poniedziałek, lutego 17, 2014

Presja na matki - czyli nigdy nie mów nigdy


        Kiedy przeczytałam tekst u Agnieszki z Matulu Matulu o dokładnie TEN po raz n-ty zrozumiałam pod jaką presją żyją matki. Oczywiście jak to zwykle bywa najwięcej do myślenia dają komentarze. Presję dążenia do doskonałości nakręcamy sobie same (my jako matki) i cale społeczeństwo. 
Pozwalamy, żeby inni wywierali na nas presję, same ulegamy tej presji, same osądzamy innych pod wpływem tejże presji i co ważne same cierpimy przez tą presję. 

        Jeśli znacie mój blog to wiecie, że nigdy u mnie na blogu nie pojawił się np. znaczek STOP klapsom. Nie dlatego, żebym nie popierała tej akcji czy uważała ją za zbędą czy idiotyczną. Kieruję się jednak w życiu zasadą "nigdy nie mów nigdy".
Pod tekstem Agnieszki cała masa mam (kierowana w co wierzę jak najlepszymi intencjami) była ogromnie oburzona zachowaniem matki z postu i dawała rady co robić. 

        Wtedy przypomniała mi się scena ze sklepu, której byłam świadkiem (w moim komentarzu pod tekstem napisałam o tym). Scena wyglądała mniej więcej tak:
     
        Na galerii handlowej pojawia się roztrzęsiona matka i dwu-trzyletnie dziecko rozbawione na całego. Matka nie wytrzymuje, szarpie dzieckiem (dziecko nadal się śmieje), matka daje parę klapsów dziecku, dziecko na chwilę przestaje się śmiać, matka jeszcze pokrzykuje "czemu ty mi to zawsze robisz?", "czemu jesteś zawsze niegrzeczna kiedy coś trzeba zrobić?". Potem matka spocona i zziajana prawie wlecze na pobliską ławkę  dziecko zajęte oglądaniem wystawy z zabawkami, ono dopiero teraz zaczyna "płakać" 
Matka patrzy na nie i sama zaczyna płakać. Po chwili przytula dziecko i zaczyna mu coś mówić do ucha.

        Po pierwszym wrażeniu pt. "o ty głupia babo" poczułam jak bardzo bliska jest mi ta matka. Przypomniało mi się uczucie jak towarzyszyła mi osobiście kiedy dałam klapsa swojemu dziecku.

        Tak. Moje dziecko dostało ode mnie klapsa. Nie jestem z tego dumna, nie ma się czym chwalić, ba dla mnie to porażka. Nie ważne są okoliczności, kontekst, przyczyna czy mój osobisty stan ducha, bo nic z tych rzeczy klapsa moim zdaniem nie sprawiedliwa.
Po tym wydarzeniu nie mogłam spać chyba z tydzień, uważałam się za najgorszą matkę na świecie, za potwora który uderzył własne dziecko. 

        Zamiast skupić się na tym co dalej ja roztrząsałam porażkę, nie szukałam wniosków i odpowiedzi ja myślałam jak mogłam to zrobić i co ze mną jest nie tak. Sama się osądziłam, wydałam na siebie wyrok i obyłam karę.

        Perspektywa czasu daje wiele - na szczęście. Zrozumiałam wiele, przede wszystkim to, że poddawanie się presji bycia matką idealną prowadzi do jednej wielkiej frustracji, a frustracja prowadzi do agresji. Agresji wobec siebie i otoczenia.

        Nie znam matki, które nie miałaby sobie czegoś do zarzucenia, które nie czułaby, że źle zrobiła, która nie miałaby w sobie historii, która drąży ją nocami jak paskudny robak. 
Ten robak moi kochani to wasz wyidealizowany obraz was samych jako rodziców, który nigdy nie zostanie osiągnięty bo jesteśmy TYLKO i aż ludźmi.  

Nie oceniajmy, nie szafujmy pochopnie wyrokami.  Rozmawiajmy, pocieszajmy i wspierajmy.

