wtorek, kwietnia 08, 2014

Co się mówi?



Pamiętacie ten zwrot z dzieciństwa? Jak tylko spotykało się jakiegoś znajomego swojego rodzica, zanim jeszcze zdążyło się buzię otworzyć leciało w naszą stronę "no co się mówi?" Między innymi z tego powodu nie znoszę tego zwrotu choć tkwi on we mnie bardzo, bardzo głęboko i często sam ciśnie mi się na usta.
To naskakiwanie tym "no co się mówi?" wywoływało we mnie bunt. Jakoś od razu stawiało mnie w pozycji osoby, która nie wie, nie chce, nie umie sama bez "podpowiedzi" przywitać się często z obcą osobą.
No nie ze wszystkim ludźmi na ulicy się witamy.  To, że rodzic zna jakąś osobę nie znaczy, że dla dziecka nie jest to osoba obca zwłaszcza, że może ją widzieć pierwszy raz na oczy.

Nienawidzę tego zwrotu. Za kazdym razem kiedy słyszę dzień dobry w stosunku do mojej osoby po uprzednim "no co się mówi?" jestem święcie przekonana, że to zwyczajnie nieszczere. Co jeśli dziecko mnie nie lubi, co jeśli podpadłam mu w czymś. Dlaczego miałoby mi życzyć dobrego dania?  Często rodzice kompletnie pomijają prezentację. Jakby to dziecko nie było ważne. Zamiast powiedzieć "synku to jest moja koleżka" leci "no co się mówi?" wrrrr......

Staram się Michałowi przedstawiać znane mi osoby właśnie po to żeby wiedział dlaczego powinien się z nimi przywitać. Staram się nie stawiać go w sytuacji "pod murem" z hasłem "co się mówi?!" bo mnie samej ciśnie się na usta "a gówno!". Odczekuję chwile i kiedy dziecię nie szykuje się do powitania mówię mu "wiesz trzeba się przywitać, znamy tą osobę i będzie jej miło kiedy usłyszy dzień dobry". Jednak nie chcę do niczego zmuszać mojego dziecka. Na kurtuazyjne i często nieszczere mówienie dzień dobry jeszcze przyjdzie czas.
źródło zdjęcia: internet

18 komentarzy:

  1. Mądrą jesteś Kobietą :-) Uczę się sporo od Ciebie, często stawiam za przykład, bo choć czuję podobnie jak Ty, to nie potrafię tego przekazać :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Od 2-letniego dziecka nie wymagam by mówiło "dzień dobry" komukolwiek, ale już od 4 letniego syna (jak w końcu zaczął mówić) o tym swego czasu przypominałam. Bez przesady, mówienie "dzień dobry" czy "do widzenia" nie trudzi, a jest oznaką kultury i dobrego wychowania. Pań na kasie w Biedronce też nie znam, a dzień dobry jak towar podjeżdża do kasy mówię jako pierwsza. Uważam, że dziecku pewne zasady trzeba wpoić przez przypominanie, raz, drugi, trzeci, a potem samo zaskoczy i będzie wiedziało jak się zachować a potem to już tylko wystarczy je pochwalić, że o tym pamiętało i młode rośnie w dumę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Matko jak ja nie nawiedziłam tego 'co się mówi', a szczególnie, że nieraz, jak napisałaś, nie zdążyło się buzi otworzyć, a tu już to przywołujące do pionu "no co się mówi?". Pamiętam to okropne uczucie zażenowania, nawet jako małe dziecko, bo często sama z siebie miałam intencje przywitania się albo o zgrozo przywitałam się, a mimo tego odruchowe "co się mówi" wyskakiwało z ust mojej rodzicielki :) Po jakimś czasie faktycznie jedyne co cisnęło się na usta to "gówno".

