poniedziałek, listopada 11, 2013

Dlaczego ucieszyłam się, że nie będzie referendum
ws. 6-latków



Tak ucieszyłam się. Nie dlatego, że większość się oburzyła, ale z paru powodów.
Oczywiście najgłośniejsza jest sprawa owych 6-latków. Tylko czy ktoś czytał jakie miały być pozostałe pytania? Pewnie parę osób by się znalazło, cała reszta dowiedziałaby się o nich już podczas referendum.
1. Czy jesteś za zniesieniem obowiązku szkolnego sześciolatków?

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-szesciolatki-do-szkoly/aktualnosci/news-nie-bedzie-referendum-ws-6-latkow,nId,1055286?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

1. Czy jesteś za zniesieniem obowiązku szkolnego sześciolatków?

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-szesciolatki-do-szkoly/aktualnosci/news-nie-bedzie-referendum-ws-6-latkow,nId,1055286?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
1. Czy jesteś za zniesieniem obowiązku szkolnego sześciolatków?

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-szesciolatki-do-szkoly/aktualnosci/news-nie-bedzie-referendum-ws-6-latkow,nId,1055286?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
1. Czy jesteś za zniesieniem obowiązku szkolnego sześciolatków?
Co to oznacza w praktyce?Że to rodzice będą decydować co robić z dzieckiem. Niby fajnie bo przecież to my znamy nasze dzieci najlepiej, ale czy na pewno?
Ilu rodziców pośle dziecko do szkoły, bo musi pracować i nie ma z kim dziecka zostawić?
Ilu rodziców powodowanych własną ambicją pośle dzieci do szkoły?
Ilu rodzicom będzie to obojętnie kiedy to dziecko pójdzie do szkoły?
My myślimy tylko o grupie świadomych rodziców, a co z resztą?
Osobiście nie myślę nad tym co bym zrobiła, moje dziecko ma 2 lata. Więc nie mam jak stwierdzić co będzie za te 4 lata. Ilu jest ludzi (rodziców i nie rodziców) , których ten problem wcale nie dotyczy i dotyczyć nie będzie, a prawo głosu mieć będą.

2. Czy jesteś za zniesieniem obowiązku przedszkolnego pięciolatków?
No to teraz wyobraźcie sobie sytuację, że zniesienie obowiązku szkolnego nie przechodzi, ale przechodzi zniesienie obowiązku przedszkolnego. Idąc do szkoły do pierwszej klasy zaliczyłam zerówkę, a nie była obowiązkowa, części dzieci jej nie zaliczyła i .... Ja umiałam pisać i czytać (no dobrze nie do końca dzięki zerówce), ale wiele moich koleżanek i kolegów właśnie dzięki niej, większość dzieci niezerówkowych tego nie potrafiła. Musieli nadganiać, my musieliśmy trochę zwolnić. To nie jest wyrównywanie szans.

3. Czy jesteś za przywróceniem w liceach ogólnokształcących pełnego kursu historii oraz innych przedmiotów?
Co znaczy pełnego kursu innych przedmiotów?  Co oznaczają inne przedmioty?Nie mam znajomych z dzieckiem w liceum, nie wiem jak wygląda ich program. Nie wiem czego się uczą i jak się tego uczą. Więc w jaki sposób mogę o tym decydować? Kto będzie decydował jak będzie wyglądała "pełny kurs"?
Podkreślam, moje dziecko ma 2 lata, ta decyzja może zaważyć na jego przyszłości.

4. Czy jesteś za stopniowym powrotem do systemu: 8 lat szkoły podstawowej + 4 lata szkoły średniej?
Nie wiem , nie mam porównania. Ja byłam kształcona "po staremu". I owszem uważam, że to gówniany pomysł wprowadzenie gimnazjów, ale moje przekonanie o tym bierze się tylko z tego co słyszę w mediach.

5. Czy jesteś za ustawowym powstrzymaniem procesu likwidacji publicznych szkół i przedszkoli?
I tu znowu ponieważ obecnie problem mnie nie dotyczy nic na jego temat nie wiem. Nie wiem jakie szkoły likwidują, jakie przedszkola likwidują, nie wiem czemu je likwidują?
Mogę tylko sobie wyobrazić, że w większych miastach, ta szkoła do której nikt chodzi nie chce może zostać likwidowana - co oznaczałaby, że żeby przyciągnąć uczniów trzeba się postarać. Tylko nie wiem czy to tak wygląda.

Po tym co napisałam, weźcie jeszcze pod uwagę, że do referendum przystąpią również ludzie kompletnie nie zainteresowania tematem. Myślicie, że ma się to prawo udać? Owszem pytania są ważne, ale tyczą grup w moim odczuci nie powiązanych ze sobą.

Gdyby referendum obejmowało tylko jedno pytanie dotyczące obowiązku szkolnego 6-latków, byłabym za ręcami i nogami. W obecnym kształcie uważam, że pomysł był poroniony. Zwłaszcza, że pozostałe pytania zostały całkowicie przemilczanie. 

58 komentarzy:

  1. i mnie to ucieszyło, dlatego, że moja 4 latka wyrywa się do szkoły, już teraz nie sprawia jej kłopotu siedzenie przez godzinę i kolorowanie, z entuzjazmem wypełnia edukacyjne zeszyty z ćwiczeniami przez zabawę, jest bardzo głodna wiedzy, rozwoju. Oczywiście jest dzieckiem, więc jej głównym zajęciem jest zabawa, ale nie sądzę by przebywanie do 12 w zerówce od września odebrało jej dzieciństwo. Dlatego, że do tego czasu była w domu, jak chciała iść do przedszkola, to sobie szła na godziny, jak więcej to więcej, jak mniej, to mniej. Pchanie dziecka do żłobka budzi we mnie sprzeczne odczucia, choć nie ma reguły, jak nie choruje i fajnie mu z dziećmi, jest pogodne, mama w tym czasie odpocznie, potem z nową energią spędza czas z dzieckiem, to też nie musi być traumą. Nie demonizujmy tak wszystkiego, nie narzekajmy tak na wszystko. Jeśli dziecko naprawdę nie będzie sobie radzić, psycholog wystawi opinię, może też zostać w 1 klasie na kolejny rok. Czekam na sytuację, w której rodzice powiedzą, o jak nam fajnie w tej Polsce, rząd podjął zajebiste decyzje, ale chyba mentalność nam na to nie pozwala ;) Podpisuję się pod Twoim postem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam tylko zauważyć, że i ja i mój mąż jesteśmy rodzicami pracującymi. Pracujemy od godziny 7 rano (ja do godziny 15, mąż do 17) i nie wyobrażam sobie jak za niecały rok będzie wyglądał dzień z życia naszego obecnie 5 letniego synka. Wiem jak wyglądają podstawówki w moim mieście (dzieci mają zajęcia w najlepszym wypadku od godziny 8, w najgorszym od 11), sale są nieprzystosowane dla małych dzieci, które w większości muszą siedzieć kilka godzin w ławkach bez kącika do zabawy. Mniejsza o to...największy problem jest z godzinami pracy szkoły. W tej chwili mamy możliwość zaprowadzenia synka do przedszkola na godzinę 6.30 i odebrania go po godzinie 15. Synek jest cały czas pod stałą opieką, ma zabawki i mnóstwo kolegów. Skoro obydwoje z mężem pracujemy, a zajęcia w szkole trwają średnio 8 - 12 lub 11- 15 to mamy niestety 3 wyjścia: 1. 6-letni synek chodzi do szkoły sam przez zatłoczone ulice, wraca do domu i gotuje nam obiad. 2. Jedno z rodziców rezygnuje z pracy. 3. Wynajmujemy nianię, żeby zaprowadziła i przyprowadziła dziecko ze szkoły. Podsumowując, nie jestem całkowicie przeciw posyłaniu 6-latków do szkoły, ale uważam, że dopóki polskie podstawówki nie zostaną przystosowane do przyjęcia tak małych dzieci, rodzice powinni mieć wybór. P.S. Czy oglądałyście na TVN reportaż, w którym próbowali wmówić rodzicom, że polskie szkoły przystosowane są do przyjęcia 6-latków? W reportażu wykorzystali dwie reprezentacyjne szkoły z Warszawy. Uwierzcie, większość szkół w Polsce tak nie wygląda.

      Usuń
    2. Ale wiesz... skoro Twoja córka będzie gotowa do szkoły, to spoko - przecież zawsze byłą możliwość posłania dziecka rok wcześniej.

      A zostawienie dziecka drugi rok w tej samej klasie - niby spoko, ale myślałaś, co czuje takie dziecko? Niezależnie od naszych przekazów, może poczuć sie gorsze, bo inne dzieci poszły dalej, a ono zostaje... To też nie jest wyjście, które powinno być stosowane rutynowo. Chyba lepiej sprawdzić wcześniej, czy dany dzieciak ma sznse odnaleźć się w szkole.

      Usuń
    3. Za moich zasów, jal
      k chodziłam do podstawówki była świetlica i bardzo często siedziałam tam do 17, bawiłam się, miałam zajęcia i spędzałam czas z dziećmi czekając aż odbierze mnie któreś z Rodziców lub Dziadków. Nie wiem jak teraz jest ale wydaję mi się, że państwowe szkoły na pewno mają takie świetlice na ,,po lekcjach''.

      Usuń
  2. Racja. Pytania z dupy brzydko mówiąc. Gdyby było jedno i konkretne miałoby to więcej sensu. Poza tym masz rację, że decydować powinna grupa bezpośrednio zainteresowana a nie wszyscy. Nie wszystkich to dotyczy i nie wszyscy mają pogląd na ten temat a opinia dla samej opinii....Byłabym natomiast bardzo ostrożna w wypowiadaniu opinii jak powyżej czyli "Jeśli dziecko naprawdę nie będzie sobie radzić, psycholog wystawi opinię, może też zostać w 1 klasie na kolejny rok.". To nie jest takie o. Nie jest tak, że dziecko zostanie sobie na kolejny rok i jest fajnie. Jasne dla jednego będzie ok a dla drugiego to może być potężny cios w samoocenę, w wiarę w siebie itd.
    Mojej koleżanki syn poszedł do szkoły w wieku 6 lat ale był pod tym kątem w przedszkolu diagnozowany. Psycholog prowadziła obserwację i rozmowy z dziećmi, nauczycielki też. I dla mnie to jest ok. Jeśli rodzic wie, że dziecko da radę i do tego jest przeprowadzona ocena dziecka (brzydko to brzmi) pod kątem jego umiejętności i gotowości to myślę,że to jak najlepszy kierunek.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja się cieszę, że teraz nie muszę podejmować decyzji, bo skąd niby mam wiedzieć dzisiaj, czy moja 8 miesięczna córa będzie w stanie isc do szkoły jako 6latka?

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie orientuje sie jakie sa teraz zasady. Za 'moich' czasow szlo sie do zerowki w wieku 6 lat i w sumie moglo byc o rok wczesniej. Przywrocilabym na pewno szkoly podstawowe i licea (8+4) ze wzgledu na to, ze gimnazjum powtarza material z podstawowki, co jest strata czasu. Poza tym 13 latkom sie wydaje ze sa dorosli bo ida do gimnazjum. My mielismy ten sam syndrom, ale bylismy 2 lata starsi, wiec odrobine madrzejsi.
    Moje dzieci urodzily sie w UK i system tutaj pozwala 3latkom isc do przedszkola na 15 godzin tygodniowo - zwykle 3 godziny dziennie. 4 latki ida do zerowki, zaleznie od szkoly jest to 9-15. 5 latki to juz 1 klasa. System naboru maja troche inny, bo nie ida rocznikami tylko wlasnie po ukonczeniu 4 lat, czyli mojej kolezanki syn urodzony we wrzesniu 2009 pojdzie do szkoly we wrzesniu 2014 z moja corka urzodzona w sierpniu 2010.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a możesz napisać, jak liczne są grupy przedszkolne, "zerówkowe" i szkolne w UK?

      Usuń
    2. Mój prawie 5 letni bratanek poszedł właśnie do szkoły w UK i tyle, ile mogę napisać, to że szkołą to się tylko nazywa i jest obowiązkiem. Wszystko jest jak w przedszkolu, dywan, stoliki, niewiele zajęć edukacyjnych, głównie zabawa. Szkoła u nas wygląda zupełnie inaczej, wiem, bo uczę w klasach 1-3. Siedmioletnim dzieciom jest coraz gorzej z roku na rok wysiedzieć 45 minut w ławce. Kręcą się, wiercą, stukają, pukają, rozmawiają. 6 latek? Nie widzę tego bez zmian, umieszczenia dywanów w klasie, odseparowania budynku gimnazjum od podstawówki ( u nas gimnazjaliści przychodzą na lekcje do budynku 1-3!). Owszem, są dzieci dojrzałe, które się odnajdą, ale jest mnóstwo takich, które będą się czuły niesamowicie zagubione i po prostu nie będą sobie radziły. 6 latek 6 latkowi nierówny...