źródło zdjęcia: internet

39 komentarzy:

  1. Sroczko, amen. Kocham cię za twój rozsądek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam tamten post i przepraszam bardzo, ale o jakim ocenianiu mówimy? Jakas baba odzywała się do własnego dziecka jak z rynsztoku, upokarzając go na ulicy (to co musi być w domu?). Dla mnie nic nie usprawiedliwia takiego zachowania! Też bywam zmęczona, wkurwiona do granic możliwości i w myślach mam przełożoną przez olano Córkę jak daję jej klapsa, ale ZAWSZE się powstrzymuję bo to i tak nic nie da a tylko skrzwdzę własne dziecko i wiem, ze potem tak jak piszesz miałabym starszne wyrzuty sumienia. Nie oceniam innych, to nie moja sprawa, też czasem widuję sceny w sklepie itd. i wiem, że i mnie na pewno nie jeden raz przytrafi, ale sama dla siebie mogę wyznaczyć granice i jasno postawić sprawę-klapsów nie daję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O powierzchownym ocenianiu sytuacji, o ocenianiu przez własny przyznam, które często jest wypaczony. Wypaczony dlatego, że wiele matek uważa się za lepsze bo czegoś nie zrobiły, za to mają na swoim "koncie" wiele innych równie mało ciekawych przygód.
      Nigdzie nie napisałam, że ta "baba" dobrze zrobiła, tylko komentarze i wyrzuty sumienia Agnieszki dały mi wiele do myślenia. Każdy jest inny, ma inne priorytety i jest inaczej wychowany.

      Usuń
    2. Zgadza się, nie można oceniać bo jak piszesz, jestesmy tylko ludźmi, wydaje mi się jednak że te kampanie są skierowane głównie do tych którzy uważają że klaps to coś normalnego, metoda wychowawcza. A takich ludzi jest wiele, widzę wśrod znajomych (o zgrozo często od kobiety które skończyly pedagogikę słyszę że klaps jest ok bo inaczej dziecko mi wejdzie na głowę). Ty dałaś tego klapsa (ja zresztą też raz, drugi raz jak miałam ochotę uderzyć dziecko to klepnęłam siebie w twarz) ale masz świadomość że to nic dobrego ale jest masa ludzi którzy tego nie rozumieją, jeżeli dzięki takim kampaniom chociaż jeden rodzic zrozumie że są inne wyjścia to juz będzie sukces.

      Usuń
  3. Święta prawda.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam tamten post i Twój. I zgadzam się z Tobą. Jak zwykle, zresztą. Nie można oceniać. Mi się nie raz zdarzyło się, że nerwy puściły w sklepie/na spacerze/u lekarza/w domu/na poczcie i wrzasnęłam/szarpnęłam/dałam po łapach/dałam klapsa bo dane zdarzenie było tak stresujące, że nie wytrzymałam. I to nie czyni ze mnie gorszej matki. Jestem tylko człowiekiem. I gdyby ktoś do mnie podszedł w takiej sytuacji i mi zwrócił uwagę gdy mam ciśnienie pod niebo chyba temu komuś bym przywaliła... A że mnie znasz dobrze, to wiesz jaka jestem - Ty wiesz i gdybyś mnie zobaczyła w takiej sytuacji to byś mnie pewnie przytuliła, poklepała po ramieniu i powiedziała, że dam radę, uszy do góry ale jakaś nadgorliwa baba nie ma pojęcia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, Ciebie trzeba "poklepać po ramieniu", a dziecku które ma niedojrzały umysł i może również nie umie sobie poradzić ze swoimi emocjami i dlatego się "źle zachowuje" dać klapsa?

