poniedziałek, kwietnia 23, 2012

Lord Hełmofon

Miałam pisać o tym już wcześniej, ale wiele czynników natury głównie martwej sprzysięgło się przeciwko mnie. Mały Rycerz raczkuje jak torpeda tylko się człowiek odwróci już się przemieścił w miejsce zazwyczaj niebezpieczne. Pokój w którym głównie urzędujemy jest urządzony fatalnie, koszmarnie i beznadziejnie, ale
co tu mówić podczas urządzania nie myło jeszcze nawet myśli o Rycerzu. A teraz na każdym pełznięciu czają się ostre rogi, ostre kanty i ostre krawędzie kompletem do pełzania jest nowy sport pt. wspinaczka do pionu. Mały Rycerz nie robi sobie z niebezpieczeństwa kompletnie nic, za to ja nie długo padnę na zawał.
Wszelkie zabezpieczenia rogów zostały przez młodego zdemontowane (chyba producenci się jednak nie postarali). Jedynym wyjściem była ochrona głowy i modły co by reszta ciała nie ucierpiała zanadto.
I tak oto w domu od kilku tygodni gości lord Hełmofon. Zabezpieczenie sprawdziło się już parokrotnie jedyna wadą "kasku" jest to, że mały bardzo się pod nim poci. Po godzinnym szaleństwie jest mokrusieńki jakby dopiero co mył głowę.

21 komentarzy:

  1. A mi idea kasków się zupełnie nie podoba. Owszem parę zderzeń miało miejsce u nas w domu, ale jak mieszkanie jest dobrze zabezpieczone to jak dla mnie kask jest po prostu zbędnym gadżetem. No i czy nie wpływa to na rozwój i kształt główki dziecka? Czy to pocenie nie wpływa na przegrzewanie główki?

    OdpowiedzUsuń
  2. No widzisz Hafijo, a ja uważam, że dom nigdy nie jest dostatecznie zabezpieczony, a jeżeli ktoś twierdzi, że w takim mieszka to jest chyba jednak pozbawiony wyobraźni.

    To zabezpieczenie nie wpływa n kształt głowy bo nie jest "kask" w pełny znaczeniu tego słowa. Z kaskiem tak na prawdę ma niewiele wspólnego. To jest raczej materiałowy, poddający się kształtowaniu i regulacji kaszkiet.

    Co do przegrzewania, gdyby mały biegał w nim cały dzień może i by się przegrzał.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja tez uwazam to za zbedny wydatek. mlody w przeciagu tygodnia nauczyl sie stac i nie upadac. odkryl ze trzeba sie schylac/odchylac zeby grzebac po szafkach tylko dlatego ze bolalo. ale z drugiej strony mam niewiele mebli.

    OdpowiedzUsuń
  4. heh dla mnie śmieszne i ciekawe :) moja Młoda mogłaby w tym biegać, bo lubi najbardziej się wspinać przy kanciastych meblach :P no ale ja za nią chodzę krok w krok, a jak nie ja to mąż , więc na dobrą sprawę gadżet nam niepotrzebny :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozumiem fakt zakupu ochrony. U nas był taki moment,że obawiałam się o głowę Królewny. Obijała się codziennie po kilka razy! ALE nauczyła się świetnie asekurować i choć odważna to ostrożna jednocześnie. Cieszę się, że nie kupiłam hełmu, bo dzięki temu Lenka się nauczyłam chronić sama siebie. Nie pilnuję tak bardzo Lenki, uważam że sama musi się nauczyć wyczuwać zagrożenie :) A jak czas spędza Rycerz poza tą godziną w hełmie?

    OdpowiedzUsuń
  6. Pomysłowe !
    A Rycerz wygląda w nim rozkosznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. u nas by nie przeszło ze względu na to że Adaś nienawidzi czapek :). Przy ubieraniu to cały blok wie że idziemy na spacer ;).
    A sama idea kasków - jeśli ma Ci to pomóc w nie zejściu z tego świata to super :). Nie ma domu który jest w 100% bezpieczny.
    No i też się zastanawiam co robicie jeśli Rycerz nie chodzi w kasku bo chyba nie jest w nim cały dzień nie?

    OdpowiedzUsuń
  8. No to po kolei :) .

    Młody w "kasku" nie chodzi cały dzień :). Jak bawi się w "swoim kąciku" bawi się bez kasku, bo to miejsce jest zabezpieczone na tyle na ile się dało. Jak zaczyna wędrówki po mieszkaniu (a w zasadzie po jednym z pokoi) ma "kask" założony. Nieszczęście polega na tym, że tak jak pisałam meble w pokoju w którym głównie przebywa mają kanty i to ostre na wysokości jego skroni. I wszelkie próby zabezpieczenia tychże kantów legły w gruzach.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie sądzę, że jestem pozbawiona wyobraźni, wręcz przeciwnie - zdaję sobie sprawę, że nawet ściana może okazać się "wrogiem" dla dziecka tylko, że równie dobrze można kupić ochraniacz na kolanka, ochraniacze na paluszki, na brodę. Nawet zabawka może się okazać niebezpieczna. Moje dziecko na przykład z wstało kiedyś pod stołem i huknęło się o blat od spodu. Od tej pory pod stołem kładzie sobie rączkę na główce i powolutku wychodzi z pochyloną głową. Zgadzam się natomiast z Niezłą Żoną dziecko po różnego rodzaju wpadkach uczy się samo siebie chronić. Mieszkanie należy zabezpieczyć o ile to możliwe jak najlepiej. Ja na przykład nie mam u siebie potrzeby dodatkowego zabezpieczania kaskiem głowy Konusa. Oczywiście nie neguję tego, że u Was może zachodzić taka potrzeba - nam byłaby zbędna taka ochrona

    OdpowiedzUsuń
  10. Kask cóż fajny, ale ja osobiście wychodzę z założenia, że jak dziecko ma sobie coś zrobić to sobie zrobi. Poza tym drugie moje założenie, że jak sam się nie sparzy to się nie nauczy. Raz sobie guza nabije, drugi, trzeci a za czwartym będzie pamiętał, żeby uważać.