      Usuń
    3. Dokładnie, zgadzam się, że ta reforma przychodzi o wiele za wcześnie. Szkoły, nauczyciele, nie są przystosowane/ni. Moja córcia ma dopiero 2 lata i cieszę się, że mnie ten bałagan nie dotyczy. Zresztą nie przypominam sobie dopracowanej reformy edukacji... Jestem ostatnim rocznikiem 8+4 i byłam przygotowywana to do starej, to do nowej matury... Nikt nie wiedział co jest grane i było to bardzo frustrujące. A mieliśmy po naście lat, nie sześć.

      Sama poszłam do pierwszej klasy jeszcze zanim ukończyłam 6 lat, ale była to mała szkółka, ze wspaniałą nauczycielką, klasa liczyła 16 osób... Nie wyobrażam sobie sześcioletnich dzieci siedzących w niewygodnych ławkach wiele godzin, w ponad 30-osobowych klasach, a na korytarzu i boisku przebywać razem z 13-latkami.

      Zgadzam się natomiast, że pytania proponowane w referendum były zbyt chaotyczne i niedoprecyzowane. Tak, jak piszesz, Sroko, nie wiem czego teraz uczą w liceum. Nie wiem, co to są "inne przedmioty". Jestem za 8+4, ale skąd mam wiedzieć czy w razie zmian znów ktoś czegoś strasznie nie spartaczy.

      Usuń
  5. A ja jestem wkurzona. Te nasze reformy są zwykle zaczynane od dupy strony. Tu też - sześciolatki do szkoły spoko. Tylko podzielam zdanie, że szkoły nie są na te dzieciaki gotowe. Napisałam o tym u siebie, nie chce mi się powtarzać, bo generalnie mam ręce i nogi opadnięte.

    Resztę pytań znałam. Wg mnie nie są takie głupie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Też zdania nie mam, jako, że dopiero 2-latek u nas. Ale przyznam, że gdy słyszę argumenty przeciw (którymi bombarduje nas tv), typu: "5 latek przecież nie umie wycinać a program obejmuje wycinanki" to ręce mi opadają....Serio? Serio? Serio można być 5 lat z dzieckiem w domu i nigdy z nim nie wycinać??? Serio???
    W takim razie problem nie tkwi w systemie szkolnictwa a gdzie indziej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest kwestia tylko i wyłącznie tego, co wyniosło się z domu, takie umiejętności dzieci tak czy siak nabędą, ale ważniejsza jest kwestia dojrzałości szkolnej. Uczę 6 latki w przedszkolu, które nie wiedzą, jak ma na imię ich tata! O babciach już nie wspominam.. Podczas, gdy mój 2, 5 letni Syn wymieni z imienia i nazwiska całą familię i nie omieszka wymienić jeszcze pań z przedszkola. Gdy jednak wypchnie się do szkoły 6 latka, który nie dojrzał jeszcze, by odnaleźć się w grupie, w wielkiej szkole,usiąść w ławce na 5 godzin, może to nieść ze sobą poważne konsekwencje. Kilkoro rodziców w szkole, gdzie uczę, zdecydowało się dzieci puścić wcześniej do szkoły w tym roku, pomimo, iż z poradni miały opinię, że nie osiągnęły dojrzałości szkolnej. Dzieci te widocznie odstają od grupy, często płaczą, nie radzą sobie, są zagubione..

      Usuń
    2. Zezullo do mnie też te argumenty nie przemawiają. Podobnie jak "jak dziecko pójdzie do szkoły to rodzice będą musieli z nim siedzieć i pomagać w pracy domowej" no kurcze sorry, czy ktoś myśli, że jak dziecko idzie do szkoły do już uwagi rodzica nie wymaga?

      Usuń
    3. Karolino a mój 2,5 letni Syn jeszcze nie mówi dobrze, nie wymieni więc z imienia i z nazwiska nawet siebie. Ale to wcale nie znaczy, że nie poświęcam Mu czasu i nie wspieram Jego rozwoju.

      Sroczko a mnie przekonują argumenty, gdy słyszę rozmowę swojej szwagierki i Jej 5letniej córki:
      - Zuziu, teraz jesteś w zerówce a za rok, pójdziesz do szkoły...
      - Mamo do szkoły?? Ale Ja jestem jeszcze taka malutka...
      I uwierz mi, Rodzice nie są z tych co demonizują szkołę i mówią że to samo zło :)


      maua

      Usuń
    4. maua- ale jak będzie miał cztery czy pięć lat, zapewne będzie wiedział jak ma na imię babcia czy dziadek i będzie potrafił trzymać nożyczki. Dzieci rozwijają się w różnym tempie, ale jeśli sześciolatek na pytanie o imię taty odpowiada : "ojciec", więcej nie wie, to świadczy o rodzicach, o tym, że w domu się nie edukuje, a podstawowa edukacja powinna zacząć się właśnie w domu.

      Usuń
  7. Anonimowy, do Mamy pracującej do 15 - w przypadku gdy oboje rodziców pracuje, a trzeba rozwiązać opiekę nad dzieckiem /w większości szkół są nimi świetlice i obiady szkolne/, to nie powinien być argument dla wstrzymania reformy, bo rok wcześniej czy później i tak staniecie przed tym zadaniem. Co do dzieci, które nie dostaną promocji - jasne nie będzie to miłe, tylko że w życie wpisane są porażki. Mi się wydaje, że to my rodzice nie wierzymy w nasze dzieci, boimy się zmian, boimy się ich porażki, ale poczucie własnej wartości dziecka nie upadnie z dnia na dzień pod wpływem powtarzania klasy, jeśli dla nas rodziców nastawienie na sukces, świetne oceny, nie będzie priorytetem. Możemy potraktować szkołę, jako coś, co w życiu jest najważniejsze, a zła ocena największą porażką, ale nie musimy. Uzależnianie poczucia własnej wartości od okoliczności zewnętrznych to niebezpieczna ścieżka, tak dla nas, jak dla naszych dzieci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie twierdzę, że trzeba wstrzymać reformę, ale że szkoły nadal nie są do niej przystosowane. Zdaję sobie sprawę, że istnieje coś takiego jak świetlica (wiele razy odbierałam z niej bratanka) i szkolne obiady, ale czy naprawdę uważasz, że 6-letnie dziecko jest na tyle samodzielne, że można go zostawić na kilka godzin w szkole pełnej trzecio, pięcio czy szóstoklasistów i niestety jak to jest w naszym mieście również nieobliczalnych gimnazjalistów (niestety nadal łączą podstawówki z gimnazjami). Może jestem mamą, która za bardzo się przejmuje i boję się rzucić dziecko na głęboką wodę, ale na co dzień mam styczność ze szkołą (na szczęście pracuję w ponadgimnazjalnej) i wiem jak to wygląda w praktyce. P.S. Z polską edukacją będzie coraz gorzej, jeżeli nadal istotne decyzje będą podejmować osoby, którym się wydaje, że skoro skończyli szkołę to są na tyle kompetentni, żeby ją reformować.

