sobota, grudnia 15, 2012

Matka kulturystka - post bynajmniej nie o fitnessie :)

Źródło:KLIK

Od paru tygodni jeżdżę do mojej mamy na zmiany opatrunków. I do póki nie spadł śnieg można było mówić o komforcie podróży :). Niestety od kiedy nawiedził nasz kraj ten potworny biały kataklizm matka z dzieckiem podróżującym wózkiem powinna chyba siedzieć w domu :(. 
Skąd te wnioski?

Pierwszy "kłopot" kogo ubrać pierwszego siebie czy dziecko? jak dziecko to się spoci, jak siebie to za biegającym brzdącem trudniej nadążyć. 
"Kłopot"  nr. dwa  jak z trzeciego piętra znieść wózek warzący bagatela około 30kg? Skąd to 30? Ha!
Wózek (wersja spacerówka) waży około 14kg. Dzieć ważony niedawno miał na liczniku 11,5 kg doliczając w to ubranie buty itp. liczymy na oko jakieś 12,5 kg. Czyli mamy już jakieś 26,5 kg. Zabieramy ze sobą różne szpeje dla młodego co by się przez te 5 przystanków autobusowych nie wyżywał wrzaskiem na współpasażerach niedoli w tym picie, jedzenie i własna torebka powiedziałbym, że spokojnie dwa dodatkowe kilogramy już mamy. Czyli już 28,5kg.

Wózek "znosimy" przez spychanie :P . I opcje są dwie, dziecko na rekach wózek przed sobą, opcja nr. dwa dziecko zostaje na półpiętrze, modlimy się przez te kilka schodów, żeby jednak samodzielnie nie zechciało złazić na dół. Długo stosowałam opcję nr. jeden. Teraz stosuję opcję nr. dwa - przy czym młody siedzi na schodach i na razie się cieszy. Pewnym jest, że opcja ta będzie musiała ulec zmianie jak tylko fascynacja siedzeniem na schodach minie, co może nastąpić lada dzień.

Starabanilismy się z trzeciego piętra :). W zasadzie już leje nam się po doopie. Teraz tylko  mała wojenka, głównie podchodowa, jak uwięzić młode w wózku. Zagadywanie o wspaniałej podróży czasami daje efekt, jak nie to stosujemy inne fortele :). 

W końcu na dworze. Ale, ale... zaczyna się. Mały wkurw już się uwolnił w momencie kiedy pierwsze stróżki potu potoczyły się po plecach. Teraz pod blokiem chodnik nie odśnieżony jeno piaskiem posypany. Ok to rozumiem - pani sprzątająca ma masę klatek do posprzątania, lata swoje też ma, a i tak robi co może i chwała jej za to. Na chodniku pod klatką przynajmniej dupy nie potłukę, na pisaku się nie ślizgam i ok. 

Próbujemy przebić się na przystanek. I przebić to słowo odpowiednie. O ile ulice odśnieżone, to chodniki już nie. Niczym nie posypane, szklanka pod butami, z boku zaspy po kolana. Wkurw już urósł, nam leje się po całych plecach, zaciskając zęby i sapiąc jak lokomotywa prze się do przodu przez zaspy.Osiągamy cel: Przystanek autobusowy.

Podjeżdża autobus niskopodłogowy, super nie? No właśnie nie!  Kierowca, staje od krawężnika pięćset miliardów kilometrów więc wózek trzeba wtaszczyć samemu. Krzyż mnie nawala, wkurw dostaje czerwonych oczu. Myślę sobie naiwnie, nie wiedział (kierowca, nie wkurw), że będę wsiadać, źle mu się podjechało itp...

Jedziemy te pięć przystanków. Myślę sobie, jak wcześniej podjadę pod wyjście to kierowca zauważy, bliżej podjedzie nie będę dźwigać. A gdzie tam... znowu zatrzymuje się lata świetlne od krawężnika. Starszy pan ledwo chodzący chce mi pomagać wynieść wózek. Kurwa mać! Nie nie zdzierżyłam, wkurw dostał czerwonych oczu. Poleciałam do kierowcy, że ma mi podjazd odtworzyć. A on do mnie z pytaniem? Nie może sobie Pani znieść wózka jak go sobie Pani wniosła. Nosz ty .... ! W sposób dość niespokojny ustaliłam z kierowca co leży w jego obowiązkach i do czego służą autobusy niskopodłogowe. Kalpę otworzył. Ja wózkiem wyjechałam, na chodnik - nie posypany. I w śniegu po kostki brnęłam do rodziców, a raczej do mamy. Sapiąc ja stara lokomotywa, mokra jak mysz dotarłam na miejsce. I tak oto tyle, że bez przepychanek słownych wizytujemy babcię. 

Matka kulturystką być musi! I basta! 

Szkoda tylko, że nie odbija się to na liczniku mojej wagi łazienkowej, chyba się popsuł :P

20 komentarzy:

  1. bo masa mięśniowa jest cięższa niż tłuszczowa i tym sobie tłumaczę mój wskaźnik wagi :)
    wiesz, że się cieszę z tego postu ? :) proszę o więcej !