      Usuń
    2. No ale nie rozmawiamy tu o dzieciach! Tu chodzi o matkę, o jej frustrację, o jej samopoczucie. Tu chodzi o MATKĘ. To, jak dziecko się zachowuje to kwestia wychowania rodziców - wiadomo. Ale chyba mało kto bierze pod uwagę dodatkowe czynniki odbijające się czasami bokiem na dziecku jak brak pieniędzy, zmartwienia rodzinne spowodowane np. chorą na raka matką, własne problemy z partnerem ect. Są czasem takie chwile, gdy wszystko naraz się kumuluje, a dzieci mają to do siebie, że potrafią świętego wyprowadzić z równowagi. I taka matka może wybuchnąć, pieprznąć drzwiami, rozbić kilka talerzy, potrząsnąć dzieckiem bo po raz milionstopięćdziesiąty dziecko pcha się do szuflady z nożami tudzież za wszelką cenę chce akurat najdroższą zabawkę w całym sklepie i nie zamierza się z nią rozstać. Przykładów takich sytuacji jest mnóstwo, a jeśli ktoś jest taką szczęśliwą matką, która nie ma problemów lub aż tak jej nie przygniatają to pozostaje tyko pogratulować.

      Usuń
    3. Wydaje mi się, ze co jak co, ale naszym zadaniem jest właśnie maksymalne ograniczenie odbijania dodatkowych czynników na dziecku. I zgadzam się ze słowami Anonima - bo rzeczywiście chodzi o to by stosować podwójne standardy? I żeby nie było - święta nie jestem, potrząsnąć się niestety przydarzyło - tkwi mi w głowie do teraz i traktuję jako mega porażkę. Ale to wina mojego nieopanowania a nie dziecka złego zachowania.

      Usuń
  5. Bo właśnie to ocenianie, krytykowanie wywiera ogromną presję, z którą nie każdy może sobie poradzić. Zostałam wychowana na klapsach, więc zakorzeniłam sobie głęboko, że w życiu nie uderzę Młodego.... i mam nadzieję, że mi się to nie przydarzy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja również, po prostu wolę nie zrobic nic niz uderzyć, w mojej głowie nie ma pojawia się nawet pomysł na taką reakcję z mojej strony. Jednak na pewno popełniam inne błędy, albo pozwalam na rzeczy, na które inne matki by nie pozwoliły. Bardzo zraniły mnie ostatnio słowa, że praca włożona w dziecko daje efekty widoczne np. W szybkim rozwoju mowy itp. , a u nas ten rozwój jest opóźniony akurat. Wyścig szczurów matek, potem dzieci, potem w szkole, mam tego dość naprawdę i unikam takich ludzi i miejsc, w których widzę, że ktoś leczy swoje kompleksy lub boleści w ten sposób.
      Dzisiaj mijałam na spacerze mamę, której dziecko miało bunt. Spojrzałam jej w oczy mrugajac solidarnie, żeby dodać jej siły na dalszy spacer i żeby czuła moje wsparcie a nie ocenę jej rodzicielstwa.
      Natomiast wracając do klapsów, nigdy nie przestanę mówić im stop, tak jak ktoś napisał wyżej, to jest dla tych, którzy nie widzą w tym nic złego, traktują to jako metodę wychowawcza.

      Usuń
    2. eveleo... ja mam dokładnie tak samo jak Ty. Wolę nic nie zrobić niż posunąć się za daleko, co wcale nie znaczy, ze nie potrafię się wkurzyć na własne dziecko. Ale to prawda, dążenie do ideału może prowadzić do frustracji. Chcąc być najlepszą matką na świecie, można przestać zauważać własne dziecko. Takim jakie ono jest. Matki mierzą się z różnymi problemami, które często są nieporównywalne ze sobą. Nie ma co oceniać, a nawet "dobrze radzić".

      Usuń
  6. A nie uważacie że to trochę nie fair? Litujecie się matek że są oceniane, a jak się czuje dziecko które dostaje lanie? Czy to nie jest ocenianie? Rodzic uznaje że zachowuje się nie po jego myśli czyt. źle no to klaps w dupę i po sprawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj uważnie i ze zrozumieniem tekst. Bo mam wrażenie, że wychodzisz z założenia że jak ktoś jest matką to nie ma uczuć i ma działać jak automat.