      Usuń
    2. zaraz, zaraz... 6-latek nie jest samodzielny na tyle żeby zostawić go w szkole na kilka godzin pełnej 3-, 5- i 6-klasistów i gimnazjalistów, a 7-latek jest???Na prawdę uważasz, że w siódme urodziny Twojego dziecka dokona się jakaś wielka przemiana??

      Usuń
    3. Idąc takim tokiem myślenia najlepiej poślijmy 3 latków do szkoły i polikwidujmy wszystkie przedszkola. Dżizas...ludzie, to wpada w jakąś paranoję. Ja chcę mieć tylko możliwość wyboru, a znam moje dziecko i wiem, że rok życia w tak młodym wieku znaczy bardzo dużo. Idąc przykładem, rok temu moje dziecko nie umiało pisać, wiązać sznurowadeł i włączać komputera. Teraz, jako 5 latek radzi sobie z pisaniem, wiąże buty i sam obsługuje najprostsze programy w komputerze. Możliwe, że za rok będzie na tyle gotowy emocjonalnie, żeby pójść do szkoły, ale tego nie wiem na pewno. Dlatego jako rodzic chciałabym mieć wybór. A dopóki szkoły nie będą przystosowane do przyjęcia 6 latków - jestem na NIE.

      Usuń
    4. zaraz... zaraz... uważasz, nie ma różnicy miedzy sześciolatkiem a siedmiolatkiem? jeden rok to jest około 14% życia siedmiolatka, to tak mniej więcej jak różnica miedzy 17latkiem a 20latkiem

      Usuń
    5. A może zamiast zwyczajnie organizować kompanie na rzecz nie pójścia dzieci do szkoły w wieku 6 lat, lepiej wymyślić coś co zmusi rząd do dostosowania szkół dla maluchów.

      Usuń
    6. Sroczko a czy nie uważasz, że rząd wymyślając taką reformę ma obowiązek dostosować szkoły dla 6latków?
      maua

      Usuń
    7. I właśnie o to powinno w tym wszystkim chodzić!

      Usuń
    8. Maua, ale skoro rząd nie wywiązuje się z własnych obowiązków należy na niego jakoś wpłynąć. Takie referendum moim zdaniem to nie jest wywieranie presji i walka o polepszenie sytuacji.

      Usuń
    9. OK a jak Ty Sroczko wpłynęłabyś na rząd?
      maua

      Usuń
  8. Byłam i jetem za referendum. A przynajmniej za pytaniem 1. Mam 6letniego Syna i dziękuję Bogu, że mogłam zdecydować czy posłać Go do szkoły czy zostawić w przedszkolu. Tym bardziej, że Pani psycholog uznała że jest gotowy do szkoły a Pani pedagog, że w żadnym wypadku. Ja wiem, że są Dzieci, które osiągają dojrzałość szkolną wcześniej i nie jestem przeciwna aby Rodzice zadecydowali aby posłać Je do szkoły. Ale uważam, że powinni o tym decydować Rodzice a nie politycy. Mój Syn uczęszcza do przedszkola od 3 roku życia, wydaje mi się, że jest normalnym, fajnym chłopakiem aczkolwiek nie jest zupełnie gotowy do szkoły, przynajmniej nie teraz. Dla tak małego Dziecka rok różnicy to bardzo dużo.
    Niestety z moim 2latkiem nie będę już miała takiego wyboru a szkoda. Uważam, że My szliśmy do szkoły w 7 wieku lat i było OK. Nie rozumiem jaki jest sens to zmieniać. Niby postęp, tylko nie wiem dla kogo. Szkoły i nauczyciele nie są zupełnie na to przygotowani, Rodzice także ale i przede wszystkim Dzieci.

    Pozdrawiam
    maua

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie, nie uważam, że dziecko 6 letnie powinno być w szkole do wieczora, ale są różne sytuacje i czasem po prostu nie ma innego wyjścia. Ja na przykład pracuję zdalnie, bo tak podeszłam do tematu, odkąd pojawiły się dzieci. Przygotowanie szkół będzie na tym samym /słabym jak wielu twierdzi/ poziomie, czy puścimy dzieci wcześniej, czy później, trzeba o te szkoły zadbać - tu powinna koncentrować się energia, zamiast na protestach. Dzielnica, w której moje dzieciaki będą uczęszczać do szkół, tego problemu nie ma - są świetnie prowadzone, dofinansowane, a i w małych miejscowościach wiele można zdziałać, jeśli dyrekcja wystara się o granty. Wkurza mnie bierność i postawa lękowa, protesty, które nic nie rozwiązują, a tylko utwierdzają nas w przekonaniu, że wszystko przeciwko nam i naszym dzieciom. Działać, nie narzekać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli uważasz że to nie twórcy reformy a Rodzice powinni zadbać o dobre przygotowanie szkół dla swych Dzieci? a czy możesz mi powiedzieć jak to sobie wyobrażasz? bo jak rozumiem problem Ciebie nie dotyczy bo "Wasza" szkoła jest dobrze przygotowana?!
      maua

      Usuń
    2. w tym sedno, nie dotyczy mnie ten problem, bo dziecko chce iść do szkoły, bo mam fajne szkoły w okolicy do wyboru. Uważam, że lokalna społeczność może wiele zdziałać - rodzice, dyrekcja - rozbudować szkołę z grantów, przenieść zerówki do przedszkola /tak zostało to rozwiązane w Mińsku k. Wawy, gdzie nie było warunków na zerówkę/. Chcieć to móc. Polacy strasznie lubią zrzędzić, a niewiele robić, jeśli coś im nie odpowiada, niech szukają innej lokalizacji, jeśli martwią się, że nie ma komu zająć się dzieckiem - niech zorganizują nianię lub zmienią charakter zatrudnienia. Siedzimy sobie na pupach i narzekamy, ale to nasze życie jest w naszych rękach. Można nawet wyjechać na wspomniane Wyspy, jeśli tak tu źle. Ale wydaje mi się, że my to lubimy, taka cecha narodowa, czuć się źle i epatować złym samopoczuciem wokoło. Fuj.

