środa, lutego 15, 2012

Ciągły skok rozwojowy


Długo się zbierałam do napisania tego posta. Tak jakby wypowiedzenie czegoś na głos stawało się "ciałem". Może jest to też lęk, przed samą sobą, że chyba nie podołałam wyzwaniu macierzyńskiemu w takim stopniu jak to sobie zaplanowałam.



Ciągłe złe humory, płacze i niespanie po nocach Małego Rycerza notorycznie tłumaczymy sobie skokiem rozwojowym, zębami i innymi cudami. Jednak skok rozwojowy przoduje w wyjaśnieniach, tak jakbyśmy nie mogli się pogodzić z faktem, że dziecko nasze nie jest "takie jakbyśmy chcieli". Mały Rycerz dla nas jest zawsze w skoku rozwojom, albo go zaczyna, albo jest w jego samym środku i co ciekawe końca tego skoku nie widać.

Takie kurczowe trzymanie się tych skoków chyba pozwala nam mieć nadzieję, że to się wkrótce (nie kiedyś, nie za rok, nie po skończeniu iluś tam miesięcy, ale wkrótce) się skończy. Że może to dziś będzie ta noc kiedy nie będzie się miało ochoty zamknąć za sobą drzwi z drugiej strony i pójść gdzie oczy poniosą.

Niestety to też uzmysławia mi, że nie do końca akceptuję swoje dziecko takim jakim jest. Nie chcę dopuścić do siebie myśli, że nie jest ideałem, że jest po prostu marudą, a nie wiecznie śmiejącym się różowym bobasem.

Czy przez to jestem gorszą matką?, czy akceptacja całkowita dziecka jest potrzebna do tego, żeby było ono szczęśliwe?, nie wiem pewnie czas pokaże.

Jednak ta wiara, że moje dziecko nie jest marudą i wiecznym płaczkiem powoduje, że chce mi się wstać rano z łóżka, nosić go godzinami kiedy płacze i wyje, wstawać o trzeciej nad ranem i przenosić go do naszego łóżka.

13 komentarzy:

  1. Jesteś silna podziwiam, wiadomo, że każdy ma swój charakterek i na pewno nie jest Twoją winą nawet jeśli dziecko jest faktycznie marudne. Życzę serdecznie aby wszystko się szczęśliwie unormowało:)

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak, może Mały Rycerz ma po prostu taki charakter???
    Moja Hania też nie należy do śmiejących się różowych bobasów, nie jest marudą ale mam wrażenie, że jest taka... poważna. Śmieje się, jasne, ale większość czasu ma taką własnie poważną minęz bardzo poważnym spojrzeniem. Nie głupoty jej w głowie, widać ;)
    Hehe, grunt to zaakceptować stan faktyczny.

    OdpowiedzUsuń
  3. myślę, że samo uzmysłowienie sobie tego, że dziecko ma taki a nie inny charakter to już jest ogromne COŚ. Bo można w miarę szybko zareagować gdy zaczyna się wkurzać, można się starać ustawić sobie jakoś własne funkcjonowanie żeby nie zwariować i chyba wtedy jest się bardziej cierpliwym.

    OdpowiedzUsuń
  4. ja też miałam pisać jeden z postów o kryzysie jaki mnie dopadł w związku z tym, że od dawna już nie pracuję...zawsze lubiłam pracować i od czasów studiów praca była dla mnie ważna. podsumowując zwolnienie lekarskie w czasie ciąży i pół roku Małego to dużo i po początkowej euforii zaczynam się zastanawiać co by było gdybym jednak poszła do pracy... też potrzebuję oddechu, ludzi, rozmów z dorosłymi ludźmi itd... kocham Małego nad życie, ale mama też musi pomyśleć o sobie - dla zdrowia ! Człowiek się nasłucha jakie to inne dzieci cudowne, aniołki, zdolne i sprawne. Patrzmy na siebie i na swoje dzieci i niech rosną na swoją miarę i w zgodzie ze swoim charakterem. Być może Mały Rycerz jest wrażliwy na wszelkie bodźce ? Zanalizuj czy przypadkiem Ty lub Duży Rycerz podobnie reagujecie, tj. budzi Was szmer, oddziaływuje pogoda, wnerwia Was za dużo bodźców lub zbyt mało ? Zwykle mówi się, że dzieci są podobne do Rodziców, ale dorośli umieją sobie radzić już w świecie, napiją się kawy i nie będą śpiący itd... Układ nerwowy Małego Człowiek każe płakać i nic więcej.
    Przeczytaj pierwszy akapit i potem ostatni. Podołałaś właśnie i podołasz !
    PS przepraszam za śmiałość w napisaniu rzeczy oczywistych w tym komentarzu.

    OdpowiedzUsuń
  5. No moja mała niestety też należy do tych dzieci z ciągłym skokiem rozwojowy. I podobnie jak wy każdego dnia mam nadzieję, że to właśnie dziś skok owy się skończy. Ale chyba niedługo przyjdzie spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że moje dziecko ma po prostu taki marudno-uparty charakterek. Boję się tylko co będzie jak wrócę do pracy a babcia sobie nie poradzi z charakterkiem wnusi. Bo ja już się chyba powoli przyzwyczajam...