      Usuń
  7. Bardzo ładnie napisane -święte słowa i święta racja.Każdy z nas był dzieckiem i każdy ma jakieś wspomnienia lepsze, gorsze i każdy ma swoje przemyślenia. Czasami a chcę wierzyć, że zawsze klaps to już zupełna bezradność rodzica... nie popieram... i mam nadzieję, że uda mi się uniknąć BEZRADNOŚCI, jednak nie wiem jaką ja będę mama chociaż staram się być mama najlepszą na świecie...

    OdpowiedzUsuń
  8. przeczytałam uważnie, napisał również wyżej że sama dałam raz klapsa, mam jednak wrażenie że łatwo jest usprawiedliwiać siebie i inne matki, trudniej przychodzi usprawiedliwienie i zrozumienie dziecka które przecież też nie działa na zasadzie "jestem dzieckiem, działam jak automat tak żeby się rodzicowi podobało". I nie, nie jestem nawiedzoną matką która patrzy z pogardą na matkę szarpiącą czy dającą klapsy, też nie mówię że nigdy nie uderzę. Po prostu nie usprawiedliwiam się sama przed sobą, akurat zdanie obcych mi ludzi mało mnie odchodzi- bardziej własne sumienie. Ale już zamilknę, to Twój blog- nie forum i zapewne zaraz zostanę zjechana za inne zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja na razie jescze muszę meisiac poczekac na swoje malenstwo ale cały czas nastawiam sie ze bede sie starala jak najdluzej karmic piersia, bede sie starala nie dawac dziecku smoczka, bede sie starala nei spac w jednym lozku z dzieckiem, bede sie starala robic wszystko tak jak planuje a jak mi nie wyjdzie to trudno. Kazda matka jest inna, kazde dziecko jest inne, wszyscy jestesmy wyjatkowi i kazda sytuacja jest wyjatkowa wiec nei ma co oceniac i mowic ja w zyciu bym tego nei zrobila na jej/jego miejscu. Mozemy sie starac tylko, by jak najlepiej wychowac swoje dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hihih...Ja też zakładałam :) a potem przyszła rzeczywistość... mleka brak, smoczek sam sobie bierze, śpi co prawda w łóżeczku swoim, ale uwielbiam go przytulać w swoim, więc jak tylko jest cień podejrzenia, że go bolą dziąsełka, albo ma gorszą noc...bohatersko podejmuję się akcji "wezmę go do łóżka " :) oczywiście zupełnie bezinteresownie :D
      a tak poważnie...zakładam, że nie będę dawać klapsów i staram się to sobie wpajać...bo rozumowo wiem, że to nie rozwiązanie, ale jestem impulsywna, więc uczę się i uczę i uczę... a co będzie to zobaczymy...

      Usuń
  10. a prawda jest taka, że jesteśmy dla swoich dzieci matkami idealnymi. dlaczego? bo innych nie mają (komentarz nie obejmuje skrajnych przypadków znęcania się nad dziećmi)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja odróżniam klapsa od znęcania się nad dziećmi. Owszem najlepiej nie stosować klapsów, ale nawet na studiach mówią nam, że nie jesteśmy w stanie uniknąć w wychowaniu i opiece np. manipulacji, ponieważ musielibyśmy wychowywać dziecko ciągle w tych samych warunkach, tych samych stanach emocjonalnych, w tych samych sytuacjach, a tak się nie da. Emocje jednak nas otaczają. Nie krytykuje matek, którym zdarzyło się dać "klapsa' (podkreślam klapsa, nie znęcanie się), ale z drugiej strony dla mnie matki, które potrafią zachować zimną krew, mają dużo cierpliwości i im się nie zdarzyło, podziwiam (chyba, że dziecko rządzi rodzicem, a tu już nie jest ok).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozsądny głos, popieram. Klaps a znęcanie się to dwie odrębne sprawy. Nie uważam, że danie dziecku klapsa jest osobistą porażką (Jezu jakbym czytała wywiad z Muchą) i przegraną. Czasem nerwy puszczą, czasem tego wszystkiego nazbiera się za dużo i trach - stanie się. Ludzie ile razy w dzieciństwie dostałam od rodziców lanie i nie mam do nich pretensji ani urazu a byłam okropnym dzieckiem. Naprawdę trudnym. Myślę też, ze bardziej bolą słowa niż klapsy bo wyzwiska zapadają w pamięć i siedzą w nas latami.