      Usuń
    3. No właśnie i w tym problem, że najwięcej mają do powiedzenia Ci, których ta sprawa nie dotyczy. Rozumiem, że bardzo Cię cieszy, że żyjemy w tak pięknym i postępowym kraju. Rozumiem też że Tobie jest dobrze i o niektórych sprawach - takich jak zmiana szkoły, gdzie jest rejonizacja, organizacja niani (bo może Nas stać albo i nie) lub zmiana/znalezienie pracy, możesz nie mieć za dużego pojęcia. Dlatego też uważasz że Nasze życie jest w Naszych rękach. Ja też tak uważam ale niestety odkąd to nie ja ale rząd zadecydował o podwyższeniu wieku emerytalnego czy posyłaniu 6latków do szkół, zaczynam w to wątpić. I to nie znaczy, że siedzę tylko na tyłku i narzekam. Uwierz mi, że zrobię wszystko aby moje Dziecko było szczęśliwe ale nie lubię jak o wielu ważnych sprawach decyduje za mnie ktoś inny. Bo w teorii to może i ładnie wygląda ale w praktyce już trochę gorzej. Zwalniani są nauczyciele, zamykane są szkoły, likwidowane żłobki, przedszkola, wszędzie robi się oszczędności a My możemy sobie pięknie ładnie porozmawiać o tworzeniu nowych zerówek czy super extra wyposażeniu klas. Lokalna społeczność za dużo nie wpłynie na samorządy, gdy te w kółko powtarzają że na wszystko jest brak pieniędzy. Na szczęście za rok wybory...ale do tej pory musimy się zmierzyć z wszelkim pomysłami na Nasze życie proponowanymi Nam przez rząd, który jak dotąd nie wywiązuje się ze swoich obietnic.

      Pozdrawiam
      maua

      Usuń
    4. Mi w tym kraju jest dobrze, gdyby było mi źle, w końcu nie jestem drzewem, mogę wiele zmienić, wystarczy wsiąść do samolotu, przekroczyć pewne granice i żyć tam, gdzie według mnie byłaby sielanka. Jedyne co mnie mierzi to wiecznie niezadowoleni, bierni ludzie, którzy dostrzegają wokół same problemy, jak żyć w takim towarzystwie? Ciężko... a i dzieciom przekazujemy model bierności i narzekania, wręcz depresji i nerwicy. Temat 6 latków w szkole dotyczy mnie, bo mam dzieci, na które ta decyzja wpłynie i dla mnie jest to pozytywna zmiana. Tyle, nie mam dłużej ochoty słuchać wywodów niezadowolenia i dowodów bezsilności. Uciekam!

      Usuń
  10. Uważam, że to porażka, że tylko 10 głosami nie przeszedł ten wniosek. 2 z tych pytań może rzeczywiście niefortunnie się znalazły w tym miejscu. Uważam, że to, że nasze dziecko nie ma jeszcze 5-7 lat, nie jest argumentem za tym, żeby tematem się nie interesować i nie mieć opinii na ten temat. Ja już od dłuższego czasu nie interesuję się polityką, bo nie ma to większego sensu, ale w takich przypadkach zawsze można doczytać, popytać, czy najnormalniej pomyśleć, zastanowić się i użyć wyobraźni. Myślę, że dużo z nas ma znajomych z dziećmi w wieku okołoszkolnym i zawsze kogoś to dotyczy.
    Największym problemem w tej sytuacji jest to, że w tej ustawie w ogóle nie chodzi o dobro dzieci... Dotacje na szkoły są niższe niż na przedszkola...Moja mama pracująca w przedszkolu mówi dodatkowo, że chodzi też o wykreślenie nauczycieli przedszkola z Karty Nauczyciela (już teraz nie ma nauki literek dzieci w zerówkach), więc pogorszy się sytuacja w przedszkolach. Polecą etaty i chociaż w prywatnych przedszkolach czy klubach malucha tak pewnie jest, to ja sobie nie wyobrażam, żeby jeden opiekun "wytrzymał" z grupą przedszkolaków przez 8 h.
    Po drugie, nie daje się możliwości wyboru, jak np. na Wyspach. Tam możesz posłać dziecko wcześniej lub później do szkoły i jest to Twój wybór i chyba to jest podstawa. Oczywiście jest określony wiek, w jakim dziecko musi już iść do szkoły, a do tego jak już to wcześniej ktoś pisał, tamta szkoła jest inna.
    A gdyby moje dziecko w wieku 6 lat było gotowe na pójście do szkoły, umiałoby czytać i było rezolutne, to nie wahałabym się go posłać wcześniej do 1szej klasy. Tylko moja mała jest z marca, więc to też jest inaczej niż jak ktoś ma dziecko z grudnia. No i nie będę miała wyboru...
    A co do samego pomysłu na referendum- jestem dość sceptyczna, czy w ogóle by się udało, bo nie sądzę, że 50% uprawnionych poszło by do urn. I to właśnie z tego powodu, że nie chciałoby im się głosować w sprawie, która ich nie dotyczy, ale o tym się nie przekonamy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mag niby to, że moje dziecko nie ma tylu lat nie jest argumentem, ale argument o używaniu wyobraźni też jakiś lekko chybiony się wydaje. Wyobrazić to można sobie bardzo wiele, a jak ma się to do rzeczywistości to już inna sprawa.

      Usuń
  11. mam małego bąka, za małego, i powiem szczerze ciężko mi obrać którąś stronę...ale wiem jedno...podejście rządu i próba dialogu woła o pomstę do nieba, ale niech się nie martwią rozliczymy się ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy zbieżne opinie na ten temat, też chce żeby dzieci poszły do szkoły wcześniej, tak jak we wszystkich krajach Europy zachodniej.
      Ale jednocześnie jestem podirytowania faktem, że wola miliona Polaków została zignorowania. To jest mało demokratyczna decyzja. To właśnie referendum powinno rozstrzygnąć ten problem.

      Usuń
    2. Gdyby jak pisałam referendum miało "sensowne" pytania byłabym całym sercem za nim i przez chwilę zastanawiam się, czy ktoś specjalnie do dowalił tych "dziwnych" pytań co by nie przeszło.