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja myślę, że to nie kwestia braku akceptacji, tylko zwyczajnego zmęczenia... sama po ciągle nieprzespanych nocach miałabym to i owo do powiedzenia na temat Luśkowego charakterku - im mocniejszy nocny wycisk, albo dzienne marudzenie, tym bliższa jestem twierdzeniu, że ona po prostu TAKA jest. Ale zastanawiam się, co by o mnie powiedzieli, gdyby moim jedynym sposobem komunikacji ze światem był płacz... myślę że nie przodowałabym w sondażach popularności :) Głowa do góry, to na pewno ten skok rozwojowy!

    OdpowiedzUsuń
  7. My sobie z kolei tłumaczymy wycie kolką, która często faktycznie jest ale nie sądzę, żeby naprawdę pojawiała się 3x dziennie. Wychodzi na to, że bobasy tak mają, że wyją, bywa, że bez wyraźnego powodu. Chyba trzeba przetrwać czego Tobie i sobie bardzo życzę. Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyswoiłam jeden najważniejszy fakt odnośnie płaczu i marudzenia mojego Dziecka. Ono jest jak radar. Gdy ona robi się marudna, nie może spać w nocy to albo coś jej dolega albo coś dolega mnie. Jeśli jestem zmęczona w nerwach i sfrustrowana muszę sięgać po pakiet antykryzysowy i działać! Gdy ja się normuje - normuje się Dziecko. Moje nie jest aniołem z resztą nie wiem czy takie Dzieci istnieją, bo ja takich nie spotkałam :) Przestałam też sprawdzać kiedy są skoki rozwojowe, bo już dawno przestałam w nie wierzyć :P widzę postępy i tyle :)

    Jesteś dzielna i wytrwała pozwól sobie pomóc i zrób coś dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój syn kiedy był noworodkiem płakał cały czas. Kiedy czytałam o noworodkach śpiących 20 godzin na dobę dostawałam cholery. Nie ogarniałam. Okazało się że miałam bardzo mało pokarmu i mały był cały czas praktycznie głodny. Nie jestem w stanie teraz opisać ile złych myśli przebiegało mi przez głowę. Nasze spokojne dotąd mieszkanko wypełniało ciągłe wycie i wrzask, miałam poczucie że zniszczyliśmy życie sobie i temu biednemu dziecku, nie potrafiłam go zaakceptować i nie kochałam go. Byłam przemęczona i sfrustrowana, ze łzami w oczach wspominałam szczęśliwe czasy kiedy żyliśmy beztrosko i bezdzietnie. Po 8 tygodniach odpuściłam karmienie piersią które stało się udręką i przeszłam na mm. Zostawiłam dziecko z dziadkami i wyjechałam z mężem na kilka dni, wyspalismy się, odpoczęliśmy cudownie, pobyliśmy sam na sam. Po powrocie wszystko zaczęło wychodzić na prostą. Dziecko na mm się uspokoiło, skończyły się płacze, kiedy mały skończył bodajże 14 tygodni zaczął przesypiać 10-12 godzin w nocy. W tej chwili jest naprawdę pogodnym i bezproblemowym bobasem prawie półrocznym. A ja odzyskałam swoje życie. Wróciłam do pracy (pracuję w domu), mam czas na przyjemności, co drugi weekend wychodzimy z mężem do kina i na tenisa. Chcę Ci tylko powiedzieć że doskonale wiem co czujesz, znam te uczucia, te myśli, to poczucie bezsilności. To minie. Prędzej czy później. Szczęście wróci :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. ach. trudny temat. jesteśmy ludźmi, a nasze dzieci to nasze lustra. Często do końca siebie nie akceptujemy i myślę, że dzieci bezwarunkowo też nie sposób zaakceptować. Każdy z nas projektuje na malucha swoje oczekiwania, wyobrażenia idealne, obawy. Więc nie miej do siebie żalu. Domyślam się tylko jak może być Ci ciężko i życzę Ci z całego serca, aby w końcu było lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  11. właśnie dlatego cieszyłam się, że istnieje termin skok rozwojowy i jest w miarę cykliczny :) kiedy już sił nie było, a dziecię wyło - myśl, że to przejściowe ratowała życie. a skoro taka myśl pomaga, czy można sobie robić wyrzuty? ważne, że ostatecznie zaciśnie się zęby, ponosi, przyniesie do łóżka :) z moich doświadczeń wiem, że trudnych (ze względu na zwykłe fizyczne zmęczenie) chwil jest z czasem coraz mniej :) choć może po prostu poznaje się lepiej swoje dziecko i robi się łatwiej? :) pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  12. Przeżywałam to samo - w którymś momencie dotarło do mnie, że albo zaakceptuję Elkę, albo ... (no właśnie nie wiem co ;)... coś na pewno). Udało się - po roku :D. Wiem co czujesz.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja też wiecznie próbowałam sobie tłumaczyć: skok rozwojowy, zęby, kolki itd Ale moje dziecko po prostu takie jest. I albo je akceptuję, albo z góry jestem skazana na przegraną. W akceptacji pomogły mi informacje na temat High Need Babies, do poczytania tu:
    http://www.askdrsears.com/topics/fussy-baby/high-need-baby/12-features-high-need-baby
    i u mnie: http://zwyczajna-ambiguity.blogspot.com/2011/07/mam-inne-dziecko.html

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz
Jeżeli podajesz skład kosmetyku podaj jego nazwę i producenta
Analizuję TYLKO kosmetyki dla kobiet w ciąży i dzieci
Zanim zadasz pytanie sprawdź czy ktoś już o to nie pytał, używaj również wyszukiwarki blogowej.

TOP