      Usuń
  12. Uwielbiam taki głos rozsądku pośród szumu, krzyków i przeciążonych kanałów. Dzięki wielkie! :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Matka też człowiek. Ludzie jednak często oceniają tylko po tym co w danej chwili widzą.

    OdpowiedzUsuń
  14. a ja mam ten znaczek, bo lubię tę akcję i uważam, że jest rozsądnie prowadzona, nie mówi tylko "nie bij", ale daje też fajne rozwiązania na to, co zamiast klapsa. może ktoś u mnie się zainteresuje, kliknie, może zmieni zdanie? fajnie by było.
    nie biję, ale mam kupę rzeczy za uszami, mnóstwo chciałabym w swoim macierzyństwie zmienić i pracuję nad tym sumiennie. jednak już u siebie kiedyś pisałam, że jak kiedyś ocenienie kogoś, kto dał klapsa dziecku przychodziło mi łatwo, tak teraz nie oceniam. widzę, co wyprawia moje dziecko. u przeciętnego (tego z 70% Polaków, co popierają klapsy) jego zachowanie kwalifikowałoby się do przetrzepania skóry. a ja jakimś nadludzkim wysiłkiem jeszcze powstrzymuję swoją rękę i daję jakoś radę innymi sposobami, ale nie jest łatwo! ja po prostu rozumiem, że ludzie nie wytrzymują.
    i nie traktowałabym klapsa jako porażki. nie ma się co zbyt surowo oceniać. stało się i tyle. nie jest to idealny sposób reagowania na to, co robi dziecko, ale niczego, co się robi, nie powinno się rozpatrywac w kategorii porażki. tu raczej chodzi o kwestię decyzji, na zasadzie - czy to coś dało? czy czuję się z tym dobrze? nie - to zmieniam tę metodę na inną, która mi odpowiada ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. po przeczytaniu obu tekstów i analizie tego, co zdarzyło mi się widzieć oraz doświadczeniach własnych również apeluję o nieocenianie pochopne
    mam troje dzieci, czasem ma ich serdecznie dosyć, tak mówię o tym głośno i wciąż słyszę krytykę, że nie można tak mówić o własnych dzieciach, a o czyich mam mówić? obcy mnie nie obchodzą w tej chwili, to moje dziecko nie śpi 8 rok z rzędu, to moje dziecko wróciło znów o 5 rano z koncertu, a ja zastanawiałam się, czy nikt mu łba nie ukręcił, to moje dziecko po raz setny tego ranka znalazło sobie zabawę z grzebania w śmieciach lub wkładania palcy tak głęboko w gardło, że wymiotuje, nie ,to mnie nie frustruje, ale gdy takich "drobiazgów" nakumuluje się, do tego zwolnią cie z pracy lub nie masz za co opłacić rachunków, wydarzy się coś jeszcze nerwy mogą puścić, jak znajdą ujście? czasem krzykiem, czasem szlabanem, czasem groźbą, ,że w dupę dam ( tu akurat cała trójka wie, że na groźbach się kończy) jestem tylko człowiekiem, sceny bywają różne, widząc tylko urywek nie wiemy co TA matka ma w głowie, może to ten drobiazg przelał czarę goryczy, może to dzisiejszy dzień i 12 ostatnich nocy ją załamało, a może wie, że stać ją na jedzenia na najbliższe dwa dni, nie wie co dalej, a dziecko urządza scenę w sklepie z zabawkami...
    matka dziecka chorego, opóźnionego, kalekiego, nie wiem skąd czerpie siłę, żyje ze świadomością, że kiedyś jej zabraknie i nie będzie miał się kto dorosłym już dzieckiem zająć, zmaga się codziennie z kilkakrotnie większym trudem niż matka dziecka zdrowego, żyje w większym stresie, może właśnie ta rzucana jako przecinek kurwa jest jej odskocznią a może bezsilnością, tego nie wiemy
    i proszę nie podawajcie mi skrajnych przykładów przemocy słownej czy fizycznej, nad dziećmi, nad rodziną, czasem może zdarzyć się dzień, w którym każda z was będzie klęła, czy da klapsa z bezsilności, stresu, czy gdy zrozumie, że żadna metoda stosowana dotąd nie zadziałała, a pytanie,jak się w domu zachowuje skoro przy ludziach tak potrafi? nie powinno mieć miejsca, dlaczego? niektóre dzieci w domu są wręcz do rany przyłóż "głupieją" po wyjściu z domu (uprzedzę pytanie:znam takie przypadki, nawet sporo)
    nie dam nikomu rady jak przejść obok tego,jak to przyjąć, jak dać sobie radę z własnym dzieckiem, bo jeszcze tego nie odkryłam, ale wiem, że bezkrytyczna i ślepa miłość nie jest wcale taka dobra, bo dziecko mając całkowita aprobatę każdego swojego działania zaczyna to wykorzystywać, kolejnym błędem jest wtrącanie się osób postronnych (rodziców, teściów w postępowanie wnuków)gdyż każde dziecko jest mądre i potrafi dodać dwa do dwóch, często to potem wykorzystuje,mając prośby i tłumaczenia rodzica za nic
    dlatego na koniec apeluję ponownie, nie osądzajcie pojedynczego zdarzenia, nie znamy całej sytuacji rodziny,nie wiemy, jak jest naprawdę, oczywiście szczerze nawołuję do reagowania na sytuacje, gdzie widać poniżanie, czy złe traktowanie dziecka