      Usuń
  13. Pytanie w referendum idiotyczne. Dlatego też nie byłam za tym, żeby w takiej formie miało się ono odbyć. Co do 6 latków w szkole - pomysł na reformę był dobry, tyle, że jak zwykle wykonanie pozostawiło wiele do życzenia. To nie jest zabieranie dzieciom dzieciństwa, to wykorzystywanie ich potencjału i naturalnego w tym wieku pędu do wiedzy. Tyle, że ową wiedze należy wprowadzać umiejętnie. Sama reforma jak to się kolokwialnie mówi jest o kant dupy... i tak jak zostało to wspomniane od dupy strony. Jak wszystko z resztą w Polsce:/ no może nie wszytko ale większość... Szkoły nie są przygotowane, przedszkola nie są przygotowane - to jak dzieci i rodzice mają być? Tu wygląda to inaczej. Hanka za rok, mając uwaga lat 3 będzie mogła pójść do szkoły. Tyle, że to nie to, co większość Polaków za szkołę uważa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzej, ze o reszcie tych pytań nikt nie mówił :/

      Usuń
  14. A ja jestem rozczarowana. W pełni zgadzam się z Twoimi argumentami, tylko obecna sytuacja, dowodzi, że nasze państwo prowadzi politykę samowolki i nie ma nic wspólnego z demokracją. Z samego referendum mogłyby wyjść różne kwiatki, ale to ludzie domagają się głosu, więc należy dać im taką szansę. Gdyby to była powszechna metoda głosu ludu, to ludzie nauczyliby się interesować problematyką społeczną. Sama zbierałam podpisy pod petycją i rozmawiałam z ludźmi. Fakt, część była zielona, ale jak zaczęłam im tłumaczyć co i jak, wykazywali spore zainteresowanie i podbijali temat. Za to nie spotkałam rodzica, które ma w wieku przedszkolno-szkolnym, który był przeciwny referendum.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mimo iż mam w domu 2latkę to temat znam, bo moja siostrzenica poszła we wrześniu do szkoły jako 6latka. I to właśnie w przedszkolu Pani wychowawczyni i Pani psycholog zrobiły zebranie z rodzicami przed końcem roku przedszkolnego i najpierw ogólnie się wypowiedziały a potem z każdym z rodziców indywidualnie rozmawiały o dziecku. I dzięki temu moja siostra zdecydowała, że pośle swoją córkę do szkoły. Oczywiście sama też widziała jak rozwija się Kornelka, czy jest gotowa również emocjonalnie. Na tę decyzję wpłynęło kilka czynników.
    Niestety moja siostra usłyszała od wielu osób mnóstwo krytyki, że puściła Nelę do szkoły. Nie trafiła do klasy 6latków, ale do klasy gdzie jest jedyną 6latką. Kornelia nie odbiega od pozostałych, a wręcz jest w grupie kilku uczniów, którzy są najlepsi. Ona nawet nudzi się na lekcjach. bo umie już czytać i pisać i liczyć. A są 7latki, które praktycznie nic nie potrafią.
    A czym różni się 6 latek ze stycznia czy lutego od 7 latka z grudnia czy listopada? Tylko ich dzieli rok kalendarzowy...
    Jak pytam się siotrę czy żałuje tej decyzji to absolutnie nie żałuje. A sama Kornelka mówi, że szkoła jest fajna, że dużo się może nauczyć, i że nie ma się czego bać.
    Fakt jest również taki, że szkoła do której uczęszcza moja siostrzenica jest przygotowana na takie maluszki, bo mają osobne skrzydło dla nich. Tam nie wejdzie żaden starszy uczeń. Takie skrzydło jest do 3 klasy osobne. Poza tym, siostra przyprowadza Nelę do szkoły i idą do szatni. I jeśli idzie od razu na zajęcia to Pani czeka w szatni na dzieci do dzwonka na lekcje i z wszystkimi dziećmi które przyszły idą razem do świetlicy, po te które tam czekają przed lekcjami i potem idą wszystkie razem do klasy. Siostra też prowadzi Nelę na świetlicę, bo pracuje na rano. Na obiad na stołówkę też idą razem z Panią. Podczas lekcji w tym skrzydle jest do dyspozycji Pani woźna, która prowadzi dzieci do toalety, aby nie szły same. Lekcje też nie są tylko nauką w ławkach, bo co kilkanaście minut mają przerwę na jedzenie czy picie, wychodzą z ławek i mają dywan na końcu sali na którym siadają i się bawią. WF też mają w tym osobnym skrzydle na korytarzu.Tak więc dzieci są bezpieczne, a ta szkoła jest przygotowana na maluchy.

    Zdaję oczywiście sobie sprawę, że większość szkół nie jest przygotowana i przystosowana do takich maluchów. Chciałam tylko pokazać, że są 6latki gotowe na szkołę i są szkoły gotowe na 6latki.
    Jednak ja jako matka chciałabym mieć możliwość wyboru, czy poślę swoje dziecko wcześniej do szkoły. Przecież i 30 i 20 lat temu 6 latki chodziły do szkoły, bo miały o rok starsze rodzeństwo i rodzice razem je posyłali do szkoły, również i po sąsiedzku tak się robiło, bo dziecko było gotowe. Tak było od dawno tylko nie mówiło się o tym głośno.

    Natomiast co do referendum dokładnie wiedziałam jakie mają być pytania i też jestem przeciw niemu w takiej formie. Referendum powinno być skierowane do ścisłej grupy społecznej i z jednym i konkretnym pytaniem, bo w tej formie co miało być to jakaś porażka!

    oj ciut się rozpisałam :)




    OdpowiedzUsuń
  16. Zupełnie inaczej wygląda samo pytanie pierwsze, a inaczej cały przytoczony zestaw pytań (idiotyczny zresztą). Nie potrafiłabym pójść do tego referendum ze sprecyzowaną odpowiedzią na pierwsze pytanie, o reszcie nie wspominając :) I cieszę się, że w takiej formie to referendum nie dojdzie do skutku.

