

    OdpowiedzUsuń
  13. O masakra, mam nadzieję, że u nas tak nie będzie. Wcześniej mówiłam, że Franio pójdzie do przedszkola państwowego, ale im dłużej czytam i słucham opowiadań innych osób tym bardziej zastanawiam, się nad prywatnym, gdzie jest mniej dzieci a wychowaczynie większą wagę przykładają do tego co one robią.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziewczyny, nie wiem w jakim wieku są wasze dzieci. Po komentarzach mniemam, że trzy, czterolatki. Niestety, przedszkola jak i szkoły publiczne oferują przekrój całego społeczeństwa. Jedni rodzice starają się bardziej inni mniej, jeszcze inni uważają że to szkoła lub przedszkole powinna w pełni wychować i nauczyć wszystkiego ich dziecko. Nic na to nie poradzicie. Na pocieszenie dodam, że to minie i wasze dzieciaki w pewnym momencie nie będą "naśladowały" ( jeśli chodzi o czynności) tych mniej samodzielnych dzieci. Z odzywkami niestety jest gorzej. Mój syn jest z końca roku. Poszedł do przedszkola jako niespełna 3 latek. Też miał okres uwsteczniania np. seplenił mimo że mówił płynnie pełnymi zdaniami i nigdy nie miał problemu z żadnymi głoskami. Tłumaczyłam dziecku że umie pięknie mówić i nie musi nikogo naśladować. Po jakimś czasie przestał. To po prostu taki okres. Moim zdaniem każdy rodzic który DBA o rozwój dziecka powinien po prostu robić swoje. W życiu nasze dzieci spotkają się z różnymi postawami i chyba ważne jest aby wiedziały jakie wartości są ważne i czym należy się kierować w życiu. Dodam tylko że pracuję w szkole i uczę na wszystkich poziomach nauczania. Na co dzień spotykam się z naprawdę różnymi rodzicami i różnym poziomem kultury. Niestety dzieci są naszym wiernym odzwierciedleniem. Pozdrawiam wszystkich zaangażowanych w wychowanie swoich dzieci rodziców.:D
    Jagoda

    OdpowiedzUsuń
  15. To właśnie państwowe przedszkola... W szkołach jest podobnie, grupa/klasa jest dostosowana do najsłabszych dzieci, najmniej samodzielnych. Nie twierdzę, że tak jest wszędzie ale w większości państwowych tak. Kochana, przykro mi :( rozważ zmianę? Szkoda młodego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem tylko czy zmiana cos da..... moja córka ma 2,5 roku, chodzi do przedszkola prywatnego ,które dopiero się rozkręca- istnieje pierwszy rok, dlatego w jej grupie obecnie znajduje się 6 osób w różnym wieku. Jeden czterolatek reszta od 2 do 3 lat. Czterolatek pięknie kolorował ale kiedy zobaczył jak na początku kolorowała moja córka i jej koleżanka ( wiadomo - jak dwulatki) to sam zaczął bazgrać. Pani na to narzekała, z kolei moja córka pięknie mówi a jeden młodszy kolega jeszcze nie mówi. po kilku dniach jego obecności zasób słownictwa mojego dziecka się zmniejszył nagle przestała mówić o co jej chodzi a zamiast tego : " eeeeeeee, yyyyyyyyyyyyyy, aaaaaaaaaaaaaa" samo jej przeszło- może to taki etap naśladowania, może dzieci musza przez to przejść. na pewno nie jest tu wina przedszkola- bo w naszym każde dziecko jest dopilnowane

      Usuń
    2. Z grupami dzieci w różnym wieku mam złe doświadczenia, zabrałam córkę z przedszkola gdzie była właśnie ze starszymi dziećmi - co było najpierw fajne bo uczyła się od dzieci starszych, ale w kolejnym roku już była ta starsza i z dziećmi młodszymi o rok poprostu się uwsteczniła.