    OdpowiedzUsuń
  16. sieet, ja nie wiem, dostawałam od rodziców klapsy, teraz nawet niewiele z tego pamiętam.. i ani nie jestem agresywna, kiedy jestem już taka "dorosła", ani nie mam szalonych myśli w głowie, a z rodzicami jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, więc nie wiem skąd teraz taka nagonka na klapsy - owszem, codziennie, co tydzien - za często. ale raz na czas jak przesadza, to mały klapsior chyba nie sprawi, że zostanie mordercą jak dorośnie..?

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja nie jestem idealną matką i wcale taką nie chcę być - bo to awykonalne. Chcę być Matką normalną, która ma też swoje emocje z którymi sobie nie radzi, Jestem tylko człowiekiem a nie robotem czy cyborgiem, A gdy jestem przed @ to lepiej mnie denerwować :D
    A jak byłam dzieckiem dostałam kilka razy klapsa i jakoś nie uważam, że mam z tego powodu traumę czy jakoś to źle wpłynęło na mnie jako dorosłą osobę czy matkę. Nie mam z tym problemu.

    OdpowiedzUsuń
  18. myślę, że zrozumienie przychodzi, gdy stajemy się matkami. nie mówię o zrozumieniu dla klapsów, tylko o zrozumieniu dla zniecierpliwienia, bezsilności i złości. nie znam matki, której by to nie dotyczyło. chodzi o to, by nie wyżywać się na dziecku, by nie na nim rozładowywać emocje. każda matka chyba wie, jakie to jest ciężkie zadanie. a poza tym, podziwiam Cię, za to że przyznałaś się do klapsa. bo prawda jest taka, że nikt nie jest idealny i każdy z nas popełnia błędy.

