Rozczarowania 2020

Żeby już zakończyć temat 2020 roku. Mało rozczarowań, choć ...

1. Suche szampony Ecocera

Hit internetów, niestety dla mnie totalna porażka. Może gdybym nie miała do czynienia z podobnym produktem, a mowa tu o Secrets De Provence, Organiczny Suchy Szampon (pisałam o nim TUTAJ) to te szampony może nie trafiły by do rozczarowań. Być może za wysoko postawiłam im poprzeczkę, ale jak dla mnie nie umywają się do wspomnianego powyżej szamponu. Kupiłam wersję do włosów przetłuszczających się, włosów łamliwych i kruchych i  push up. Żaden się u mnie nie sprawdził. Szampon do tłustych włosów niemiłosiernie plątał włosy i wysuszał je na wiór, no ale on do tłustych włosów, więc wybaczyłam. Szampon do kruchych i łamliwych nie robił nic. No nie, przepraszam kłamię, odświeżał na jakąś godzinę, potem klapa. Push up, podobnie jak ten do włosów łamliwych odświeżał na bardzo krótko, dłużej jednak niż wersja do włosów kruchych. Pompka dozująca też nie bardzo mi pasowała, robiła obłok, który z daleka był zbyt delikatny, a z bliska niestety mnie dusił. Bardzooo żałuję, że się nie sprawdziły. 

 

2. Moonish Natural Star Cluster Korektor

 

Kiedy robiłam zestawienie podkładów z fajnym  składem o TUTAJ, trafiłam na markę Moonish Natural. Przejrzałam internet i okazało się, że to nie jest bardzo nowa marka i trochę opinii o niej jest. Korektor nie był hitem, ale miały całkiem niezłe opinie, brałam też poprawkę na to, że to korektory o tzw. naturalnych składach więc osoby korzystające z drogeryjnych wynalazków mogą nie być zadowolone. 

To korektor, który ma jak piszą na stronie "idealnie nadaje się do zakrywania cieni pod oczami", właśnie czegoś takiego szukam. Opinia, że to kremowy, wręcz tłusty korektor przemówiła do mnie.  Wydawało mi się, że na przesuszoną skórę pod oczami nada się bardzo dobrze. No i trochę ten korektor skojarzył mi się z produktem marki pixie cosmetics i ich naturalnym korektorem pod oczy. Niestety. Ten korektor jest w zasadzie woskowy, twardy i bardzo ciężki. Bardzo trudno nałożyć go cieńszą warstwą, co znakujące mimo takiej dziwnej tłustości jest to produkt dający koszmarnie suche wykończenie. Dodatkowo u mnie ten produkt warzy się w okolicach pod okiem i po krótkim czasie mam łaty/placki jak zwała tak zwał.  Miałam w planach wypróbować podkład tej marki, ale teraz to raczej zrezygnuję.  


3. Sylveco, Sylveco, Pomadka miętowa z peelingiem.

 

O kurka. Pierwszy błąd to to, że wybrałam wersję miętową. Nie, przepraszam kłamię, wybrałam taką wersję bo tylko ona była w sklepie i to na promocji. Powiedziałam sobie, OK dam radę, jakoś przeżyję, a wszyscy zachwalają ten peeling. No ja nie wiem czy mój egzemplarz był felerny, czy wszystkie tak mają, ale cząstek peelingujacych w zasadzie nie było, więc o peelingu nie mogło być mowy. Był za to nieprzyjemny, coś jakby woskowy osad na ustach, totalnie nie do zniesienia.  Myślałam nawet, że może kiedy pomadka zastygała to drobinki peelingujące poleciały na dno, więc pomadkę obcięłam/skróciłam. I tak skracałam i skracałam, a cząstek jak na lekarstwo. Jeżeli to taki delikatny peelingi, to przepraszam, ale to nie moja bajka. 

 

4.Martina Gebhardt, Fluid brązujący 

 

Plan był taki, że po zakochaniu się w kremie pod oczy i kremie do twarzy zakocham się we fluidzie. Miałam nadzieję, będzie do nich podobny. Łudziłam, że będę sobie mogła go dodawać do kremu na dzień i lekko wyrównywać koloryt. Nie, nie i jeszcze raz nie. To bardzo lekki kosmetyk, w koszmarnym kolorze i osadzający się nierówna warstwą na skórze. Wygląda się po nim jak łaciata krowa. Tu plama, tam plama w dodatku w kolorze pomarańczy. Użyty solo mimo, że bardzo lekki, sprawia, że moja skóry się poci. Tam gdzie pojawiają się kropelki potu tam kolor znika, czy też przesuwa się w suche miejsce lub włazi w pory. Podkreśla każdą nierówność, zagłębienie, por. Niestety jeden wielki dramat u mnie. 


5.Action, Maska na oczy ogórkowa 

 

Przepraszam nie wiem kto jest procentem tych masek, wiem tylko, że jest ona do kupienia w action, a dostałam ją od znajomej. Moja cudna koleżanka ucieszyła się, że odkryła maskę pod oczy w fajniej cenie o nie najgorszym składzie.  Jeszcze bardziej cieszył ją fakt, że ja tej maski nie znałam, a ona trafiła gdzieś w sieci bardzo dobre opinie o niej, znaczy masce :). Cena jak za całkiem nie najgorszy skład to 4,44zł za 4 komplety - czyli 1,11 zł za jeden zabieg, no bardzo fajnie. Niestety maska to masakra. Piekła mnie żywym ogniem, nie od razu, po jakiejś minucie. Tak zaogniła mi okolicę pod oczami, że nie mogłam się dotknąć. Na szczęście wszystko przeszło po godzinie. Płatki są na średniej jakości fizelinie, rozciąga się ona strasznie i to przy wyciąganiu z opakowania. Z nasączeniem płynem, też nie jest różowo. Oczywiście te "techniczne" braki usprawiedliwia cena, tyle tylko, że moim zdaniem i tych 4 zł szkoda na takie coś. 


Jakie są Wasze rozczarowania ubiegłego roku?

1 komentarz:

  1. Nnie wiem czemu tak jest, ale mam takie same odczucia po pomadce z Sylveco. Rokitnikową uwielbiam, jest genialna, a mietowa jest zupełnie nieudana

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz
Jeżeli podajesz skład kosmetyku podaj jego nazwę i producenta
Analizuję TYLKO kosmetyki dla kobiet w ciąży i dzieci
Zanim zadasz pytanie sprawdź czy ktoś już o to nie pytał, używaj również wyszukiwarki blogowej.

Whatsapp Button works on Mobile Device only

Start typing and press Enter to search