    OdpowiedzUsuń
  17. Moja Roksana poszła teraz do zerówki. Jako pięciolatka. Szkoła jest otwarta, nie mają nad nią nadzoru (można wejść i wyjść kiedy się chce), na tym samym holu biegają pięciolatki i szóstoklasiści, toaleta jest jedna na całą szkołę (brak przystosowania dla dzieci mniejszych).
    Co do pomagania przy lekcjach - owszem pomagam. A i tak często nie wyrabiamy się w domu z zadaniami domowymi. Siedzimy przy książkach, kartkach, zeszytach od 15 do średnio 19-20 (z małymi przerwami na ćwiczenia) i często nie dajemy rady żeby wszystko zrobić. Tyle mają zadane. Już teraz mają wprowadzoną naukę pisania liter i cyfr, liczenie, zbiory, głoskowanie i sylabizowanie. I nie wiem co będzie dalej. Nauczycielka jest zdania że Roksana jest gotowa by pójść jako sześciolatka do pierwszej klasy. Ale jeżeli dalej będzie to tak wyglądać - szybko znienawidzi szkołę. Cieszę się z dni, kiedy z odrabianiem zadań domowych wyrabiamy się w jedną, dwie godziny. Nie tak miało to wszystko wyglądać :( Nauczycielka i dyrektorka nie widzą problemu. Uważają, że to nie jest przeciążające dla dziecka. Ja wiem, że w tym wieku umysł dziecka jest chłonny. Ale bez przesady!

    Ps. W czasie ostatniej, czterodniowej choroby, dostałyśmy w szkole materiał do odrobienia: 25 stron w książce podstawowej + pięć stron ćwiczeń grafomotorycznych + 4 strony ćwiczeń matematycznych + 8 stron kserowanych (z nauką pisania liter i określaniem zbiorów) + po dwie litery i dwie cyfry do nauki pisania w zeszytach (po cztery linijki z każdej małej i dużej literki + po cztery linijki z cyfr). Zostawię to bez dodatkowego komentarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytania do referendum są moim zdaniem tematem na conajmniej dwa różne referenda. Jednak prawdą jest, że szkoły nie są przystosowane na przyjęcie sześciolatków, nauczycielki (część oczywiście, my niestety na takie trafiłyśmy) nie są przygotowane do odpowiedniej pracy z dziećmi w tym wieku, jest prawdą że szkoły są zamykane a nauczyciele zwalniani i w wielu miejscowościach (bo najczęściej to mniejszych miejscowości dotyczy problem zamykania szkół) dzieci muszą do szkoły jeździć po kilkanaście kilometrów, jest prawdą że nie wszystkie szkoły mają świetlicę (u nas nie ma wogóle, ostatnie zajęcia w szkole kończą się około 14 i później nie ma co z dzieckiem zrobić), mają toalety dla młodszych dzieci (nie ma), osobne wejście dla maluszków (nie ma), osobną szatnię (nie ma), prowadzenia w godzinach od- do też nie ma (nauczyciele przychodzą na ostatnią minutę, więc nie ma opcji że przed ósmą przywieziesz dzieciątko i zostawisz, bo nie ma z kim, a jak nie odbierzesz np. o 13,30 to będzie czekało na ciebie zmarznięte na boisku, bo pani skończyła lekcje i poszła do domu) ... . Niech najpierw realnie przygotują szkoły na przyjęcie dzieci, niech zapewnią na prawdę odpowiednie warunki - wtedy można rozmawiać.

      Usuń
    2. O! A może zwolennicy obowiązku szkolnego dla sześciolatków wypowiedzą się, co rodzice mają zrobić z takim czymś, jak sytuacja opisana powyżej? Myślicie, że to jakiś spaczony wyjątek? raczej nie sądzę...

      Usuń
    3. Niestety zwolennicy takich rzeczy nie widzą. Nie mogę już patrzyć na kolejne programy w których pokazuje się jak wspaniale szkoły są przygotowane na przyjęcie uczniów. Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Ale nie jest prawdą to co pokazują. Niestety.

      Usuń
    4. Zawsze gdy czytałąm jak mamy z Wielkiej Brytanii zachwalały, że u nich to i tak wcześniej dzieci idą do szkoły, to podnosiło mi się ciśnienie. Po pierwsze szkoła w WB wygląda inaczej niż w Polsce. I tu mam pytanie, może jakaś mama, która posyła swoje dziecko do szkoły na Zachodzie napisze czy też miała takie przypadki, że po tygodniowej chorobie ma prawie książkę do nadrobienia. Przypominam, że mowa jest o sześciolatkach

      Usuń
  18. Ja osobiści nie zastanawiałam się nad tym tematem ponieważ synek ma dopiero półtora roku.Ale wiem co chciałbym zmienić-wszystko!!!!!
    Ciarki mnie przechodzą na myśl co dzieje się w naszym przedszkolu,jakie tam są warunki jak matki i ojcowie walczą o zmianę.Nie znam się na nauczaniu i pozostawiam to osobom,które to potrafią i kochają ale szlak mnie trafia jak sąsiadka płacze opowiadając w jakich warunkach musi przebywać jej dziecko.Opisuje,że klasy są przeludnione z jedną opiekunką,która ma wszystko gdzieś,że w łazienkach dla maluszków nie ma drzwi,papieru czy zwykłej deski........a przecież niedawno było rozpoczęci roku szkolnego.Opowiada w jakich dzieciaki warunkach dojeżdżają autobusem i mi robi się przykro jak sobie zdaję sprawę,że moje dziecko też tam będzie chodziło.
    Musi się wiele zmienić w naszej mentalności i podejściu abym mogła i potrafiła oddać swój skarb komuś innemu pod opiekę.
    A JEŚLI BĘDĘ DO TEGO ZMUSZONA NA PEWNO BACZNIE BĘDĘ PATRZEĆ NA RĘCE.

    OdpowiedzUsuń
  19. "Ilu rodziców pośle dziecko do szkoły, bo musi pracować i nie ma z kim dziecka zostawić?
    Ilu rodziców powodowanych własną ambicją pośle dzieci do szkoły?
    Ilu rodzicom będzie to obojętnie kiedy to dziecko pójdzie do szkoły?
    My myślimy tylko o grupie świadomych rodziców, a co z resztą?"

    To może dla wszelkiego bezpieczeństwa po prostu oddajmy dziecko państwu i niech już tam możni decydują co dla nich najlepsze. Skoro nie ma gwarancji co do każdego rodzica na tym kraju...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może prościej dokształcić rodziców, albo wpłynąć na nich, żeby się dokształcili? Bo patrzenie tylko na swój kawałek podłogi nie przynosi nic dobrego.