    OdpowiedzUsuń
  19. Temat nieco podobny lecz dotyczy karmienia piersią. Wszędzie trąbią jakie to ważne i najlepsze etc. każda o tym doskonale wie, podczas ciąży stara się zebrać jak najwięcej informacji żeby być "tą idealną" Przychodzi czas porodu "idealnego" i czas kiedy jesteś już na sali z dzieckiem, nie masz jeszcze pokarmu myślisz że przyjdzie na to czas następny dzień przychodzi nawał pokarmu, niby wiesz co masz robić ale nie robisz dajesz butlę bo na sali są jeszcze 3 mamuśki z doświadczeniem karmiące idealnie ciche nie płaczące dzieci więc ulegam presji i uciszam szybko dziecko butelką i kolejną i kolejną, w końcu prosisz o pomoc set razy niby Ci jej udzielają ale jesteś zła nie na siebie ale na dziecko bo źle łapie, bo nie potrafi ssać bo jest głodne zbyt często, potem jesteś zła na siebie że tak myślisz, że masz złe sutki, że nie potrafisz i jesteś bezradna, potem złościsz się na położne, które w sumie Cię i twoje karmienie piersią olewają, stwierdzasz że w domu dasz radę to ogarnąć bo dziecko jak będzie płakać to nikomu nie będzie przeszkadzać, ale niestety wizyty wizyty wizyty i sie złościsz na ludzi znów na siebie że nie potrafisz być asertywna, potem znów na dziecko bo źle ssie potem znów na siebie i tak w kółko macieju... No i końca nie widać bo chcesz karmić piersią ale pokarmu nie ma aż tak wiele bo skąd jak dziecko dostaje butlę jak już złapie pierś to krzyczy bo coś jest nie tak więc znów się złościsz na to "głupie" dziecko bo nie chce Ciebie i twojej zasranej piersi, następnie znów wyrzut sumienia dlaczego odważyłam się pomyśleć o swoim ukochanym dziecku głupie... Wszystkiego dopełniają zalewające informacje jak to pięknie jest karmić piersią jak wspaniale buduje to więź i jakie to jest najwspanialsze co możesz dać dziecku i już na początku drogi macierzyństwa nie dajesz tego najwazniejszego swojemu dziecku...

    OdpowiedzUsuń
  20. to zdjęcie jest bardzo wymowne. a u ciebie coraz ładniej! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to samo miałam powiedzieć :)

      ideałów nie ma,ale każdy moze być lepszym człowiekiem.Ja idealna nie jestem,ale pracuję nad sobą,staram się dać dzieciom wszystko co najlepsze,ale wiadomo kazdy ma gorsze dni i wpadki są.Ważne by uczyć się na własnych błędach i wyciągać wnioski.

      Usuń
  21. 100% racji. ideałów nie ma. są nurty i nurciki a w każdym z nich matka musi robić to i to i to i jeszcze to, żeby być nazwana tą dobrą. Jeśli się do tego nie stosuje to jest zła i te dobre zjedzą ją żywcem. dlatego ja nie uczestniczę w tych dyskusjach. wychowuje swoje dziecko po swojemu. według swojego sumienia i swojej wizji a reszta niech myśli co chce.

    OdpowiedzUsuń
  22. Dzięki za podlinkowanie :) Dopiero teraz się zorientowałam.

    Całkowicie zgadzam się z Tobą. Mnie na drugi dzień po całym zdarzeniu dopadło wiele wątpliwości, właśnie na skutek Twojego komentarza u mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz co dziękować, bo to ten twój wpis mi dał też do myślenia :D

      Usuń
  23. Wiecie co...to ja mam chyba wieeelkie szczescie ;-) jestem osoba z natury robiaca wszystko po swojemu czyli troche na przekor swiatu..zwa takie artyski hehe...i dziecko moje jest dzikie...tak..i pozwalam jej na to (mimo ze jest kochana i grzeczna tak naprawde). moje dziecko biega w poczekalni u lekarza (wizyta kontrolna bo nie choruje) na boso i spiewa i ja jej pozwalam..moje dziecko na poczcie lata w kolko mnie i tanczy a jak posadze ja obok na blacie to wyciaga dlugopisy i robi pisu pisiu na pustych blankietach...moje dziecko nie jest niegrzeczne...ono jest DZIECKIEM i skoro musze zabrac ja w miejsce nie dla dzieci to nie znaczy ze nagle ma sie stac dorosyl i stac sztywno w kolejce przez 30min. Uswiadomienie sobie tego fakty pozwala uniknac wielu frustracji zwiazanych z macierzynstwem ;-) PS jednoczesnie tlumacze spokojnie dziecku jak wyglada zycie doroslych i co wolno a co nie ale nie wsciekam sie jak nie poslucha sie od razu...do dwulatkow informacje docieraja z opoznieniem...ale docieraja...wierzcie mi...mam najkochansze dziecko na swiecie i chyba szczesliwe tez

