8 czerwca 2022

Cudowności od Amilie

Kilka miesięcy temu zgłosiła się do mnie marka Amilie z pytaniem, czy nie chciałabym przetestować ich produktów. Nie ukrywam, że współpraca wydawała mi się bardzo ciekawa, bo kocham minerały, a od dłuższego czasu bardzo kusił mnie ich podkład jojoba. Poprosiłam więc o przysłanie mi kilku produktów.

 

Używałam sobie tych minerałów dobrych kilka miesięcy, a dziś przychodzę z podsumowaniem. 

 

Zacznijmy od początku, czyli od podkładu. 

 

Amilie, Podkład Jojoba


Jak pisałam, bardzo interesowała mnie ten podkład, nie znam marki z podkładami mineralnymi, która miałaby coś podobnego w swojej ofercie. Po opisie na stronie można sądzić, że podkład ma raczej średnie krycie, skoro jest przeznaczony do cer dojrzałych, to nie powinien podkreślać struktury skóry i powinien być lekko rozświetlający.

Podkład w zależności od tego na jak przygotowaną skórę go nakładacie i jakim pędzlem to robicie, daje trochę inne wykończenie i trochę inny efekt. 

1. Skóra z samą pielęgnacją/filtrami niezmatowiona.

  • Nakładany płaskim pędzlem typu Flap Top daje spore krycie, lekko podkreśla strukturę skóry, daje satynowo-rozświetlone wykończenie. Jeżeli długo wpracowujecie podkład w skórę, może ściemnieć.
  • Nakładany pędzlem typu Kabuki daje odrobinę mniejsze krycie, mniej podkreśla strukturę skóry, także daje satyonowo-rozświetlone wykończenie. 

2. Skóra z pielęgnacją/filtrami wcześniej delikatnie zmatowiona.

  • Nakładany płaskim pędzlem typu Flap Top daje średnie krycie, praktycznie nie podkreśla struktury skóry i daje satynowe wykończenie. Trwałość takiego makijażu jest trochę mniejsza niż kiedy nakładany jest na niezmatowioną skórę. 
  • Nakładany pędzlem typu Kabuki, daje średnie krycie, nie podkreśla struktury skóry, daje bardzo naturalne wykończenie, lekko satynowe. I w tym wypadku podkład rozkłada się najrówniej. W tym przypadku mamy "najnaturalniejszy" efekt na skórze. 
Podkład po całym dniu użytkowania nie wysusza mi skóry, nie ściąga jej, nie ładuje się w załamania skóry i zmarszczki, nie ciastkuje się, bardzo fajnie współpracuje i z pielęgnacją i z filtrami. Jest zupełnie niewyczulany na skórze. Daje bardzo ładny naturalny efekt, to jego satynowo-rozświetające wykończenie sprawia, że skóra wygląda "zdrowo". Jestem pod wrażeniem tego podkładu. Przyznaję, że od kiedy go mam, rzadko sięgam po inne marki.

Amilie, Angel Dust


Nie spodziewałam się wielkiej miłości z tym pudrem. Od kiedy mam cerę normalną nie specjalnie lubię się z kosmetykami kolorowymi matującymi. Tu jednak mamy niespodziankę. Puder nałożony cienką warstwą matuje bardzo ładną, gładką powierzchnią. Skóra nie jest płasko matowa, lekko ociera się o satynę. Ten puder pięknie wygląda na filtrach, nie ciastkuje się na nich, daje za to optyczne wygładzenie.  Skora w dotyku jest bardzo jedwabista. 

Podkład mineralny czy kremowy także ładnie matuje, bardzo naturalnie. Mat na filtrach bardzo tłustych utrzymuje się kilka godzin. 


Ja stosuje ten puder do matowienie filtrów pod podkłady mineralne, taka trochę baza i w tej roli sprawdza się u mnie znakomicie. Nakładam go wówczas naprawdę odrobinę i na lekko zmatowią skórę, nakładam podkład mineralny. 

No i ten puder cudownie wygląda na filtrze barwionym Senelle.

Jestem z tego pudru bardzo zadowolona.

Amilie, Róż rozświetlający


Od jakiegoś czasu szukałam róży do policzków w wersji rozświetlającej. Chciałam coś idącego w satynę z lekkim połyskiem. No i tu właśnie to znalazłam. Mam dwa odcienie Bubble Gum i Little Smile. Na pierwszy rzut oka są one do siebie podobne, ale różnice widać wyraźnie przy nakładaniu. Bubble Gum jest takim dziewczęcym różem, a Litte Smile jest różem z brązowym podtonem, jest lekko zgaszony, nawet trochę bardziej przypomina czerwień niż róż.

 

Oba te produkty dają lekko błyszczące wykończenie, dla mnie to taka "mocniejsza" satyna. Wygląda to bardzo ładnie. Bardziej błyszczący jest moim zdaniem Bubble Gum i nie ukrywam, to on jest moim ulubieńcem.

 

Róże są dobrze napigmentowane i radziłabym je nakładać lekką ręką. Jeżeli zaczniemy je bardziej wpracowywać w skórę, to robią się ciemniejsze i znika błysk. Nakładane ową lekką ręką bardzo ładnie transferują się na skórę, taką przyjemną chmurką. Wykończenie ich jest dość naturalne, a do tego pięknie połyskują na policzku.  

 

Ehhh.... są boskie.

Amilile, Cienie Mineralne


Dostałam cztery cienie mineralne Sunday Brunch, Cookie Sheet, Espresso i First Date.

 
Ja nie do końca lubię się z sypkimi formułami cieni. Zazwyczaj nabieram ich za dużo, a potem męczę się, żeby je ładnie rozetrzeć. Tu cienie, a raczej ich natężenie kolorystyczne jest dla mnie bardzo dobrze wyważone. Nie mam wrażenia, że nakładam czysty pigment i że jak tylko dotknę powieki to mam wielką plamę koloru. Rozcierają się bardzo fajne, dają przysłowiową "chmurkę" w kilka ruchów, bardzo fajnie się ze sobą łączą, czy to maty, czy satyny, czy błyski.  
Ładnie wyglądają na powiece, nie są suche, satyny są satynami, a nie perłami, błysk jest błyskiem, a mat matem. Cienie nie wysuszają skóry powiek i nie ściągają jej w pod koniec dnia.

Bardzo fajnie utrzymują się na powiekach, pod koniec dnia tylko trochę tracą na intensywności.
 
W zasadzie mogę napisać jedno i to pewnie będzie mówiło wiele, będę kupować następne cienie od Amilie. 
 
 
Przyznam, że nie spodziewałam się aż tak dobry efektów testowania tej kolorówki.  
 

Mam jeszcze dla Was kod zniżkowy gdybyście chciały/chcieli wypróbować któreś z tych fajności to na stronie www.amilie.pl po użyciu kodu: SROKA10 dostaniecie -10% do końca tego roku 😍

tak

tak

1 komentarz:

Dziękuję za komentarz
Jeżeli podajesz skład kosmetyku podaj jego nazwę i producenta
Analizuję TYLKO kosmetyki dla kobiet w ciąży i dzieci
Zanim zadasz pytanie sprawdź czy ktoś już o to nie pytał, używaj również wyszukiwarki blogowej.

Przycisk Whatsapp działa tylko na urządzeniach mobilnych

Wpisz słowo i wciśnij enter, żeby wyszukać