piątek, kwietnia 14, 2017

Jak twarz ratowałam

W kilku postach wspominałam o tym, jak po masażach twarzy musiałam ratować paszczę. Wiele osób dopytywało o jakie masaże chodzi, o co chodzi itp..

Nikt nie wie jak to się stało, ale któregoś pięknego dnia obudziłam się z porażeniem twarzy. Połowa twarzy opadła i tak zostało. Neurolog, TK, sterydy, zastrzyki, rehabilitacja i te sprawy. W ten oto sposób trafiłam na masaż twarzy.

Zgodnie z powiedzeniem "Jak Bóg chce ukarać, to rozum odbiera"stało się i tak u mnie.

Pierwsze szaleństwo jakie popełniłam to, to kiedy okazało się, że na masaż mogę iść już, zaraz teraz natychmiast, poszłam jak w dym. Nie przygotowana i nie uzbrojona. Skutkiem wariactwa była masaż na bazie oliwki bambino. Ogarnęła mnie lekka zgroza gdy tylko pomyślałam sobie jak też moje biedne pory będą wsysać te oleje mineralne, ale co było robić.
Dnia drugiego uzbrojona we własny olej przybyłam i tak chodziłam przez kolejne dwa tygodnie niosąc ze sobą już własny olej i ciesząc się efektami masażu.
Obudziwszy się  dnia pewnego, po chyba dwóch tygodniach regularnych masaży poczułam, że chyba "boli mnie twarz". Zerknęłam w lustro, a tam ... pękata, opryszczona i czerwona na maksa paszcza. Tak oto z własnej nieprzymuszonej głupoty zrujnowałam sobie cerę, którą w zasadzie wciąż doprowadzam do porządku.
Jakie podstawowe błędy zrobiłam?
1. Brak nawilżenia twarzy przed masażami - gdybym spryskiwała twarz wodą termalną przed każdym masażem, byłoby inaczej. Na szczęście uczę się na błędach ;) , kolejna seria zabiegów przeszła bez problemu.
2. Nie zmieniałam oleju. Regularnie codziennie wcierany był olej perilla. Skóra musiała mieć w końcu dość.
3. Zapominanie o zmywaniu twarzy zaraz jak przyszłam do domu. Coś wypadło, dziecię coś chciało, trzeba było coś zrobić.

Przegrzebałam półki w poszukiwaniu kosmetyków, które pomogą mi złagodzić stan zapalny i uspokoić cerę - coś co będzie najprostszą i podstawową pielęgnacją. Przypomniałam sobie o serii Santaverde którą jakiś czas temu dostałam, a która leżała sobie zapomniana.

Pierwsze w ruch poszły tonik i żel aloesowy

Skład toniku: Składniki Sok z Aloe Vera*, woda różana*, alkohol*, wyciąg z kory wierzby, kwas lewulinowy, sól sodowa kwasu lewulinowego, gliceryna, siarczan srebra.

Skład żelu: Sok z Aloe Vera*, alkohol*, betaina roślinna, mleczan sodu, wyciąg z czarnego bzu*, olej z wiesiołka*, olej ze słodkich migdałów*, wyciąg z lawendy*, kwas hialuronowy, guma ksantanowa, masło z mango, mech irlandzki, witamina E, olej słonecznikowy, witamina C palmitat, roślinny fitynian sodu, glukoza, roślinne estry gliceryny i kwasów tłuszczowych, roślinny kwas lewulinowy, siarczan srebra, olejki eteryczne.

Jak widzicie oba te produkty są na alkoholu, ale ich podstawą jest sok z aloesu, a nie woda. W toniku mamy dodatkowo wyciąg z kory wierzby będący między innymi źródłem kwasu salicylowego. Ten produkt nie stonowałam jak maski właśnie ze względu na zawartość alkoholu. Spryskiwałam nim twarz i od razu nakładałam żel. Na to leciał krem w wersji medium czyli półtłusty.

Skład: Sok z Aloe Vera*, olej ze słodkich migdałów*, alkohol*, olej z awokado*, rośl.estry kwasów tłuszczowych, wyciąg z jabłek*, masło shea*, rośl.estry gliceryny i kwasów tłuszczowych, olej kokosowy*, emulgator roślinny, skwalan, guma ksantanowa, masło kakaowe*, kwas oktadekanowy, emulgator cukrowy, gliceryna, kwas hialuronowy, rośl.estry aminokwasów, wit. E, olej słonecznikowy*, wit. C palmitat, rośl. fitynian sodu, rośl.kwas lewulinowy, rośl. kwas anyżowy, wodorotlenek sodu, siarczan srebra, olejki eteryczne.