    OdpowiedzUsuń
  4. mój akurat jest niesamowicie kulturalny, aż sama się dziwię i dziękuję i do widzenia i przepraszam
    że on się tego ode mnie nauczył? szok :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam tę kwestię rozwiązaną, bo Marta się z nikim nie wita, tylko żegna, nie wiem o co jej chodzi ;) Ale dobrze, że przypomniałaś, bo to się wydaje takie naturalne, że jak mama spotyka ciocię Anię to dziecko musi mówić Dzień Dobry.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmmm tez nie lubie zwrotu "Co sie mowi?", dlatego staram sie go nie uzywac. Szczegolnie, ze nie wystepuje w jez ang ;) Jednak w UK kladziony jest szczegolny nacisk na tzw. "dobre maniery". Gdy ktos mowi czesc, jak sie masz, do widzenia, trzeba po prostu odpowiedziec, bo mozesz kogos nieopatrznie obrazic, zrobic przykrosc. Z automatu juz how do you do trzeba mowic i tyle. Czy sie ma dobry humor czy nie. I to tego nawyku trzeba dziecko nauczyc, tak jak uczy sie np nie rzucania jedzeniem wokol.
    Ja sama musialam sie wiele w tej kwestii nauczyc, tej "otwartosci", usmiechania sie czestszego, zwyklej uprzejmosci i wdziecznosci. Nie uwazam etykiety za cos zlego. Zmusza nas niejako do myslenia wbrew pozorom i wysilku, zwazania na drugiego i jego uczucia. To mile, ze ktos nawet automatycznie zapyta jak sie czuje, czy nie trzeba mi pomoc, przewaznie ze szczeroscia. Nawet jak mam zly humor, to w takich sytuacjach mi sie poprawia :) Czlowiek nie czuje sie "niewidzialny", bardziej czuje sie czescia spoleczenstwa...Nie obraz sie, ale trzeba uwazac, zeby nie pomylic asertywnosci z bezczelnoscia. Od odpowiedzenia dziendobry jeszcze chyba nikomu nic nie ubylo ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam sie z Tobą ze takie wymuszane powitania nie maja sensu. Oczekujemy od naszych pociech witania sie czesto z obcymi dla nich osobami a w domu wałkujemy ze z obcymi rozmawiac nie wolno. Dla dziecka obcy to obcy! Mozna nauczyc dziecko dobrych manier bez terroru. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. A Ja często to powtarzam swojemu Starszakowi bo jeśli Jego koleżanki z przedszkola krzyczą z drugiego korytarza: "Cześć Olek" a On stoi jak słup soli to mi po prostu jest wstyd i złość mnie ogarnia, że nie jest wstanie Im odpowiedzieć głupiego "cześć". Ja wiem, nie wszystkie lubi, nie zawsze Mu się chce, ma zły humor czy się zagapi albo że jest jeszcze taki malutki (jak mawia Jego babcia - moja mama) ale ja po to jestem Jego Matką aby Mu przypominać, że to On powinien pierwszy witać się chociażby z dziewczynkami czy starszymi, odpowiadać na powitania czy pytania, żegnać się (tak jak to robią dorośli ludzie bo kiedyś i On też będzie dorosły). Dlatego czasem tłumaczę, czasem proszę a czasem po prostu mówię "Co się mówi?"

    Pozdrawiam
    maua78 (asia)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tez uważam, ze przywitanie sie, pożegnanie jest kwestia kultury i nie mierzi. Jeśli osoba towarzysząca mi (mąż, dziecko, rodzic) spotyka znajoma osobę na ulicy i sie z nią wita, to ja odruchowo tez mowię jej dzień dobry, a nie stoję jak ten przysłowiowy kołek

    OdpowiedzUsuń
  10. Hahaha ja tak ostatnio do Kacpra wycedziłam i po chwili pożałowałam, bo mi skwitował że NIC i poszedł. Od razu przypomniałam sobie znajoma której nie znosiłam, a ona moja koleżankę a swoją córkę zawsze katowała tym " co sie mówi". Nawet jak Aga chciała się przywitać to ta wiecznie była pierwsza i ten jej skrzeczący głos. Jak sobie to przypomniałam to od razu pożałowałam swoich słów:-p

    Nie zmienia to faktu, że nie przemawiają do mnie argumenty, że dziecko może kogoś nie lubić i przejść koło kogoś jak ostatni mruk. Otóż od dzień dobry korona jeszcze nikomu nie spadła, nawet jeśli danej osoby nie lubimy. Ja wychodzę z tego założenia i to samo tłumaczę małemu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Oczywiście, że "dzień dobry" to raczej pozdrowienie i kultura,a nie jakaś głębsza intencja. Jak się przeprowadziliśmy z mężem to raziło mnie, że dzieci i młodzież,z którymi mijałam się każdego dnia, nie potrafią wykrzesać z siebie pozdrowienia. Ja uczę w przedszkolu i przekazałam dzieciom, że jak wchodzimy na plac zabaw to witamy się z opiekunami mówiąc "dzień dobry" i z dziećmi mówiąc "cześć", weszło im w krew a jakie było przyjemne zdziwienie owych opiekunów, którzy potem przychodzili i z nami się witali, dla mnie to naturalne, bo widzieliśmy się prawie codziennie. Tak samo z panią, która sprzątała na osiedlu koło przedszkola, albo z sąsiadami. To sprawiło, że budowała się bardzo przyjemna atmosfera i nikt z okien nie krzyczał, że hałasujemy czy z innymi pretensjami,a wręcz przeciwnie, dostawaliśmy kwiaty i inne prezenty, bo ludzie polubili nas a dzieci ludzi. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie znoszę tego hasełka!!! Plus jeszcze zrób pani papa....i kilku innych;]