      Usuń
  16. syn chodzi do panstwowego przedzszkola i nie zamienilabym go za nic na prywatna placowke, nad ktora nie ma praktycznie zadnej kontroli.
    moze nie zauwazam mocnego uwstecznienia, bo akurat nasze przedszkole przyklada bardzo duza wage do samodzielnosci, ale pojawiaja sie zachowania, odzywki, ktore mi nie pasuja. i zadna w tym wina przedszkola. ani tym bardziej dzieci. tylko rodzicow. bo dziecko samo z siebie nie wpadnie na pomysl, zeby powiedziec 'odwal sie', prawda?
    i niestety - mozemy trzymac pod kloszem, wydawac krocie na prywatne z mala grupa (co z tego, ze mala grupa jak jest katering i zero nadzoru na przyklad?) ale to nas nie minie. w sensie takie rozczarowania. bo jak nie przedszkole, to szkola.
    jedyne co mozna IMO zrobic - to wypuscic NASZE dziecko z jak najlepszym bagazem, korygowac zachowania na biezaco. bo ci rodzice, ktorzy beda to olewac, wypusza dziecko ze "swoim" bagazem. i nasze predzej czy pozniej z tym sie zetknie. sztuka zeby umialo wybrac wlasciwie.
    a to juz nasze zadanie, a nie przedszkola.

    OdpowiedzUsuń
  17. Do głowy przychodzą mi tylko cztery słowa: "przyjdzie walec i wyrówna".

    OdpowiedzUsuń
  18. Oh no. Najlepiej uczyc dzieci w domu i problem z glowy. Wyrosna na dziczki niezaadaptowane do zycia z ludzmi.ci ktorzy stronia od ludzi izolujac siebie i wlasne dzieci od ludzkosci maja cos nie tak z psychika.dziecko musi poznawac swiat. Ten zly tez. Dziecka nie wolno wiezic i zabraniac mu wszystkiego. Bo pewnego dnia jak dorosnie troche to sie zbuntuje. Nie wolno chowac pod kloszem.

    OdpowiedzUsuń
  19. Moja córka chodzi do prywatnego przedszkola do państwowego nie miała szans na przyjęcie :) Tam po raz pierwszy zobaczyłam jak wielkie sa dysproporcje pomiędzy dziećmi i moje odczucia są podobne, łyżka- łopata, chlipanie, picie z talerza, obgryzanie kanapki bez jedzenia skórki, krzyki a ostatnio teksty "jestem brzydka", "jestem niedobra", "zaraz Cię kopnę" itp. są na porządku dziennym i oczywiście nie mam podejrzeń, że to Panie tak odzywają się do dzieci. Nie ma przedszkola idealnego ale takie sytuacje są bardzo przykre.

    OdpowiedzUsuń
  20. Sroczko nie jest źle, dziecko naszych znajomych po kilku dniach przedszkola wypaliło to taty: co ty do mnie pier....lisz ? Nie wiadomo czy się śmiać czy płakać

    OdpowiedzUsuń
  21. Źródłem zwrotów, które wymieniłaś nie muszą być nawet rodzice... przynajmniej nie bezpośrednie, a po prostu sadzanie dziecka przed telewizorem i puszczanie pierwszego, lepszego programu... wtedy nie chodzi o brak czasu, zmęczenie czy cokolwiek z tych rzeczy. to po prostu pójście na łatwiznę, bo jak dziecko gapi się w tv to książkę można przeczytać, położyć się czy cokolwiek innego. pozdrawiam i oby takich rodziców było jak najmniej

    OdpowiedzUsuń
  22. Głowa do góry :)
    Część rzeczy nie jest zależna od rodziców i dzieci. Jak się obserwuje różne dzieci, to widać jak wiele zależy od rozwoju osobniczego. Ta sama rodzina i dwoje różnych dzieci, z których jedno zaczyna mówić - "dukać" po 3 roku życia, a drugie mówi płynnie w wieku 2 lat. Podobnie z jedzenie (jedno z apetytem, drugie unika jedzenia jak ognia), i zdolnościami motorycznymi.
    To co najważniejsze, to umiejętności społeczne, których bez grupy się nie zdobędzie. To "cofanie się" w rozwoju minie, choć przy okazji dzieci zaczną przynosić brzydkie słowa (kupa itp). Ja patrzę na to z dystansem i widzę więcej plusów niż minusów. Zwłaszcza że w naszych czasach kontrola rodziców jest nieporównywalnie większa niż pokolenie wcześniej, kiedy dzieci miały swoją wolna od nadzoru przestrzeń.