Krem świetnie współpracuje z tonikiem i żelem, nie obciążył i nie podrażnił już i tak skatowanej cery. Dodatkowo, całkiem nieźle radził sobie z niskimi temperaturami (rzecz działa się zimą).
Te trzy produkty sprawdziły się i sprawdzą się znakomicie  jako podstawowa pielęgnacja. Są to produkty które idealnie nadają się na bazę do naszych dodatków. Czyli jeżeli macie swój ukochany olej możecie go spokojnie zmieszać z tym kremem.
Przez około trzy tygodnie stosowałam tylko te produkty i nic więcej. Kiedy skóra odpoczęła zaczęłam powoli wprowadzać jeszcze ich Extra rich beauty elixir.
Głównie dlatego, że skład to bardzo neutralne i nieinwazyjne oleje.

Skład: Olej z pestek moreli*, olej ze słodkich migdałów*, olej sezamowy*, olej z wiesiołka*, olej z dzikiej róży*, olej z marakui, olejek z pomarańczy**, olejek z bergamotki**, olejek geraniowy**, olejek kamforowy**, olejek z drzewa herbacianego**, wit. E, nat. zapach wanilii.

Idealnie nadaje się jako "pierwszy raz z olejami". No i daje widoczne efekty. Elixir stosowałam dwa razy w tygodniu na noc. Nie obciążył mojej skóry, bardzo dobrze ją odżywił  i  dawała uczucie miękkości i gładkości.

Jeżeli szukacie podstawowej, nieudziwnione pielęgnacji  takiej, która pozwala na dokładanie produktów, na eksperymentowanie to warto zwrócić uwagę na tą markę.

Strona producenta TUTAJ

Ufff... oto i cała historia. Cera prawie doprowadzona do normalności.

9 komentarzy:

  1. mój dziadek też miał porażenie twarzy. mocne 80+ od razu uzbroiłam go w olej migdałowy na masaże. po kilku miesiącach zabiegów dziadek wyglądał jak chodząca reklama medycyny estetycznej, a to tylko masaże. co więcej - efekt utrzymuje się, chociaż od ostatniego masażu twarzy to już ze 2 lata minęły, a lat mu nie ubywa.
    nauka - oleje są ekstra, a masaże jeszcze lepsze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze zrozumiałam? Trzeba zmywać twarz po olejowaniu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, źle zrozumiałaś. Nikt nie używa oleju codziennie przez trzy tygodnie, a raczej nikt nie powinien jeżeli nie musi

      Usuń
  3. olej kokosowy na twarz zapycha - jest komedogenny. Jeżeli o mnie chodzi, to unikam kosmetyków z tym olejem i z gliceryną

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wyobraź sobie, że mimo, że mam tendencje do zapychania i olej kokosowy czysty zawsze robi mi kuku w tym przypadku nic się takiego nie stało. Jeżeli Ciebie zapycha to nikt nie każe Ci kupować tych kosmetyków :)

      Usuń
  4. Srokao moja kochana :) tyle razy Twój blog ratował mnie z opresji, mogłabyś pomoc mi tym razem osobiście ?
    Jestem w ciąży i używam pudru maybelline dream matte mousse, bielenda krem nawilżający niebieski i tuszu maybelline żółtego. Czy one mają bardzo straszny skład ? Ten krem nawilżający - tylko on mi pasuje, ale jest anti age podobno, to bardzo zle ? Szperalam dzisiaj na necie i zaczęłam się bardzo martwić :( kAsia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem czy mają straszny skład, nie znam składów :(

      Usuń
  5. Sroko, a mogłabyś strzelić jakiegoś krótkiego posta o tych masażach twarzy? (tzn. co to w ogóle jest, jak działa i jak szukać dobrego miejsca na takie zabiegi?) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czuję się na tyle kompetentna, zeby pisać takie posty. O takich leczniczych masażach powinien się wypowiedzieć rehabilitant

      Usuń

Dziękuję za komentarz
Jeżeli podajesz skład kosmetyku podaj jego nazwę i producenta
Analizuję TYLKO kosmetyki dla kobiet w ciąży i dzieci
Zanim zadasz pytanie sprawdź czy ktoś już o to nie pytał, używaj również wyszukiwarki blogowej.

TOP