    OdpowiedzUsuń
  13. Tu masz rację, ale patrząc na starsze dzieci (ok 9-10 lat) mam na myśli córkę sąsiadków z którymi mamy bliski kontakt byłam dzisiaj bardzo rozczarowana. Wróciłam z pracy i szłam akurat do domu, owa mała sąsiadka do drugiej sąsiadki w jej wieku i czekam, czekam, aż nie słyszę "cześć", więc sama odzywam się i mówię "cześć" ta patrzy na mnie obrażona, obraca się i pod nosem mruczy "dzień dobry". Mieszkam na wsi i zostałam wychowana tak, że jak idę na spacer to wszystkim sąsiadom, których nawet tylko z widzenia znam mówię "dzień dobry" i uśmiecham się, nawet jeśli za nimi nie przepadam. Tak zostałam wychowana i dobrze się z tym czuję, że mam szacunek do innych ludzi i cieszę się, że komuś mogę powiedzieć miłe słowo i uśmiechnąć się. Chciałabym, żeby moje dziecko także miało taki szacunek, było podobnie wychowane. Nie rozumiem tylko czemu coraz więcej "dzieci" nie jest tak wychowanych jak ja. Wina rodziców, czasy się zmieniły, może wszyscy mają odmienne zdanie ode mnie, choć nie raz słyszę jak niektórzy skarżą się, że "szła ... i nawet dzień dobry nie powiedziała".

    OdpowiedzUsuń
  14. Nigdy nie slyszalam od rodzicow "co się mowi", bo nauczyli mnie wcześniej w domu słów typu dzień dobry, dziękuję, przepraszam itd. i naprawdę nikt mi nie Musila nic przypominać. Kwestia wychowania i kultury. Poza tym dzieci chętnie naśladują rodzicow. Jeśli w domu nie je się nożem i widelcem i nie trzyma łokci na stole to niby skąd dzieko ma wiedzieć jak się zachować?

    OdpowiedzUsuń
  15. Upss, to ja się muszę chyba naprostować, bo "co się mówi" u nas gości, ale akurat nie w przypadku witania, ile w przypadku używania słowa "proszę" . Chyba muszę zmienić repertuar.

    OdpowiedzUsuń
  16. Zgadzam się ! Tak samo mnie wkurza kiedy słyszę: No powiedz jak masz na imię, a powiedz ile masz lat, no przedstaw się. Nosz k.... Wkurza mnie to niemiłosiernie :/

    Ale "no co się mówi" też używam, kiedy np. chłopcy coś dostają i mają powiedzieć dziękuję, albo proszę gdy coś dają :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo ciekawa uwaga :) Faktycznie to gdzieś wychodzi z człowieka automatycznie bo chyba tak byliśmy uczeni przez rodziców/dziadków za dzieciaka.
    Ja nie raz już byłam zaskoczona (o dziwo pozytywnie) kiedy wchodząc lub wychodząc z bloku mijające mnie dzieciaki, które mnie nie znają a ja ich nie znam i nie kojarzę (nie są to jakieś dzieci sąsiadów) same mówiły dzień dobry. Od razu myśl - kurcze co za wychowanie :)
    Ja pamiętam zawsze mówiłam dzień dobry jak byłam np. z mamą a ona w autobusie czy gdziekolwiek z kimś się witała więc skoro ona znała tę osobę to ja także mówiłam dzień dobry. Jakoś specjalnie nie trzeba było na mnie tego wymuszać. I do tej pory zazwyczaj jak z kimś jadę windą i ja wysiadam to mówię do widzenia chociaż nie znam ludzi (w końcu w bloku 10 pięter więc się nie zna ludzisków :) ) ale uważam, że to nie zaszkodzi :) A tym bardziej jeśli ktoś wcześniej np. przytrzymał mi drzwi aby ułatwić wejście z wózkiem.
    W końcu dzień dobry/do widzenia nic nas tak naprawdę nie kosztuje a w dzisiejszych coraz bardziej anonimowych czasach to miły gest.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz
Jeżeli podajesz skład kosmetyku podaj jego nazwę i producenta
Analizuję TYLKO kosmetyki dla kobiet w ciąży i dzieci
Zanim zadasz pytanie sprawdź czy ktoś już o to nie pytał, używaj również wyszukiwarki blogowej.

TOP