    OdpowiedzUsuń
  2. a co za dran!!! No chyba by mnie szlag trafil!
    wiesz jak ja klne na ten snieg co lezy na brzegach chodnikow?! ostatnio przenosilam wozek przez przejscie dla pieszych, bo jak mialabym nim wymanewrowac przez dwie zaspy przy brzegach ulucy to zrobilabym korek na 20 samochodow. strasznie wspolczuje kochana:( a nie ma jakiejs piwnicy zeby wozek tam zostawiac? nie wyobrazam sobie zycia bez windy:( teraz Natasza sama wchodzi po schodach ale czy na 3 pietro by wylazla? szczerze watpie;/

    OdpowiedzUsuń
  3. jezu, ja tak mam minimum dwa razy w tygodniu. najpierw pół godziny tramwajem - oczywiście nie niskopodłogowym - potem 40 minut autobusem - z nim bywa różnie. ludzie pospolicie tępi, chamscy, z kompletnym brakiem empatii. dlatego, nie bez powodu, nazwali mnie potworem wózkowym :)

    na szczęście mieszkam na parterze, więc tych schodów nie ma dużo. przeniosłam się wczoraj na MEGA wózek, z kołami prawie takimi jak w rowerze. śnieg to dla nas teraz pikuś. gorzej z podjeżdżaniem do autobusów, tramwajów. gorzej z przemieszczaniem się - brak kół obrotowych. no i z Majką, bagażami HAMER waży gdzieś około 30 kg.

    ech... my matki mamy prze... chlapane!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha! A ja Ci powiem, ze to cud, ze autobusy wogole w Pl jezdza. I wszystko inne jako tako funkcjonuje :p U nas ostatnio spadly 2 cm sniegu (ktory swoja droga stopnial po kilku godzinach), no wiec kataklizm. Nic nie jezdzi, szkoly pozamykane, korki kilometrowe. Doszlam z malym na swietlice jak gdyby nigdy nic, a tam tylko ja i...inna Polka :)
    Ps. A ja poce sie jak mysz z malym przez caly rok. I tez sie dziwie, ze na figurze sie niestety pozytywnie nie odbija :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Święta prawda! U nas zasadniczo scenariusz się sprawdza z jednym zastrzeżeniem - czwarte piętro a nie trzecie. W dół jeszcze jakoś idzie ale w górę jest marność i udręczenie duszy w pełnym wymiarze.
    Pozdrowienia dla Matki Kulturystki od znajomej po fachu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aż się sama zmęczyłam jak czytałam. Zima to koszmar. Ale wiesz, że ja od 4 lat nie jechałam komunikacją miejską i nigdy z wózkiem??? I ciesze się z tego po przeczytaniu Twojego posta, co za skur.... :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Przerabiałam to niejednokrotnie! Wózkiem źle się jeździ po śniegu, sankami jeszcze gorzej po posypanych piaskiem chodnikach. Znoszenie wózka z pierwszego (w moim przypadku) piętra w pełnym opakowaniu z wrzeszczącym dzieciakiem w wózku i plączącym się pod nogami drugim było istną mordęgą!
    Wiem co przeżywasz i szczerze współczuję:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jaki dziad z tego kierowcy!!!
    To jest jeden z plusów mieszkania w małym mieście, tu niema komunikacji miejskiej ;) Więc wszędzie chodzimy na nogach lub trzeba dupkę wozić autem.
    A matka musi być Hi-menką inaczej nie da rady!

    OdpowiedzUsuń
  9. matko bałam się, że na końcu będzie, że nikogo nie zastałaś i od razu wracałaś :D
    pamiętam! rok temu też mnie regularnie wkurw dopadał!

    OdpowiedzUsuń
  10. oj tak! kulturystka!!! ja tez spychałam wózek po schodach, a Synka wtedy w domu zostawiałam /bo bezpieczniej/ a teraz mam to gdzieś i wózek stoi na dole w bramie /jak ukradną to trudno, ja się poddaję, nie mam siły!/...a z komunikacji miejskiej nie korzystam - bo wiem co mnie czeka-a na innych nie ma co liczyć!

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny post :-) teraz chce zobaczyć Twoje bicepsy :))))

    OdpowiedzUsuń
  12. Zdecydowanie waga wysiadła bo po takim treningu po zimie minimum 10 na minusie być musi !

    OdpowiedzUsuń
  13. Zima nie jest łaskawa dla mamuś, o nie...

    OdpowiedzUsuń
  14. ja ostatnio wkurwu dostałam bo zabrali mi tramwaje niskopodłogowe akurat na trasie do przedszkola miśki i do moich rodziców no i ostatnio jak jechałam ledwo się zmieściłam bo dali dość, że ze schodami to jeszcze wąskie przejścia i oczywiście nikt kurwa nie pomoże paranoja. matka sama sobie musi radzić, tulę i podziwiam bo też ostatnio brnęłam w śniegu wracając ze szpitala masakra a dodam, że mam wózek 7 kilowy i latał mi na wszystkie strony po śniegu

    OdpowiedzUsuń
  15. trafnie to wszystko opisałaś,idealny dobór słów:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Skąd ja to znam, no skąd ?
    Wierzysz, że ja jeszcze NIGDY nie widziałam u nas niskopodłogowego z rozwiniętym podjazdem ? Nigdy.
    Jak będę miała wkurwa kiedyś i trafię do autobusu to też się upomnę :P

    OdpowiedzUsuń
  17. Wielki szacun dla Ciebi i wszystkich innych matek, które nie mają windy i jeżdżą tramwajami/autobusami. Podziwiam szczerze.

    OdpowiedzUsuń
  18. no cóż zima dla matek nie jest łaskawa. Ja się tak cieszę że mam windę. ale jak jestem gdzieś gdzie jej niema to bezczelnie pukam do czyiś drzwi pytam czy jest tu jakis chłop i proszę o zniesienie. W tramwaju autobusie to samo. Są silniejsi są, czego ja mam się nadźwigać?!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz
Jeżeli podajesz skład kosmetyku podaj jego nazwę i producenta
Analizuję TYLKO kosmetyki dla kobiet w ciąży i dzieci
Zanim zadasz pytanie sprawdź czy ktoś już o to nie pytał, używaj również wyszukiwarki blogowej.

TOP