    Osobiście wcale nie zabezpieczałam domu przed maluchem, nawet szuflad, zaowocowało to tym że młody przyciał sobie palce 2 razy, a potem się nauczył, że jak sie zamyka szuflae to ręki w środku sie nie zostawia. Jedyne co zabezpieczałam to gniazdka.

    Ale na nie, nie jestem, ciekawa alternatywa choć jak wczesniej napisałam nie dla mnie. Za to chętnie poczytam, jak to będzie po zdjęciu tego kasku, bo kiedyś trzeba to będzie zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  11. Hafijo nigdzie nie napisałam, że jesteś pozbawiona wyobraźni. Rozumiem, że nie masz potrzeby zabezpieczać bo akurat tak masz urządzone mieszkanie. Ja niestety nie mam tego komfortu więc wybrałam takie rozwiązanie.

    Anno co kraj to obyczaj i każdy robi według siebie.
    Idąc tropem twojego rozumowania (mam nadzieje, że to z mojej strony jednak zbyt daleko idące wnioski) gniazdek też nie zabezpieczasz - bo jak dzieciaka prąd nie kopnie to nie będzie wiedziało, że tam palca pchać nie wolno ;).

    OdpowiedzUsuń
  12. Myślę, że złoty środek niezbędny - niektóre rzeczy mniej groźne można zostawić bez zabezpieczenia, inne - niebezpieczne zabezpieczyć trzeba. Gniazdka akurat są według mnie bardzo niebezpieczne... ale już szuflady mamy zabezpieczone tylko te z niebezpieczną zawartością - ubraniowe i dziecięce cały czas są otwierane i zamykane według upodobania :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mój powyższy komentarz, zupełnie nie miał na celu rozdrażnienia Ciebie:). Wszak napisałam, że każdy robi jak uważa. Co do twojej riposty, można tak się spierać, że idąc Twoim tokiem myślenia, trzeba dziecko chronić przed wszystkim, nawet najdrobniejszym potknięciem. Ale to nie o to chodzi. Bardzo lubię Cię czytać choć nie zawsze komentuje, jednak wydaje mi się, że powinnaś być przygotowana na wpisy, które mogłyby się nie zgadzać z Twoim podejściem do sprawy, bo rozwiązań jest tylu ilu ludzi na świecie.
    Jeśli uważasz, że coś jest słuszne w Twoim mniemaniu to się tego trzymaj, bo nikt kto ewentualnie ci odradza kask, nie przyjdzie do domu i nie zaszyje dziecku łuku brwiowego.

    OdpowiedzUsuń
  14. Anno, ależ ja nie czułam, ani nie czuję się twoim postem rozdrażniona - jeżeli by tak było to co najmniej na połowę dziewczyn wypowiadających się pod tym postem powinnam się złościć.
    Zdaję sobie sprawę, że każdy ma swoje zdanie i nie mam nikomu za złe, że je wyraża, ale mam nadzieję, że wyrażając swoje zdanie jest ten ktoś gotowy również o tym ze mną porozmawiać, choćby tylko w sobie, a muzą.
    A co do mojego toku myślenia, no kurcze owszem najchętniej wyłożyłabym wszystko styropianem lub gąbką w domu.

    OdpowiedzUsuń
  15. Pierwsze widzę taki kask - interesujące :)
    Czytam komentarze i widzę, że kask wywołał burzę :) ja osobiście pewno bym się nie zdecydowała, ale uważam, że jeśli u Was się to sprawdza, to trzeba się cieszyć z tego :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Osobiście nie jestem zwolennikiem zbytniego chronienia dzieci, ale rozumiem twoje obawy, bo owszem są uzasadnione. Tylko co dalej, jak długo zamierzasz zakładać kask Małemu Rycerzowi? Kiedy ma się nauczyć poruszać bezpiecznie po domu?

    OdpowiedzUsuń
  17. Na zielonym nie mam pojęcia kiedy Małego Rycerza uwolnię od kasku. Pewnie kiedy zacznie chodzić i kanty przestaną być na wysokości głowy.

    OdpowiedzUsuń
  18. potrafię zrozumieć Toje podejście i niepokój. W końcu z tych samych względów (względów bezpieczeństwa) wozimy dziecko w fotelikach, jednak sam na kask nie zdecydowałabym się, ale Ty wiesz lepiej co da Twego dziecka najlepsze

    OdpowiedzUsuń
  19. A ja się zachwycę Rycerzem i bodziakiem:D

    OdpowiedzUsuń
  20. No bodziak pierwsza klasa. U nas tez by kaskohelm nie przeszedl, bo Antonowka nauczyl sie zdjemowac czapki...

    OdpowiedzUsuń
  21. Dzięki za komplementy dla bodziaka :). Wyłowiony na allegro firma Carters.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz
Jeżeli podajesz skład kosmetyku podaj jego nazwę i producenta
Analizuję TYLKO kosmetyki dla kobiet w ciąży i dzieci
Zanim zadasz pytanie sprawdź czy ktoś już o to nie pytał, używaj również wyszukiwarki blogowej.

TOP