      Usuń
    2. Nikt nikomu nie broni dokształcać rodziców i robić kampanii społecznych. Tylko co ma piernik do wiatraka? Takie pisanie "że się nie patrzy tylko na swój kawałek podłogi" daje wrażenie, że komuś zależy i co tam jeszcze, ale w tym przypadku to jest też forma opresji. Takie pomaganie na siłę - ja wiem lepiej, jestem świadomy (HAHA), to pomogę, czyli zrobię tak, ja JA uważam że powinno być. Kij mnie zdanie innych, ich prawa i wolność.

      Usuń
    3. Zuzianko skoro kij Cię obchodzi to po jakiego grzyb bierzesz udział w tej dyskusji? Bo teraz to już kompletnie nie rozumiem o co Ci chodzi? Chcesz sama decydować o wszystkim - załóż partie, startuj w wyborach lub zaszyj się w jakieś głuszy gdzie będziesz decydować sama za siebie.

      Usuń
    4. "Kij mnie zdanie innych, ich prawa i wolność." - wbrew wszystkiemu co mogło się wydawać, to zdanie nie obrazowało tego co ja sądzę, tylko jakie podejście mają ludzie, którzy uważają, że to państwo powinno decydować odgórnie "dla wszelkiego bezpieczeństwa".

      Ja chcę decydować o rzeczach, które dotyczą mnie i w przyszłości moich dzieci. Nie chce żeby decydowali o nich inni, którym wydaje się, że wiedzą lepiej. A nawet jeśli rzeczywiście wiedzą lepiej, to wolę popełnić błędy, które będą moje i coś schrzanić, ale żyć po swojemu. Biorę udział w tej dyskusji (dumne słowo), bo irytuje mnie podejście ratowania na siłę, i nakazywania danego działania ogółowi, tylko dlatego, że istnieje grupa, która może sobie zrobić krzywdę, jeśli jej się nie nakaże. Dlaczego moje działania mają być odgórnie ograniczane ze względu na głupotę/lenistwo/ignorancję innych?

      Ja wiem, że wychodzi to dość okrutnie i właśnie jakbym "patrzyła tylko na swój kawałek podłogi", ale żeby było jasne - ja nie odrzucam idei pomocy/wsparcia dla różnych rodzin ogólnie. Kampania społeczna - proszę bardzo! Programy edukacyjne dla rodziców - jak najbardziej! Ale odgórny nakaz/zakaz dla wszystkich, żeby ci rodzice w grupie ryzyka nie popełnili żadnych błędów? Nie.

      Bo, jak głosi piosenka "Mój jest ten kawałek podłogi. Nie mówcie mi więc co mam robić".

      Usuń
  20. Generalnie, uważam że masz rację Sroko. Jednak kiedy patrzę na caluśką sytuację naszego szkolnictwa to od razu powiem że temat jest wprowadzany od "dupy strony". Bo tak na "chłopski rozum": najpierw wprowadzili gimnazja a teraz nagle chcą wysyłać sześciolatki do szkoły?? No i likwidować gimnazja. Bo nikt sobie nie radzi ze zdziczałą młodzieżą tam zamkniętą. Chyba coś nie tak. Coś na odwrót. Może niech najpierw zaczną przystosowywać te szkoły, zrobią porządek z podręcznikami, programami nauczania, a potem robią tego typu reformy. Referenda chcą wszyscy, wszyscy chcą o wszystkim decydować. Ale nie ma odważnych by w końcu raz a dobrze zrobić co od początku do końca...

    OdpowiedzUsuń
  21. Dokładnie. Oosby zaangażowane w akcję "ratujmy maluchy" nie biorą pod uwagę, ze w referendum głosowałyby również osoby nie w temacie, elektorat radia Maryja na ten przykład i ja nie chciałabym by jakieś babcie-dewotki decydowały o edukacji mojego dziecka. Prędzej panel ekspertów, bo sama tez nie znam się na programie polskich szkół, nie ogarniam tego, mój syn dopiero do przedszkola poszedł i nie czuję się na siłach wypowiadać o możliwościach dzieci starszych.

    OdpowiedzUsuń
  22. A ja byłam wściekła, że tylko kilka głosów zabrakło. Czemu nie mogło być po staremu?!!!!! Gdyby ktoś chciał puścić dziecko szybciej do szkoły, zrobiłby to i nie byłoby problemu, tylko po co zmuszać tych, co chcą dać dziecku jeszcze jeden rok swobody, zabawy, nauki również. A nawet jak się okazuje czasami dziecko może więcej się nauczyć w przedszkolu niż w szkole. Przypadek z mojego podwórka, sześciolatek w tym roku poszedł do pierwszej klasy i jak to mama mówi uwstecznił się w angielskim. Nie lubie tego słowa, ale jest różnica w nauce podczas zabawy (w przedszkolu) i w naukę (teoretycznie też podczas zabawy) w ławkach.

    Powiem Wam, że ja nie wiem czy chcę mojego jeszcze pięciolatka puścić do szkoły czy nie. Ogólnie chciałabym, gdyż widzę jak dużo rzeczy go interesuje, widzę jak chłonie wiedze, i chyba bym go z radością posłała, tylko jest coś, co mi w tym przeszkadza... jest to sama szkoła i jej nieprzygotowanie na maluchy. Ktoś może powiedzieć i tak przecież będzie musiał iść, jak nie teraz to za rok. Tak ale za rok będzie starszy i mam nadzieję, że będzie umiał lepiej radzić sobie z różnymi problemami, a takich w szkole trochę jest

    OdpowiedzUsuń
  23. Pomijając kwestię referendum i 6 latków chciałabym wspomnieć, że teraz w zerówce z tego co słyszałam dzieci nie uczą się pisać ani czytać- tak jak my kiedyś- nie wiem dokładnie czy nic się nie uczą czy mniej niż kiedyś. Uważam, że aby przeprowadzić reformę tak rozbudowanego systemu jakim jest edukacja trzeba się do tego przygotować dobrze. Tymczasem szkoły tak jak piszecie- są nie przystosowane, wychodzi na to że 6 latki nie maja się gdzie podziać po zajęciach trzeba ich odbierać o 13 bo na swietlicy są np gimnazjaliści, a gminy nie stać na etat dla jakiejś osoby która zajmie się dziećmi do godziny 16 czy 17. Powstają jakieś " dziury " programowe, dzieci zamiast się rozwijać to się cofają. Kiedyś chyba było lepiej ( 8+4)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz
Jeżeli podajesz skład kosmetyku podaj jego nazwę i producenta
Analizuję TYLKO kosmetyki dla kobiet w ciąży i dzieci
Zanim zadasz pytanie sprawdź czy ktoś już o to nie pytał, używaj również wyszukiwarki blogowej.

TOP