wtorek, grudnia 03, 2013

Easy like Sunday morning*



W piątek było istne szaleństwo. Pobudka, przyszykowanie się na wielką wyprawę do Mikołaja i do dzieci jak to określił mój syn. Dzięki Agnieszce z Adaś plus nas dwoje dotarliśmy na miejsce i spotkaliśmy się z innymi blogującymi mamami i ich pociechami.
Było cudnie, Michalisko spotkało pierwszy raz mikołaja, dostało prezent. Byliśmy w Zatorze w Parku Mikołaja - no ale szczegółowa relacje jeszcze będzie.

Padnięci dosłownie wróciliśmy do domu prawie już wieczorową porą.

W sobotę wypadał mój dyżur na poranne wstawanie :) - zawsze w takie poranki sobie śpiewam "godzina szósta minut piętnaście " :) bo właśnie o tej porze mamy pobudkę.

Jeszcze człek próbuje przyciąć komara na kanapie, czasem się udaje choć częściej nie niż tak, ale spróbować zawsze warto.

Dumny Ojciec wstał śniadanie w nie spokoju skonsumował ja wyrwałam się na miasto w poszukiwaniu ostatnich prezentów mikołajkowych. Zanim zdążyłam wrócić do domu zjawiła się u nas babcia i porwała wnuka na noc. Hurraaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!

Wróciłam do domu w którym dziecka już nie było i coś mnie zakuło, żal taki że go nie ma - no psychiczna jestem, tak wiem. Miejsca sobie w domu znaleźć nie mogłam - no psychiczna jestem , tak wiem. Czym zająć się musiałam, żeby mózga zresetować.

Włączyłam serial, zaczęłam od "Dracula" - no rozczarowana jestem, bieda Panie tego, a tyle sobie obiecywałam zwłaszcza, że paluszki w tym maczali również twórcy Downton Abbey. Cóż rady nie ma szukam czegoś innego.

Złapałam szydełko, włączyłam "Synów Anarchii" i ... dalej myślałam co tez robi moje dziecko - tak wiem psychiczna jestem :)

No i tak dotrwałam do późnego popołudnia. Wtedy to Dumny Ojciec przypomniał sobie, że chyba jest głodny, a chwilę potem okazało się, że ja też. Gotować mi się nie chciało i cóż wtedy przypomniałam sobie, że miałam sprawdzić co to Foodpanda.pl * :). Do kompa zasiadłam i zaczęłam wybierać co bym zjadła, a wybierać jest w czym (nawet nie wiedziałam, że w moim mieście tyle i takie jadło zamówić można). 

Jedzenie zamówiłam, zapłaciłam,  przyjechało. Zjedliśmy wszystko na raz i legliśmy sobie na kanapie.
A potem przyszedł wieczór, a potem noc, a potem to już ranek i pojechaliśmy zobaczyć jak miewa się nasz syn :)

* Wpis powstał przy współpracy z Foodpanda.pl - dzięki, że nie musiałam gotować :)

4 komentarze:

  1. Ja jak zostawiam syna pod opieką babci to też zawsze myślę co u niego ;) Teraz jedna nocka mnie tak bardzo nie rusza jak kiedyś, ale kilka dni jak gdzieś wyjedziemy to już tak. I im dalej jestem tym bardziej tęsknie.

    OdpowiedzUsuń
  2. całkiem subtelnie to wplotłaś ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz
Jeżeli podajesz skład kosmetyku podaj jego nazwę i producenta
Analizuję TYLKO kosmetyki dla kobiet w ciąży i dzieci
Zanim zadasz pytanie sprawdź czy ktoś już o to nie pytał, używaj również wyszukiwarki blogowej.

TOP