    OdpowiedzUsuń
  24. Wiecie co...to ja mam chyba wieeelkie szczescie ;-) jestem osoba z natury robiaca wszystko po swojemu czyli troche na przekor swiatu..zwa takie artyski hehe...i dziecko moje jest dzikie...tak..i pozwalam jej na to (mimo ze jest kochana i grzeczna tak naprawde). moje dziecko biega w poczekalni u lekarza (wizyta kontrolna bo nie choruje) na boso i spiewa i ja jej pozwalam..moje dziecko na poczcie lata w kolko mnie i tanczy a jak posadze ja obok na blacie to wyciaga dlugopisy i robi pisu pisiu na pustych blankietach...moje dziecko nie jest niegrzeczne...ono jest DZIECKIEM i skoro musze zabrac ja w miejsce nie dla dzieci to nie znaczy ze nagle ma sie stac dorosyl i stac sztywno w kolejce przez 30min. Uswiadomienie sobie tego fakty pozwala uniknac wielu frustracji zwiazanych z macierzynstwem ;-) PS jednoczesnie tlumacze spokojnie dziecku jak wyglada zycie doroslych i co wolno a co nie ale nie wsciekam sie jak nie poslucha sie od razu...do dwulatkow informacje docieraja z opoznieniem...ale docieraja...wierzcie mi...mam najkochansze dziecko na swiecie i chyba szczesliwe tez

    OdpowiedzUsuń
  25. Rzeczywiście - najprościej ocenia się innych stojąc z boku. I, niestety, wszyscy (nie tylko matki) mają do tego tendencje. Czasami mam wrażenie, że ludzie się z tym rodzą i przez całe życie uczą jak nie oceniać. Oczywiście sami nie chcemy być oceniani - proste. Chociaż od niedawna jestem mamą (4 m-ce, córcia), już wiem, o czym piszesz. Czasem już jestem tak wymordowana (nieprzespane noce, nawał obowiązków, a do tego jakieś niepowodzenie na dokładkę), że wystarczy iskra, żeby spowodować wybuch. I mam ochotę co chwycić i rzucić o ścianę wtedy (oczywiście nie dziecko!). Muszę zacisnąć zęby i wziąć głęboki oddech, żeby nie podnieść głosu. Nie jestem impulsywna, ale czasem sama mam wyrzuty sumienia, że doprowadziłam się do takiego stanu. A przecież moja złość nie świadczy o tym, ze nie kocham swojego dziecka. Po prostu wszyscy jesteśmy ludźmi, matki też (dobrze, że piszesz o tej presji). W końcu żadna z nas nie jest cyborgiem (jeśli któraś potrafi, to niech napisze, co bierze :P).
    Myślę też, że niejednokrotnie trzeba stać się ofiarą takiej krzywdzącej oceny (która odbije się na życiu) aby zrozumieć i naprawdę przestać oceniać (ile razy nie chciałaś kogoś ocenić, a oceniłaś "w myślach", uprzedziłaś się do kogoś).

    Tyle ode mnie.
    Serdecznie pozdrawiam,
    Jagódkowa Mama

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz
Jeżeli podajesz skład kosmetyku podaj jego nazwę i producenta
Analizuję TYLKO kosmetyki dla kobiet w ciąży i dzieci
Zanim zadasz pytanie sprawdź czy ktoś już o to nie pytał, używaj również wyszukiwarki blogowej.

TOP