    OdpowiedzUsuń
  23. Hahaha, pamiętam to, Nasz Rycerz tez tak krzyczał, nie mówił a krzyczał po powrocie do domu :) Ale to normalne, przekrzyczeć inne dzieciaki w sali i tak mu już zostawało po cłym dniu. Ale to minie kochana, głowa do góry. Na szczęście u nas jakię sdziwne zwroty, czy przekleństwa nie zostały podchwycone, może to dzięki temu, ze trafiły nam się równie fajne dzieciaki w przedszkolu, a moze dlatego, ze nasze przedszkole jest super, a moze dlatego, że na początku płakał, nie chciał rozstawać się w szatni - była malutki, miał niespełna 2,7 latek, a my nie mieliśmy wyboru, bo sytuacja nas zmusiła, aby do przedszkola poszedł.. - i przez to zajmował swój umysł czymś innym, a potem już jak się oswoił, to już przedszkole i dzieci w nim, nie były dla niego jakąś "nowością" i nie chłonął wszystkiego jak gąbka. Chodzimy siłą rzeczy do prywatnego przedszkola już trzeci rok i napewno do tego samego poślę kiedyś naszą Księżniczkę, która do przedszkola jeszcze nie uczęszcza, a już chłonie, papuguje i naśladuje wszystko po starszym bracie ;) Tak to już jest, zgodne z rozwojem, nie bój Sroczko, dobrze będzie. To z czasem minie i wzystko wróci do normy :)
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  24. Wiesz ja mam podobnie z Alą w żłobku. Zdaje sobie sprawę, że dzieci są różne, ale niektóre rzeczy mnie dobijają. Moja dwulatka zaczyna na mnie krzyczeć, wrzeszczy wręcz jak się czegoś domaga, nie dając mi nawet sekundy na reakcję.

    OdpowiedzUsuń
  25. Mój pięciolatek dostał się do grupy, w której częściowo skład został "odświeżony" i przy "okazji" sam się zmienił: teksty w rodzaju "nudzę się", "nie lubisz mnie", "nie słucham cię!", machanie ręką w rodzaju uderzenia, "papugowanie", obrażanie się. Nie poznaję go poniekąd. I nie wiem jak na to reagować bo nie miałam z tym do czynienia... a chcę synkowi pomóc (i sobie ;P) przez ten... hmmm... etap? po prostu przejść. I nagle on tyle wie o lego.go i monster.high...

    OdpowiedzUsuń
  26. Dziewczyny, czytam i oczywiście odnajduję w waszych opisach swojego cztero-i-półletniego przedszkolaka - "machanie ręką, nie lubię cię, idź sobie bal bla bla". Ale jakoś nie widzę "winy" przedszkola, tzn. żeby było jasne, tak przynosi różne rzeczy głupie i irytujące nawyki, słowa typu: "dupa, kupa, śmierdzący miś", od których szlag mnie trafia, ale też wiem, że jak mi się w domu wymsknie coś to potrafi powtórzyć. A przedszkole, kontakt z rówieśnikami, różnymi dziećmi to naturalny etap, naturalne doświadczenia. Widzę też że zupełnie inaczej zachowuje się w domu, a inaczej w grupie rówieśniczej, a jeszcze inaczej (chyba najgorzej) w grupie rówieśniczej, kiedy jestem jeszcze ja. Takie etapy rozwoju - papugowanie, naśladowanie, popisywanie się...tak samo jak te dobre- samodzielność, bogata wyobraźnia, ciekawe wypowiadanie się, samodzielne myślenie i formułowanie wniosków. Skoro wszystkie mamy podobne doświadczenia, to zgodnie z moją intuicją jest to raczej naturalne i przejściowe. A nie zapominajmy ile dobrego przynosi przedszkole! Zapraszam na swoje pole: http://housemanagingdirector.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  27. My długo wybieraliśmy przedszkole. Córka, która ma obecnie trzy lata chodzi tam od miesiąca. Zauważamy na razie same pozytywy poza faktem seplenienia, które pewnie chwyciła od młodszego dziecka lub naśladuje angielski gdyż przedszkole jest dwujęzyczne i do dzieci Panie mówią po angielsku. Reszta czynności wręcz wychodzi jej lepiej. Zaczęła sama sie ubierać i rozbierać, pic wodę ( o którą były u nas awantury), je sama coraz lepiej tak, ze nawet zupę z kluskami zjada sama i okolice stołu są czyste. Uważam, że nieoceniona wartością przedszkola est socjalizacja, ktora trzymając dzieci w domu trudno przeprowadzić i nastąpi ona w szkole. Najważniejsze to wybrac świadomie przedszkole.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz
Jeżeli podajesz skład kosmetyku podaj jego nazwę i producenta
Analizuję TYLKO kosmetyki dla kobiet w ciąży i dzieci
Zanim zadasz pytanie sprawdź czy ktoś już o to nie pytał, używaj również wyszukiwarki blogowej.

TOP